Polak nie miał zbyt wiele okazji do wykazania się. "Czerwone Diabły" oddały na jego bramkę tylko pięć strzałów. Fabiański głównie wyłapywał górne piłki, jakie podopieczni Louisa van Gaala słali w jego pole karne.
United nieźle grało w pierwszych dwudziestu minutach, ale nie stwarzało sobie groźnych okazji. Swansea szukało okazji do kontrataku i znalazło ją w 27. minucie. Gylfi Sigurdsson przedarł się wzdłuż pola karnego Manchesteru i wystawił piłkę Ki Sung-Yeungowi, który technicznym strzałem pokonał Davida de Geę. Kibice Swansea zaczęli śpiewać do van Gaala "zostaniesz zwolniony o poranku".
Już w przerwie holenderski menedżer dokonał zmiany - Nani wszedł za niewidocznego Javiera Hernandeza, a Manchester przeszedł na formację z czwórką obrońców. Ale wyrównująca bramka nie była efektem tej korekty; padła po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Wayne Rooney pokonał Fabiańskiego strzałem z przewrotki z najbliższej odległości. Ataki "Czerwonych Diabłów" zyskały po tym nieco na animuszu, ale dobrze zorganizowana obrona Swansea nie dała wbić sobie kolejnej bramki. "Łabędzie" zadały śmiertelny cios w 72. minucie, gdy po zamieszaniu w polu karnym gospodarzy Gylfi Sigurdsson strzelił gola strzałem z kilku metrów.
United zmuszone zostało do śmielszych ataków, ale nie miało pomysłu na sforsowanie defensywy gości. Fabiański nie został zmuszony do trudniejszych interwencji. Manchester nie miał do zaoferowania nic poza chaosem w ataku. Nawet mimo kilku minut doliczonego czasu gry Swansea zdołało wywieźć zwycięstwo z Old Trafford, dzięki któremu zostało pierwszym liderem tabeli.
Diego Poyet obrażał West Ham i jego piłkarzy. Potem do nich dołączył...