Premier League. Ukarani za sukces

- Nie jesteśmy klubem sprzedającym. Oddaliśmy już trzech piłkarzy i zarobiliśmy sporo pieniędzy. Pozostałych zawodników zatrzymamy - powiedział Ronald Koeman, nowy trener Southampton. "Święci" stracili już cztery czołowe postacie stojące za sukcesem z poprzedniego sezonu. Było nim ósme miejsce w Premier League zaledwie dwa lata po awansie. Jeśli tamten sezon uznamy za bardzo dobrą imprezę, to ten zbliżający się może być potężnym kacem.

Jeszcze po 12. kolejkach sezonu 2013/14 Southampton traciło do wicelidera zaledwie dwa punkty. "Święci" pod wodzą Mauricio Pochettino grali bardzo atrakcyjną dla oka piłkę. O obliczu drużyny stanowili tacy piłkarze jak Luke Shaw, Adam Lallana czy Rickie Lambert. Narzuconego przez siebie tempa nie utrzymali do końca sezonu, ale przed jego rozpoczęciem ósme miejsce ze znaczną przewagą nad kolejnymi drużynami każdy w Southampton wziąłby w ciemno.

Ale tamta drużyna już nie istnieje. Pochettino został zwerbowany przez Tottenham. Luke Shaw przez Manchester United. Adam Lallana i Rickie Lambert trafili do Liverpoolu. O tych transferach Koeman wiedział, gdy przychodził do klubu. I od razu zapowiedział, że nie zgodzi się na odejście żadnego innego zawodnika. Ale to tylko słowa. Nie ma wystarczającej władzy, by powstrzymać kolejnych zawodników. Dejan Lovren jest bliski podpisania kontraktu z Liverpoolem. Chorwat wcześniej oskarżył swój dotychczasowy klub o brak ambicji i niesprawiedliwe potraktowanie , co miało tylko wzmożyć chęć odejścia.

A możliwy jest również transfer płuc zespołu, czyli Morgana Schneiderlina oraz Jaya Rodrigueza. Obu zawodników chciałby pociągnąć za sobą Pochettino do Tottenhamu. Za to Arsenal w swoich szeregach widziałby młodego Caluma Chambersa. Southampton chętnie oddałoby Pablo Daniela Osvaldo, miałby powrócić do Włoch, a konkretniej do Interu. A po tym sezonie kontrakty kończą się Jose Fonte - już teraz chciałoby go wykupić Cardiff - oraz Jackowi Corkowi.

Boruc zostanie sam?

Tak naprawdę z zawodników z podstawowego składu plotki transferowe nie łączą z odejściem wyłącznie Artura Boruca, Nathaniela Clyne'a oraz Stevena Davisa. Można śmiało podejrzewać, iż w porównaniu z poprzednim sezonem wymieniona zostanie nawet połowa pierwszej jedenastki. Sytuacja jest na tyle ciężka, że twitterowe konto Mirror Football zaczęło żartować, że Artur Boruc będzie kapitanem drużyny, wykonywał stałe fragmenty, pełnił rolę asystenta menedżera, a nawet robił herbatę. Bo nikogo innego w klubie nie będzie.

Przyczyn tych wydarzeń można szukać w styczniowej dymisji Nicoli Cortese. Prezes Southampton zrezygnował nagle, gdy sytuacja w klubie wydawała się bardzo dobra. - Klub, który w ostatnich miesiącach był w Premier League symbolem zrównoważonego rozwoju, kolejny raz w swojej historii może pogrążyć się w chaosie - pisał o tej sytuacji Michał Okoński na łamach Sport.pl , niejako przewidując obecne wydarzenia. Cortese miał bardzo ambitne plany rozwoju klubu, ale do ich wprowadzenia potrzebował funduszy właścicielki Kathariny Liebherr, na co się nie zgodziła.

Włoch już wcześniej podejmował odważne i bezkompromisowe decyzje. Zwolnił niezwykle popularnego Nigela Adkinsa w środku sezonu 2012/13, by zatrudnić na jego miejscu Pochettino. Argentyński szkoleniowiec był bardzo wdzięczny za podarowaną mu szansę. W maju zeszłego roku gdy pojawiły się plotki o odejściu Cortese Pochettino jako jeden z pierwszych powiedział, że w takim wypadku również on opuściłby klub. Za to Schneiderlin przyznał wówczas, że "każdy piłkarz musiałby rozważyć swoją przyszłość".

I tak też się stało. Doszło do reakcji łańcuchowej. Jeszcze w maju kontrakt z Tottenhamem podpisał Pochettino, jakby wyczuwając, że jego praca zostanie rozgrabiona. Kilka dni później oficjalnie odszedł Lambert, a na przełomie czerwca i lipca to samo stało się ze Shawem oraz Lallaną. Najlepszy zawodnik w klasyfikacji kanadyjskiej (bramki i asysty), najlepszy obrońca i największa gwiazda zespołu.

Specjalista od sytuacji kryzysowych

Ronald Koeman stanął przed niełatwym zadaniem. Choć w Feyenoordzie, gdzie ostatnio pracował, również nie miał najlepszych warunków do pracy. Przejmował Rotterdamczyków, gdy ci zajęli dopiero 10. miejsce w holenderskiej Eredivisie. Właśnie sprzedani zostali Leroy Fer i Georginio Wijnaldum (obaj reprezentowali Holandię na ostatnim mundialu) czy Luc Castaignos. Pomimo to Feyenoord w kolejnych latach zajmował drugie, trzecie oraz drugie miejsce. W pierwszym sezonie na wzmocnienia nie wydał nawet jednego euro. Przed kolejnymi dwoma Koeman dostał piłkarzy za niecałe 4 miliony - Harmeeta Singha, Lexa Immersa oraz wykupionego po rocznym wypożyczeniu Graziano Pelle.

To pokłosie nie najlepszej kondycji finansowej Feyenoordu. Koeman musiał skupić się na rozwijaniu piłkarzy obecnych w klubie i jego akademii. Efekty? Znakomite. Właśnie to mogło przekonać Katharinę Liebherr do wybrania go na nowego menedżera. Southampton takich problemów finansowych nie ma, ale również skupia się na promowaniu własnych talentów. Posiada jedną z najlepszych szkółek w Anglii a może nawet na całym świecie; jej adeptami są chociażby Gareth Bale, Theo Walcott czy Luke Shaw. O podobnej przyszłości marzą tacy piłkarze jak Calum Chambers, Sam Gallagher czy James Ward-Prowse.

Koeman w Southampton może jednak pozwolić sobie na transfery gotówkowe. Do tej pory wydał ok. 20 milionów funtów na dwóch piłkarzy. Z Feyenoordu wziął ze sobą Graziano Pelle, który w ostatnim sezonie strzelił aż 23 bramki. To następca Rickiego Lamberta. Z innego klubu Eredivisie, Twente Enschede, Koeman wyciągnął ofensywnego pomocnika Dusana Tadicia, mającego zastąpić Adama Lallanę. Zdobył 16 goli i zaliczył aż 14 asyst! Ponadto mówi się o potrzebie zakupu bramkarza - miałby to być Fraser Forster lub David Marshall - czy środkowego obrońcy. Tu przewijają się nazwiska Stefana de Vrija oraz Rona Vlaara.

Cokolwiek się nie stanie, Southampton z tamtego sezonu już nie zobaczymy. "Świętych" raczej nie czeka walka o utrzymanie, ale dystans do czołówki powinien się drastycznie zwiększyć. Taki jest okrutny los dla większości klubów Premier League. Najbardziej wartościowi piłkarze są wyciągani od razu za miliony funtów. Te miliony można przeznaczyć na nowych zawodników, ale mogą zawieść. A jeśli tego nie zrobią, po roku czy dwóch również odejdą do Liverpoolu czy Manchesteru United. A w erze finansowego fair play niewiele może pomóc nawet bogaty inwestor. Czy wobec tego mniejsze kluby mogą kiedykolwiek wejść do czołówki?

MU w top 3 najwartościowszych klubów świata. Top 50 zdominowały jednak kluby z NFL

Więcej o: