Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Co kara dla Manchesteru City oznacza w praktyce? Spore problemy

Finansowe fair play od początku swojego istnienia wzbudza wiele emocji i kontrowersji. Bardzo często zastanawiano się, czy UEFA będzie miała odwagę, by ukarać największe kluby za łamanie przepisów. Zrobiła to z Manchesterem City, lecz co ta kara oznacza w praktyce?

Zacznijmy od początku. Finansowe fair play to główna reforma wprowadzona za prezydentury Michela Platiniego. Jej celem (w największym uproszczeniu) jest sprawienie, by kluby nie wydawały więcej pieniędzy, niż są w stanie zarobić. Dzięki temu długi klubów piłkarskich miałyby zmaleć. I tak rzeczywiście się dzieje, pod względem finansowym FFP działa. Z danych w raporcie UEFA wynika, że po raz pierwszy od wielu lat wzrost przychodów wyprzedził wzrost zarobków piłkarzy (odpowiednio 6,5 proc. i 6,5 proc.). Dodatkowo długi klubów z najwyższych lig spadły z 1,7 miliarda do 1,1 mld, czyli aż o 36 proc. Poprzednio na tym poziomie zadłużenia zespoły były w 2009 roku. Natomiast zaległe płatności (np. pensje dla pracowników) stopniały od 2011 roku aż o 84 proc., z 57 mln euro do 9 mln.

Problem w tym, iż zdaniem przeciwników FFP osiąga ono swoje cele zbyt wysokim kosztem, mianowicie ogranicza zdolność mniejszych klubów do rozwoju. Belgijski prawnik Jean-Louis Dupont złożył skargę do Komisji Europejskiej, a postępowanie w tej sprawie trwa. Szerzej o tej sprawie i zastrzeżeniach związanych z finansowym fair play napisano w tym tekście.

Ukaranie Manchesteru City

Mistrzowie Anglii to pierwszy tak duży klub ukarany przez UEFA. Dotychczas dostawało się tylko mniejszym ekipom, takim jak hiszpańska Malaga, lecz ona została wyrzucona z pucharów za długi wobec swoich pracowników, a to najcięższe możliwe przewinienie w kontekście FFP - żaden zespół grający w pucharach nie może zalegać z wypłatami.

City zostało ukarane za straty finansowe. W ostatnich dwóch latach wydało o 151 milionów funtów więcej, niż zarobiło (maksymalna kwota w FFP to 37,2 mln), choć w ostatecznym rozliczeniu ta kwota była z pewnością o wiele mniejsza, gdyż nie wlicza się do niej np. inwestycji w szkolenie młodzieży, infrastrukturę i wiele innych rzeczy mogących poprawić sytuację klubu w długofalowej perspektywie. Władze angielskiego klubu miały nadzieję, iż w uniknięciu kar pomogą im umowy sponsorskie, lecz UEFA nie uznała ich pełnych wartości. Jej zdaniem zostały sztucznie zawyżone. Na przykład w przypadku Paris Saint-Germain na poczet rozliczenia FFP zaliczono zaledwie 100 z 200 milionów euro, jakie francuski klub dostaje od Qatar Tourism Authority, spółki powiązanej z Qatar Investment Authority, czyli właścicielem klubu.

Manchester City jest zobowiązany do straty maksymalnie 20 mln euro za 2014 rok i 10 mln za rok następny - inne kluby mogą w tym czasie stracić 30 mln, lecz to orzeczenie ma za zadanie sprawić, by sytuacja w klubie polepszała się, a nie pogarszała. Klub w oficjalnym oświadczeniu ogłosił, iż planuje zarabiać na siebie już od sezonu 2014/15.

Wydatki na pensje wśród piłkarzy zgłoszonych do gry w Lidze Mistrzów oraz pracowników klubu nie mogą wzrosnąć podczas dwóch kolejnych okresów rozliczeniowych. W następnym sezonie LM klub będzie mógł zgłosić maksymalnie 21 piłkarzy, w tym ośmiu wychowanych w kraju i trzech w klubie. City zostało ukarane 60 mln euro kary, lecz 40 mln zostanie zwróconych, jeśli inne warunki zostaną spełnione. Dodatkowo klub zobowiązał się do wydania maksymalnie 60 mln euro na transfery więcej, niż otrzyma za piłkarzy sprzedanych w nadchodzącym oknie. Władze twierdzą, iż ta kara nie będzie miała wpływu na plany transferowe. Ta kara jest częścią dość enigmatycznego stwierdzenia, jakie znalazło się w oświadczeniu UEFA mówiącym o "zobowiązaniu Manchesteru City do znacznego ograniczenia środków wydawanych na transfery w sezonach 2014/15 i 2015/16". O jakim ograniczeniu i jakich kwotach dokładnie mowa - nie wiadomo.

Jakie będą konsekwencje dla City?

Zyski Manchesteru City z kontraktów reklamowych, umów sponsorskich, itd. ciągle wzrastają, lecz nie wiadomo, czy ten wzrost będzie wystarczający, by spełniać wszystkie warunki FFP. W limicie UEFA najłatwiej znaleźć się poprzez sprzedaż piłkarzy, zwłaszcza w obliczu zmniejszonej kadry w Lidze Mistrzów. "The Citizens" już w tym sezonie zgłosili jedynie 24 zawodników, gdyż brakowało im jednego gracza wychowanego w klubie spośród trzech wymaganych. Oznacza to, iż w kadrze na kolejną edycję LM nie znajdzie się co najmniej trzech graczy z obecnej kadry.

Angielskie media wskazują na takie nazwiska jak Stevan Jovetić, Aleksandar Kolarov czy Alvaro Negredo. Cięcia w składzie na LM mogą zacząć się właśnie od nich. Decyzji o niezgłoszeniu do Ligi Mistrzów żaden z tych piłkarzy z pewnością nie przyjąłby z zadowoleniem i mógłby zechcieć odejść - co nie wpłynęłoby bezpośrednio na postawę klubu w rozgrywkach europejskich, lecz ligowych na pewno. Mniej zawodników w zespole to większe obciążenia i zmęczenie dla każdego z osobna. Wobec tego pozbycie się Anglików takich jak Jack Rodwell czy Micah Richards (oczywistych kandydatów, mało grali w tym sezonie) w niczym by nie pomogło. Każdy piłkarz wychowany w Anglii lub/albo w klubie jest na wagę złota, a Richards coraz bardziej otwarcie mówi o chęci odejścia. Gdyby rzeczywiście to zrobił, City straciłoby jednego z niewielu piłkarzy wychowanych w klubie. Na to sobie pozwolić nie może.

Co wobec tego z letnimi transferami? Czy Eliaquim Mangala i Fernando z Porto dalej rozpatrywani są w kwestii wzmocnienia klubu, w sytuacji w której nie mogliby być pewni gry w LM? Nawet jeśli zostaną sprowadzeni, to City może zostać zmuszone do sprzedaży innych piłkarzy. Można debatować, czy kara jest odpowiednia do przewinienia, lecz z pewnością przysporzyła Manchesterowi City sporo problemów. Kara może nie jest drakońska, lecz pokazała, że UEFA od początku poważnie traktowała finansowe fair play, nawet pomimo licznych wad reformy.

Więcej o: