Premier League. Allam do protestujących kibiców: "Możecie umierać tak szybko jak chcecie"

Właściciel Hull City Assem Allam ogłosił, że zamierza zmienić nazwę klubu na Hull Tigers. Wywołało to ogromne kontrowersje w środowisku kibiców i protesty. Allam jest jednak nieugięty i odpowiada fanom którzy śpiewają "City Till We Die" w proteście przeciwko jego planom zmiany klubu - "możecie umierać tak szybko jak chcecie" - oznajmił Allam.

Allam przejął Hull City w 2010 roku, uratował klub od bankructwa i doprowadził do powrotu do Premier League. 74-letni biznesmen w sierpniu zmienił nazwę spółki holdingowej 109-letniego Hull City Association Football Club na Hull City Tigers. Teraz właściciel klubu chce pójść o krok dalej i zamierza zmienić nazwę na Hull Tigers, czym rozwścieczył lokalnych fanów. Kibice protestowali podczas meczu z Crystal Palace na KC Stadium rozwijając transparent z napisem "Jesteśmy Hull City". Podobnie było w spotkaniu z Liverpoolem.

- Moja niechęć do słowa "city" wynika z jego powszechności. Ta nazwa jest pospolita, a ja nie chcę być jak wszyscy. Chciałbym, żeby nasz klub był wyjątkowy. City to kiepska tożsamość - mówił niedawno Allam. Właściciel klubu tłumaczył, że najważniejszym powodem zmiany nazwy jest jej większy potencjał marketingowy.

Do życia została powołana kampania o nazwie "City Till We Die", która wezwała Allama do przeprowadzenia konsultacji dotyczących zmiany nazwy klubu ze wszystkimi kibicami. Kibice pragną przekonać właściciela klubu do ponownego przemyślenia decyzji odnośnie zmiany nazwy klubu, ponieważ jest ona bardzo ważna dla lokalnej społeczności ze względu na długą historię klubu.

Jednakże Allam ma mało czasu dla opozycji i, udzielając wywiadu, przyznał: - Nie obchodzi mnie "City Till We Die".

- Mogą umrzeć tak szybko jak chcą pod warunkiem, że opuszczą klub dla większości, która chce oglądać dobry futbol.

- Jak oni mogą nazywać siebie fanami, ci chuligani, wojownicza mniejszość, przeszkadzająca graczom i rozpraszająca ich, oni odbierają innym prawo obserwowania meczu, w tym firmom, które zapłaciły duże pieniądze za reklamę - dodał Allam.

- Jeżeli ci kibice chcą wyrazić swoje odczucia dotyczące wolności, mogą robić to poza stadionem lub zapłacić za zajęcie miejsca. Poważnie, jeśli chcą mogą porozmawiać z zarządem stadionu o zakupie miejsca na stały baner i to 10. razy większy. Jestem zwolennikiem demokracji. Nie miałbym z tym problemu - przyznał Allam.

Właściciel klubu przyznał, że może odejść z klubu, jeśli krytyka będzie trwać nadal. Odnośnie możliwych następstw trwających protestów Allam powiedział: "Jestem prostym człowiekiem. Jeżeli nie chcą, żebym został, w porządku, w ciągu 24 godzin klub jest na sprzedaż, nie dołożę do tego nawet 1 funta i miejmy nadzieję, że wszystko potoczy się szybko".

Ostatecznie to FA musi zaakceptować zmianę nazwy klubu. Federacja może swoją decyzję konsultować z fanami.

Więcej o: