Premier League. Everton - Arsenal, czyli stęsknionych bój o Ligę Mistrzów

- Dla nas to mecz o sześć punktów. Musimy wygrać - mówi bramkarz Arsenalu Wojciech Szczęsny. W środę starcie Everton - Arsenal. Początek meczu o 20.45. Transmisja w Canal+ Sport oraz w Sport.pl.

Zero kontrowersji, żartów i luzu? To nie Facebook/Sportpl ?

W pierwsze od ośmiu lat mistrzostwo klubu z Emirates Stadium nie wierzą już najwięksi optymiści. Po 13 kolejkach londyńczycy tracą do lidera aż dziesięć punktów, ich głównym celem jest zajęcie czwartego miejsca, dającego udział w kwalifikacjach LM.

W ostatnich siedmiu latach do czwórki dobijało się sześć zespołów: Manchester United, Arsenal, Chelsea, Liverpool, Manchester City i Tottenham. Tylko MU i Arsenal ani razu z niej nie wypadły.

Dziś podium Premier League wygląda sensacyjnie, bo ostatnio na trzecie miejsce awansował West Bromwich Albion, po którym prędzej spodziewano by się walki o utrzymanie niż o europejskie puchary. W to, że ekipa Steve'a Clarke'a dotrwa w czołówce do końca sezonu, trudno jednak uwierzyć.

Evertonu lekceważyć nie wolno. Drużyna z Liverpoolu zajmuje piąte miejsce, ma punkt więcej od Arsenalu, do czwartej Chelsea traci cztery. Choć ostatnio gra słabiej (z siedmiu meczów aż pięć zremisowała), piłkarze coraz głośniej mówią, że stać ich na awans do Champions League, trener David Moyes twierdzi, że tak znakomitej drużyny na Goodison Park jeszcze nie prowadził.

Wie, co mówi, w Evertonie pracuje od dziesięciu lat (w Premier League ustępuje stażem tylko Arsene'owi Wengerowi z Arsenalu i Alexowi Fergusonowi z MU). Z klubu jak na warunki angielskie niezamożnego stworzył zespół regularnie kończący w ósemce. Na płace wydaje 58 mln funtów rocznie (dopiero dziewiąte miejsce w lidze), piłkarzy najczęściej sprowadza dopiero, gdy ktoś odejdzie. Od 2003 r. kupił zawodników za 128 mln funtów, a sprzedał za 122 mln. W takich warunkach trenerowi nie wolno się mylić.

Moyes myli się bardzo rzadko. Gwiazdy (Wayne Rooney, Joleon Lescott, Jack Rodwell) zastępuje piłkarzami niedocenianymi, którzy dzięki niemu też stają się gwiazdami. Przy nim Leighton Baines wyrósł na czołowego lewego obrońcę w Europie - w ostatnich dwóch latach 27-letni Anglik miał aż 15 asyst w lidze. Więcej od Philippa Lahma (Bayern), Fábia Coentrao (Real) i Patrice'a Evry (MU). Przy szkockim trenerze gwiazdą ligi angielskiej został Marouane Fellaini. Kiedyś Belg był "tylko" świetnym defensywnym pomocnikiem, dziś jest także świetnym rozgrywającym. Równie dobrze jak kopanie piłki nogą wychodzą mu uderzenia głową, co przydaje się zarówno na polu karnym własnym, jak i rywala.

Fellaini kosztował rekordowe w historii klubu 15 mln funtów. Dużo, ale jeśli odejdzie (na co się zanosi), Everton z pewnością na nim zarobi. - David nie pracuje w klubie tak silnym finansowo jak ja, ale potrafi wydobyć z piłkarzy wszystko, co najlepsze. Niezależnie od transferów i kontuzji jego zespół gra bardzo dobrze. To niewiarygodne - chwali rodaka Alex Ferguson.

Dobre wyniki Evertonu wyjaśnia być może rzadko spotykana w futbolu stabilizacja. W ostatniej kolejce za obronę odpowiadali Tim Howard (przyszedł w 2007 r.), Phil Jagielka (2007), Johnny Heitinga (2009), Sylvain Distin (2009) i Leighton Baines (2007). - Nie ma w lidze zespołu, który jechałby do Evertonu i spodziewał się łatwego spotkania. Z pewnością są kandydatami do miejsca w czwórce - uważa Wenger.

Francuz jak nikt potrafi docenić Moyesa, bo pracuje w podobnych warunkach. Owszem, Arsenal ma większe ambicje, ale jego budżet płacowy nie powala, w ostatnich latach z klubu regularnie odchodzą gwiazdy, które zastępują piłkarze tańsi. Od 2003 r. Wenger kupił zawodników za 244 mln funtów, a sprzedał za 267 mln.

Oba kluby łączy też tęsknota za trofeum, londyńczycy czekają na nie już siedem, a liverpoolczycy - aż 17 lat. Różni to, że dla pierwszych awans do LM jest planem minimum, a dla drugich byłby gigantycznym sukcesem.

Udawał małpę po golu Romelu Lukaku ?

Więcej o: