Premier League. Newcastle śni po francusku

Kibice najchętniej przepędziliby właściciela, trener nie może doprosić się o napastnika, stracił za to trzech najważniejszych piłkarzy. Ale Newcastle zaczęło sezon najlepiej od 17 lat. W sobotę zremisowało z broniącym tytułu United w Manchesterze

Co redaktorzy robią w pracy, gdy nie piszą? Sprawdź na Facebook/Sportpl ?

Kiedy w 2006 roku trener Graeme Souness wyleciał z Newcastle, powiedział, że klub z St. James's Park jest zarządzany jak republika bananowa.

Potem przyszedł nowy właściciel - multimilioner Mike Ashley - ale stylu rządów nie zmienił. Na pytanie, dlaczego Newcastle ma aż 77 mln funtów długu, odpowiedział, że przez częste zmiany trenerów. - Po zatrudnieniu nowego wydaje się miliony na piłkarzy i miliony się traci, bo trzeba sprzedać tych, których szkoleniowiec nie chce - tłumaczył Ashley. Przez cztery lata jego zespołem dowodziło sześciu ludzi. Ich odprawy kosztowały 17 mln funtów. Sam Allardyce kupił za swoją posiadłość w Hiszpanii i nazwał ją "Casa St James".

Więcej Ashley stracił jednak na działalności nieudaczników, których mianował dyrektorami sportowymi. Były reprezentant Anglii Dennis Wise wypożyczył Ignacio Gonzáleza po obejrzeniu wyczynów pomocnika Valencii na YouTubie. Ówczesny trener Kevin Keegan stwierdził, że film jest słabej jakości, i nie chciał Gonzáleza widzieć, ale było już za późno. Za napastnika Deportivo La Coruńa Xisco Wise rzucił 5,7 mln funtów. 25-letni Hiszpan od trzech sezonów jest podnajmowany klubom z ojczyzny, w Premier League strzelił jednego gola.

Ashley szybko zarządzeniem klubu się więc znudził. Kilka razy ogłaszał, że wystawia Newcastle na sprzedaż, a później się wycofywał. Zamiast stabilizacji oferował chaos, ale tak jak ostatnio kibicom jeszcze nie podpadł.

Gdy ogłosił, że St James' Park będzie się nazywał Sports Direct Arena, z oburzenia zawyła cała Anglia. Lokalny "Evening Standard" na okładce krzyczał: "To zawsze będzie St James' Park". Największe gazety krytykowały Ashleya za niszczenie 119-letniej historii stadionu i sprzedanie części ducha klubu. Na sprzedaży praw do nazwy Newcastle zarobi ok. 10 mln funtów.

Ashley targnął się na świętość akurat wtedy, gdy jego zespół usadowił się w tabeli nad Chelsea, Arsenalem i Liverpoolem. W tym sezonie przegrał tylko raz - z prowadzącym Manche-sterem City, w sobotę zremisował na Old Trafford 1:1 po meczu, który trener Alan Pardew nazwał reklamą angielskiego futbolu. Jego piłkarze przez 11 minut grali w dziesiątkę, kilka razy wybijali piłkę z linii bramkowej, rzucali się pod nogi napastnikom rywali stojącym w polu karnym.

Na początku sezonu fani spodziewali się katastrofy. Ashley przepędzał z St James' Park najważniejszych i najlepiej zarabiających zawodników. W pół roku pozbył się gwiazdy (Andy Carroll), kapitana (Kevin Nolan) i lidera (Joey Barton). Za pierwszego Liverpool dał w styczniu rekordowe 35 mln funtów. We wrześniu trener Pardew narzekał, że Ashley nie chce mu dać pieniędzy na następcę Carrolla.

Wzmocnienia kosztowały grosze. Okazało się jednak, że Newcastle w końcu doczekał się specjalisty, który potrafi wynaleźć świetnych piłkarzy. Graham Carr po posiłki ruszył na drugą stronę kanału La Manche, uważany jest za najlepszego znawcę francuskojęzycznych piłkarzy po Arsenie Wengerze z Arsenalu. Upchnął ich w szatni aż siedmiu, Cheick Tioté to jeden z najlepszych defensywnych pomocników ligi, więcej goli od ściągniętego za darmo z West Hamu Senegalczyka Demba Ba strzelili tylko Rooney, Aguero, Dżeko i van Persie. - Nie damy rady rywalizować tylko z czterema najsilniejszymi zespołami. Nad pozostałymi mamy przewagę, gra na St James' Park jest wielką atrakcją - tłumaczy Carr. Mecze Newcastle ogląda średnio 46 tys. widzów. Więcej obserwuje tylko występy Arsenalu i klubów z Manchesteru. Yohan Cabaye dla Newcastle porzucił szykujące się do gry w Lidze Mistrzów Lille. W poprzednim sezonie przez niego do ławki mistrzów Francji przywarł Ludovic Obraniak.

Rządzący szatnią Pardew chwalony jest przez ekspertów i fanów, ale rok temu uważano go za kolejny zły pomysł Ashleya. Po zwolnieniu lubianego Chrisa Hughtona w sondażu telewizji Sky tylko 5,5 proc. kibiców chciało, by zastąpił go Pardew. - To człowiek, który potrafi z ciebie wycisnąć wszystko, co najlepsze. Dba o dyscyplinę. W Reading miał sieć informatorów składającą się z barmanów, taksówkarzy i szefów nocnych klubów - opowiada były piłkarz Pardewa Graeme Murty.

Kilka tygodni temu mało kto wierzył, że Newcastle zdoła utrzymać się w czołówce do końca sezonu. Dziś drużynę z St James' Park uważa się za poważnego kandydata do miejsca w szóstce.

Gdyby się udało, kibicom brakowałoby już tylko trofeum. Jakiegokolwiek. Ostatnie Newcastle zdobył w 1969 r., gdy trener Manchesteru United Alex Ferguson strzelał gole dla Glasgow Rangers, prezydentem USA był Richard Nixon, a Liga Europejska nazywała się Pucharem Miast Targowych. Właśnie w tych rozgrywkach triumfowało Newcastle. Na sukces w kraju czeka jeszcze dłużej, ostatni Puchar Anglii zdobyło 56 lat temu, ligi nie wygrało od 1927 r.

Zły chłopiec z Newcastle

Prowadził samochód po pijanemu, w centrum miasta - również pod wpływem alkoholu - zachowywał się agresywnie, w czasie bójki złamał przeciwnikowi szczękę - to najnowsze wyczyny 20-letniego napastnika Newcastle Nile'a Rangera. W poprzednim sezonie 24 razy zagrał w Premier League, nie strzelił ani jednego gola, ale uchodzi za utalentowanego. Przez ostatnie trzy miesiące - to kara za łamanie klubowej dyscypliny - trenował z rezerwami. Wiele razy obiecywał poprawę, kilka dni temu został wypożyczony do drugoligowego Barnsley.

25 lat Fergusona w MU - jak stał się legendą klubu ?

 

a

Więcej o: