Donald Tusk o kibolach: Jeden przepis problemu nie rozwiąże

- Nie jestem naiwny. Nie wierze, że jednym przepisem wyeliminujemy przemoc na stadionach. To nigdzie na świecie się nie udało - powiedział premier Donald Tusk i zapowiedział ostrą walkę ze stadionowymi przestępcami. - Nawet jeśli miałoby to trwać miesiącami, nie ustąpimy nawet na krok - dodał.

Tusk oświadczył na środowej konferencji prasowej, że policja oczekuje dużo lepszej współpracy i determinacji ze strony organizatorów imprez masowych i klubów piłkarskich. - Nie będziemy dopuszczać do meczów tam, gdzie policja nie będzie miała pewności, że da się zapewnić wszystkim bezpieczeństwa. Decyzje w sprawie organizacji imprez masowych nie będą podlegały presji - zapowiedział Tusk i oświadczył, że rząd będzie ze stadionowymi przestępcami walczył zdecydowanie. - Nawet jeśli miałoby to trwać miesiącami, nie ustąpimy nawet na krok - mówił.

Tusk mówił o potrzebie lepszej współpracy organizatorów meczów z policją.

Tusk: Nie jestem naiwny

- Zajmujemy się tym nie tylko dlatego, że zbliża się Euro 2012 i w związku z wtorkowymi wydarzeniami podczas finału Pucharu Polski w Bydgoszczy, ale dlatego, że stadiony nie mogą być miejscem agresji - powiedział na wstępie premier.

- Nie jestem naiwny. Nie wierze, że jednym przepisem wyeliminujemy przemoc na stadionach. To nigdzie na świecie się nie udało - mówił Tusk.

- Wydarzenia w Kownie i Bydgoszczy pokazują, ze niektóre służby łudziły się, że możliwe jest porozumienie z grupami chuliganów, tak by na stadionie był spokój. Ta symbioza władz klubowych i stowarzyszeń kibicowskich za którymi często kryją się chuligani, a czasami zwykli przestępcy, jest jednym ze źródeł niemocy, jeśli chodzi o przeciwdziałanie przemocy na stadionach - powiedział szef rządu na konferencji prasowej - mówił Tusk.

Zapowiedział szereg zmian legislacyjnych np. dotyczących zasłaniania twarzy podczas meczów piłkarskich. Taki czyn będzie klasyfikowany jako przestępstwo. Tusk chce także lepszej egzekucji przepisu o zakazie stadionowym.

"Mamy dużo ostry przepisów, ale nie są one egzekwowane"

Zamieszki kiboli w Bydgoszczy

Na oczach delegatów UEFA, którzy przyjechali zobaczyć, czy Polska jest gotowa na Euro 2012, kibole Legii i Lecha starli się z policją oraz ochroną i zdemolowali stadion, na którym rozgrywano we wtorek finał Pucharu Polski

W Bydgoszczy był minister sportu, władze PZPN oraz delegacja UEFA, która przyjechała skontrolować, czy Polska gotowa jest do organizacji i zapewnienia bezpieczeństwa przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy. Byli mocno wystraszeni, kiedy na płycie boiska kibole stoczyli bitwę z policją i ochroną, demolując po drodze wyposażenie i trybuny lekkoatletycznego stadionu Zawiszy.

Czytaj więcej o zamieszkach po finale Pucharu Polski.

Nikogo nie złapali, liczą straty

Żaden z kiboli z Poznania i Warszawy, którzy uczestniczyli w bijatyce po finale Pucharu Polski nie został zatrzymany przez policję. Straty na stadionie w Bydgoszczy wynoszą 40 tys. złotych. Zniszczona jest przede wszystkim część trybun zajmowanych przez kiboli z Poznania. - Do wymiany jest około 500 plastikowych krzesełek, część płotu, fragmenty nagłośnienia - mówi wiceprezes C-WZS Zawisza Dariusz Bednarek.

Czytaj więcej o stratach na stadionie Zawiszy.

Prezydent Bydgoszczy: To nie powinno się zdarzyć

- To, że może się coś takiego zdarzyć, wie każdy, kto był na imprezie sportowej albo oglądał ją w telewizji. To nie powinno się zdarzyć, ale zabezpieczyć się przed tym do końca się nie da - skomentował zajścia jakie miały miejsce po finałowym meczu Pucharu Polski w Bydgoszczy prezydent miasta Rafał Bruski.

Czytaj całą wypowiedź prezydenta Bydgoszczy.

Więcej o: