Puchar Polski nie przyniósł gigantycznej niespodzianki, jaką byłby występ w finale drużyny z czwartego szczebla rozgrywkowego - w środowym półfinale Zawisza Bydgoszcz przegrał z Górnikiem Zabrze (0:1). Ostatniego rywala Lukasa Podolskiego i spółki wyłoniło absolutnie fenomenalne starcie Rakowa Częstochowa z GKS-em Katowice.
Od pierwszych minut na boisku sporo się działo. Po stronie gospodarzy uderzenia oddawał Oskar Repka, były gracz GKS-u, a później kąśliwy strzał z rzutu wolnego oddał Ivi Lopez. W bramce dobrze spisywał się jednak Dawid Kudła, a dosyć aktywni goście w końcu dopięli swego.
Po błędzie Oliwiera Zycha w rozegraniu na własnej połowie Katowiczanie przejęli piłkę i szybko przetransportowali ją w pole karne rywali. Tam Bartosz Nowak zrobił miejsce Erikowi Jirce, który zmylił Bogdana Racovicana i po rękach Zycha trafił do siatki.
Ta bramka zaczęła nakręcać GKS, a wytrąciła z rytmu wicemistrzów Polski. Po ich błędach oko w oko z Zychem znalazł się Nowak, tyle że kopnął obok słupka. Kilka minut później gospodarze mogli odpowiedzieć, ale Jonatan Brunes przegrał pojedynek z Kudłą, a w dogodnej sytuacji Karol Struski dobił ponad poprzeczką.
Jakby tego było mało, tuż przed przerwą Raków jeszcze pogorszył swoją sytuację. Po stracie Repki na bramkę ruszył Ilja Szkurin - choć został powstrzymany, to do piłki jako pierwszy dopadł Nowak, który przy strzale był faulowany przez prowodyra całej sytuacji. Sędzia Karol Arys podyktował rzut karny - do piłki podszedł Jędrych i zmylił Zycha. W efekcie do przerwy goście prowadzili 2:0, a gospodarze nie wyglądali, jakby mieli odrobić starty.
Tuż po wznowieniu gry na częstochowskim stadionie zaczęły dziać się cuda. W 47. minucie zza pola karnego przymierzył Jonatan Brunes i było już tylko 1:2 z perspektywy Rakowa. Za moment kolejna akcja ofensywna, rzut rożny i trafienie Bogdana Racovicana. Po fatalnej pierwszej odsłonie wicemistrzowie Polski w dwie minuty wrócili do gry.
W akcji zakończonej rzutem rożnym dla Rakowa Paweł Dawidowicz ostro stał się z Lukasem Klemenzem, który nie był w stanie kontynuować gry. Wszedł za niego Marten Kuusk, który kilkanaście minut później popełnił katastrofalny błąd - zagrał ręką we własnym polu karnym.
Piłkę na jedenastym metrze od bramki ustawił Brunes. Jego strzał odbił Kudła, lecz nie miał szans przy dobitce Lamine'a Diaby'ego-Fadigi (w przerwie zmienił Lopeza). Po tej sytuacji trwała długa wideoweryfikacja, gdyż sprawdzano, czy Gwinejczyk nie wbiegł za szybko w "szesnastkę". Ostatecznie gola uznano, a później reporter TVP Sport przekazał, iż zadecydowała noga będąca w powietrzu, a nie na murawie - nie było kontaktu z "zakazaną strefą".
W kolejnych minutach oba zespoły grały już ofensywie - GKS bo musiał, a Raków, bo wykorzystywał przestrzenie stworzone przez Katowiczan oraz ich błędy. Było naprawdę gorąco, a doliczony czas przeszedł chyba najśmielsze oczekiwania.
Zobacz również: Były reprezentant Polski zdradził. "Grałem w sprzedanych meczach"
W trzeciej minucie popis dali rezerwowi GKS-u. Eman Marković dograł do Adama Zrelaka, który wygrał fizyczny pojedynek z Franem Tudorem (też wszedł z ławki), ustawił sobie piłkę i płaskim uderzeniem wyrównał! Mimo to goście dalej parli do przodu.
Niedługo później zrobiło się potężne zamieszanie. W polu karnym doszło do starcia z udziałem Borjy Galana, który mógł być faulowany. Jako że sytuacja była bardzo złożona i miała miejsce w absolutnie kluczowej chwili, konieczna była dokładna analiza VAR-u. Efekt? Odgwizdane naruszenie przepisów w ataku. Za moment doliczony czas dobiegł końca, a oba zespoły zaczęły szykować się na dogrywkę.
Tam w pierwszej odsłonie nie działo się nic godnego większej uwagi. Dopiero w drugiej nadszedł kluczowy moment rywalizacji - po dośrodkowaniu Struskiego z rzutu wolnego rezerwowy Leonardo Rocha uderzył głową, a futbolówka odbita od biodra Kudły wpadła do siatki.
Na dziewięć minut przed końcem to Raków był w finale. I co? I GKS wyrównał. Marković oddał fenomenalny strzał z dystansu, że nawet tak dobrze broniący wcześniej Zych absolutnie nie mógł nic zrobić. Jakby tu musiały być rzuty karne...
W nich początkowo piłkarze byli bezbłędni, choć nie wszystkie próby były idealne. Przełom nastąpił w trzeciej serii, gdy Zych obronił strzał Jirki. Następnie trafił Racovitan, przez co gigantyczna presja spadła na Sebastiana Milewskiego. Jego uderzenie także obronił Zych i został bohaterem!
Tym samym to Raków Częstochowa będzie rywalem Górnika Zabrze w finale Pucharu Polski. Mecz odbędzie się w sobotę 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie.