Była dopiero piąta minuta meczu Ruch Chorzów - Legia Warszawa. Gospodarze popełnili prostą stratę w rozegraniu piłki, Bartosz Kapustka przejął piłkę i prostopadle podał w pole karne do Kacpra Chodyny, który z dziesięciu metrów strzałem w długi róg trafił do siatki. To był wymarzony początek na Stadionie Śląskim dla faworyta, który walczył o uratowanie sezonu, bo przecież niemal stracił już szansę na zdobycie mistrzostwa Polski (ma do lidera Rakowa Częstochowa aż czternaście punktów straty)
W 18. minucie Kacper Chodyna mógł zdobyć drugiego gola. Po dośrodkowaniu z lewej strony i niezdecydowaniu rywali, skrzydłowy Legii Warszawa znalazł się na trzecim metrze, trącił piłkę, minęła ona bramkarza, ale Szymon Karasiński wybił ją z linii bramkowej.
W 29. minucie było już 2:0. Juergen Elitim zabrał piłkę chorzowianom na 30 metrze, piłka trafiła do Marca Guala, który precyzyjnym strzałem po ziemi z 20 metrów w róg bramki podwyższył prowadzenie Legii Warszawa. Słoweniec Martin Turk rzucił się do piłki, ale nie zdołał jej sięgnąć.
- Takie błędy piłkarzy Ruchu wykluczają możliwość sprawienia niespodzianki - mówili komentatorzy TVP Sport.
Gospodarzom brakowało też odpowiedniej jakości w ofensywie. Chorzowianie ograniczyli się do dośrodkowań w pole karne i strzałów z dystansu, ale niewiele z nich wynikało. Brakowało im trochę odwagi, więcej ryzykownych rozwiązań w ofensywie. Nie spełnili tego, czego oczekiwali od nich kibice. - "Odważ się robić wielkie rzeczy" - taki transparent przygotowali fani chorzowian.
Od początku drugiej połowy Legia Warszawa dominowała. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 56. minucie po długiej akcji, w której 20-krotni zdobywcy Pucharu Polski wymienili około 20 podań, Paweł Wszołek z ostrego kąta mocnym strzałem pod poprzeczkę zdobył pięknego gola.
Goście dobili pierwszoligowca w końcówce po golach rezerwowych. Najpierw w 79. minucie Ryoya Morishita sfinalizował zespołową akcję strzałem w krótki róg z 14 metrów. Pięć minut później Ilya Szkurin trafił z trzech metrów głową do siatki. W obu akcjach warszawianie zdobyli bramki przy biernej postawie piłkarzy Ruchu w defensywie.
- To jest różnica klasy, żeby nie powiedzieć dwóch klas - dodawali komentatorzy TVP Sport.
Zobacz: Nagle ogłosili ws. Szczęsnego przed meczem z Atletico. Zero złudzeń
Legia Warszawa, która ma szansę na 21. w historii klubu Puchar Polski, w finale zmierzy się z Pogonią Szczecin, która we wtorek pokonała na wyjeździe Puszczę Niepołomice 3:0 (2:0).