Sędzia przemówił po finale. Szczegółowo wyjaśnił kwestię "nie karnego"

Wisła Kraków zdobyła Puchar Polski, pokonując po dogrywce w finale Pogoń Szczecin 2:1. Czwartkowe spotkanie zostanie też zapamiętane przez kontrowersyjne decyzje sędziów, które zdenerwowały środowisko ekipy z Pomorza Zachodniego. Arbiter główny - Tomasz Kwiatkowski - odniósł się do spornych sytuacji w rozmowie z "Weszło", tłumacząc, że nie wypaczył wyniku meczu.
Jarosław Mroczek i Tomasz Kwiatkowski
Agencja Wyborcza.pl

Wisła Kraków sensacyjnie sięgnęła po Puchar Polski. W finale pierwszoligowiec od 75. minuty przegrywał 0:1 z Pogonią Szczecin, ale w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry doprowadził do wyrównania. A trzy minuty po rozpoczęciu dogrywki na 2:1 trafił Angel Rodado. Był to gol na wagę tytułu.

Zobacz wideo Sceny w trakcie finału Pucharu Polski! Wisła Kraków i Pogoń Szczecin w akcji

Tomasz Kwiatkowski tłumaczy się ze swoich decyzji po Pucharze Polski 

- To trafienie wzbudziło sporo kontrowersji. Do czasu gry doliczone było siedem minut, a gol padł w 99. minucie, ale najwięcej pretensji ze strony sztabu Pogoni wzbudziło miejsce, z którego grę z rzutu wolnego w tej sytuacji wznawiał Anton Chichkan, bramkarz Wisły, który zagrywał w pobliże pola karnego rywali. Było to kilkanaście metrów dalej od miejsca przewinienia. Piłkę głową zgrał Alan Uryga, a ona trafiła do Eneko Satrustegui, który trafił do siatki - pisał Filip Modrzejewski ze Sport.pl.

Po meczu sędzia główny - Tomasz Kwiatkowski - w rozmowie z "Weszło" zabrał głos ws. tej sytuacji. - Oczywiście - to miejsce wznowienia nie było idealnie tam, gdzie faul, można to sprawdzić, ale po pierwsze - ta wrzutka nie poszła w pole karne, skąd zawodnik strzelał, tylko przed szesnastkę, gdzie Alan Uryga przedłużał piłkę. Po drugie dla bramkarza to, czy kopnie na 50 metrów, czy na 60, jest kwestią siły, więc nie wydaje mi się, że to wypacza wynik. Naturalnie to jest kwestia sporna, czy moglibyśmy być bardziej dokładni i tutaj widzę punkt do poprawy dla siebie, ale to nie wypaczyło wyniku meczu! Nie przyczyniłem się do tego, że ta bramka padła - mówił Kwiatkowski.

Niepewność wzbudza także pozycja strzelca gola, albowiem w momencie podania mógł znajdować się na spalonym. Sytuacja przez kilka minut była sprawdzana przez VAR, ale ostatecznie uznano, że bramka została zdobyta prawidłowo. - [Spalonego - przyp.red] nie było. Zostały wyrysowane linie przez sędziego VAR i obaj zawodnicy byli równo, to znaczy obrońca wyznaczał linię. Kolano zawodnika, który potencjalnie mógł być na spalonym, na tym spalonym jednak nie było. Bez ofsajdu - tłumaczył Kwiatkowski.

- Ja się opieram na ujęciu, które pokazywał mi sędzia VAR-owy. Całego klipu VAR-owego nie widziałem, ale generalnie ujęcie nie powinno mieć żadnego znaczenia, bo w teorii takie rzeczy są wyliczane przez system. Po prostu nie było spalonego i dlatego sędzia VAR potwierdził bramkę - dodał.

W końcówce spotkania piłkarze Pogoni domagali się rzutu karnego, ale sędzia nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. - Napastnik wyraźnie trzyma obrońcę, przewraca się w jego kierunku, to jest bardzo cwaniackie zachowanie. Próbuje sprowokować wrażenie, że to jest rzut karny, trzymając obrońcę i kładąc się na niego. Oczywiście obrońca też go trzyma, nie jest zupełnie niewinny, ale procentowo to jest bardziej "nie karny" niż karny. Inicjatorem kontaktu jest napastnik. Dwa - nie ma wyraźnego szarpnięcia, dodatkowego ruchu, że trzymanie obrońcy spowodowało rzut karny - ocenił Kwiatkowski.

Więcej o: