Spotkanie Sandecji Nowy Sącz ze Śląskiem Wrocław w 1/8 finału Pucharu Polski zostało przerwane w bulwersujących okolicznościach. Po 120 minutach gry było 2:2 i doszło do konkursu rzutów karnych. Piłkarze Śląska prowadzili w nim już 2:1, a jedenastkę zmarnował senegalski pomocnik I-ligowca Elhadji Maissa Fall. W momencie, gdy ciemnoskóry zawodnik podchodził do rzutu karnego, kibice przyjezdnych siedzący za bramką, chcąc go zdeprymować, zaczęli wydawać małpie odgłosy i wznosić rasistowskie okrzyki. Zaraz potem gracze Sandecji zeszli z boiska, a sędzia zakończył mecz. Do sprawy odniosła się w czwartek rano wrocławska drużyna.
Śląsk Wrocław na swojej stronie internetowej wydał krótkie oświadczenie, w którym potępił wszelkie przejawy dyskryminacji, w tym także rasizmu. Mimo to wyraził rozczarowanie gestem graczy Sandecji, którzy solidarnie udali się do szatni, nie dokańczając serii jedenastek.
Treść oświadczenia:
"WKS Śląsk Wrocław oświadcza, iż stanowczo potępia wszelkie formy mowy nienawiści podczas widowisk sportowych. Wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec jakichkolwiek przejawów dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, religię, światopogląd, jak i agresji słownej w związku z przynależnością klubową.
Jesteśmy zawiedzeni, że z powodu decyzji członków drużyny gospodarzy o zejściu z boiska, w momencie prowadzenia wrocławian 2:1 w serii rzutów karnych, spotkanie nie zostało dokończone w sportowy sposób. Jednocześnie pragniemy podkreślić, że regulamin rozgrywek jednoznacznie określa procedurę postępowania w przypadku nieodpowiednich zachowań, jednak w tej sytuacji nie wdrożono jakichkolwiek środków przewidzianych w przepisach".
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.=
Rzeczywiście do tej pory nie zostały wszczęte procedury prawne. Sandecja zgodnie z przepisami ma jednak na złożenie protestu aż 48 godzin. Śląskowi Wrocław wciąż grozi zatem przyznanie walkowera i odpadnięcie z Pucharu Polski.