Raków Częstochowa obronił Puchar Polski. Podopieczni Marka Papszuna okazali się zdecydowanie lepsi w finale i pokonali Lecha Poznań 3:1. Już na początku spotkania drużynę z Częstochowy na prowadzenie wyprowadził Vladislavs Gutkovskis. Jeszcze przed przerwą prowadzenie Rakowa podwyższył Mateusz Wdowiak. Lech odpowiedział w drugiej połowie trafieniem Joao Amarala, ale w 76. minucie sprawę załatwił Ivi Lopez. Jedynym przykrym momentem była sytuacja z 88. minuty, kiedy czerwoną kartkę otrzymał Jakub Arak za bandycki faul na rywalu.
Mimo tego wspaniały sezon zespołu Marka Papszuna trwa w najlepsze - Puchar i Superpuchar Polski oraz niezły występ w eliminacjach Ligi Konferencji Europy już były, teraz zostały już tylko trzy kroki do mistrzostwa Polski. Raków musi uważać, bo znajdujący się tuż za jego plecami Lech będzie tylko czyhał na choćby najmniejsze potknięcie częstochowian.
To może być więc historyczny rok dla Rakowa. Nie dość, że może zdobyć pierwsze w historii mistrzostwo Polski, to może też sięgnąć od razu po dublet. Kibice mogą i powinni być podekscytowani. Podobnie sztab i piłkarze. A Marek Papszun?
Szkoleniowiec Rakowa zdaje się podchodzić do tego wszystkiego na spokojnie. Kamery Polsatu uchwyciły jego reakcję na gola na 3:1. Kiedy jego współpracownicy wybiegli z ławki z okrzykami radości i rękami uniesionymi w geście triumfu, trener tylko zerknął w kierunku bramki Lecha i zaraz potem… wrócił do notowania czegoś w swoim zeszycie. Patrząc na niego można było odnieść wrażenie, że na boisku nie stało się absolutnie nic. A tak naprawdę jego zawodnik przypieczętował wygraną zespołu w finale Pucharu Polski.