Skandal na Narodowym. Trzaskowski wyjaśnia i dostaje ripostę: Proszę nie wprowadzać w błąd

Miało być wielkie święto polskiej piłki, a wyszedł cyrk. Mimo zakazu, kibice Lecha próbowali wnieść elementy oprawy i duże flagi na Stadion Narodowy, na którym rozgrywał się finał Pucharu Polski. Kiedy im na to nie pozwolono, postanowili zostać pod obiektem. Obarczany przez wielu fanów winą za taki stan rzeczy Rafał Trzaskowski tłumaczy się, że decyzję podjęła straż pożarna. Jej rzecznik odpowiada, że ta należała do miasta. A PZPN zdaje się mieć żal do jednych i drugich.

We wtorek Polski Związek Piłki Nożnej poinformował, że decyzją prezydenta Warszawy na poniedziałkowym finale Pucharu Polski pomiędzy Lechem Poznań a Rakowem Częstochowa nie będzie możliwe wnoszenie flag o wymiarach większych niż 2m x 1,5m. Oznacza to, że związek mógł dopuścić do wniesienia przez kibiców większych sektorówek, które byłyby elementami oprawy. W środę PZPN wysłał odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Tego samego dnia prezes Cezary Kulesza rozmawiał m.in. z zastępcą prezydenta Warszawy. To wszystko nie przyniosło jednak skutku.

Zobacz wideo Kibice chcą pomnika dla Banasika. "Lepiej niech w Radomiu nie staje"

Kibice Lecha i policjaPolicja w akcji. Użyła gazu łzawiącego przed Stadionem Narodowym

Kibice nie chcieli jednak rezygnować i w poniedziałek przywieźli ze sobą oprawy i flagi. To spowodowało, że tysiące fanów stały pod bramami Stadionu Narodowego, zamiast na trybunach. Sektory za bramką, gdzie mieli zasiadać kibice Lecha, były puste. A dodajmy, że w Warszawie spodziewano się około 20 tysięcy fanów z Poznania. Kiedy dowiedzieli się, że zgodnie z zarządzeniem zakazane elementy oprawy nie będą mogły zostać wniesione, w ramach protestu wielu z nich postanowiło zostać pod stadionem.

Trzaskowski zrzucił odpowiedzialność na straż pożarną. Szybka odpowiedź

Ziścił się więc scenariusz, który jest dobrze znany nad Wisłą. Doszło do cyrku, a teraz zaczyna się szukanie winnych. Kibice obu zespołów przed finałem wiedzieli, na czym stoją. Już w piątek informowaliśmy, że odwołanie PZPN-u zostało oddalone i zakaz będzie obowiązywał. Mimo tego jedni i drudzy i tak postanowili zrobić po swojemu, czyli przywieźć flagi i elementy oprawy. Fani Rakowa ostatecznie jednak weszli na sektory bez flag, natomiast kibice Lecha postanowili zostać pod obiektem. Ale odpowiedzialnością obarczali organizatora i gospodarza imprezy, czyli odpowiednio PZPN i władze Warszawy.

Wkrótce po doniesieniach spod stadionu Rafał Trzaskowski zabrał głos na Twitterze. "Zakaz wnoszenia flag i banerów większych niż 2x1.5 m na mecz o Puchar Polski na Stadionie Narodowym to była decyzja Państwowej Straży Pożarnej. Takie samo zezwolenie wydane było w 2019 roku. Wyjaśnienia w gronie @pzpn_pl @KGPSP @MSWiA_GOV_PL" – napisał prezydent Warszawy.

Stadion Narodowy/ Cezary KuleszaSkandal na Narodowym. Pusty sektor, ostra reakcja Kuleszy

Na odpowiedź straży nie trzeba było długo czekać. "Szanowny Panie Prezydencie, uprzejmie proszę nie wprowadzać opinii publicznej w błąd. Państwowa Straż Pożarna wydała pozytywną opinię dotyczącą bezpieczeństwa pożarowego meczu #LPORCZ, w której 'nie zaleca się wnoszenia flag i banerów większych niż 2x1,5m'. Uprzejmie przypominam, że decyzję o pozwoleniu na organizację imprezy masowej na @PGENarodowy wydaje Prezydent m. st. Warszawy. Natomiast bezpieczeństwo uczestników finału Pucharu Polski #LPORCZ zapewnia organizator" - napisał na Twitterze Karol Kierzkowski, rzecznik prasowy komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.

A PZPN? Początkowo wskazywał, że decyzję podjęło miasto. - Przede wszystkim muszę powiedzieć, że decyzja o zakazie wnoszenia na stadion dużych flag trochę nas zaskoczyła. Finał Pucharu Polski to wielkie święto piłki w naszym kraju, a jego ważną częścią były co roku efektowne oprawy. Teraz na trybunach spotkają się kibice Lecha i Rakowa, czyli klubów, które nie są do siebie wrogo nastawione. Ale władze zdecydowały tak, a nie inaczej. To nie była decyzja PZPN - mówił Cezary Kulesza dla WP SportoweFakty.

Jednak we wpisie Cezarego Kuleszy z poniedziałku czytamy: "Stanowisko Komendy Miejskiej PSP o zakazie wnoszenia większych flag uderza w piękno sportu, jest niezrozumiałe i powoduje więcej szkód niż pożytku. Zmieniono zasady obowiązujące od lat. Jeżeli w przyszłości PSP nie zmieni swojego stanowiska, finał PP nie będzie organizowany w Warszawie".

Podsumowując: miasto obarcza odpowiedzialnością za decyzję straż pożarną. Ta odpowiada, że tę podjęły władze w oparciu o zalecenia straży. Z kolei PZPN zdaje się mieć żal i do jednych, i do drugich. Nie sposób jednak nie wspomnieć o samych kibicach. Decyzja może wydawać się kontrowersyjna i może kosztować Warszawę organizację kolejnych finałów, ale jednak została podjęta i obowiązywała w poniedziałek. Fani nic sobie z tego nie robili. Wbrew wszystkiemu przywieźli zakazane flagi. Fani Rakowa jednak ustąpili, natomiast kibice z Poznania, według policji, dobrowolnie odmówili wejścia na stadion. W takiej sytuacji ciężko oprzeć się wrażeniu, że sami są sobie winni.

Trybuny przed finałem Pucharu Polski 2022Miało być kibicowskie święto, a trybuny puste. "Zadyma jest, nie wpuszczają"

Sam mecz zakończył się porażką Lecha Poznań 1:3. Tym samym Raków Częstochowa obronił zdobyty przed rokiem Puchar Polski.

Więcej o: