Miało być kibicowskie święto, a trybuny puste. "Zadyma jest, nie wpuszczają"

Dawid Szymczak
"Jaki tu spokój, nic się nie dzieje" - można było zanucić jeszcze kwadrans przed finałem Pucharu Polski. Najbardziej zagorzałych kibiców Lecha Poznań wciąż nie było na trybunach. Za jedną z bramek niemal wszystkie krzesełka były i nadal są puste. To dlatego, że kibice, mimo zakazu wnoszenia opraw, przynieśli je ze sobą. Ochroniarze i policjanci nie pozwolili im wejść.

Kibice Lecha Poznań nie zostali wpuszczeni na trybuny Stadionu Narodowego. Ich sektor w czasie finału Pucharu Polski nadal świeci pustkami i tak prawdopodobnie będzie już do samego końca meczu. Piłkarze, którzy pół godz. przed meczem wyszli na rozgrzewkę, musieli być zaskoczeni. Tyle mówiło się o piłkarskim święcie, tak duża była radość, że po dwóch latach kibice wreszcie będą obecni na finale Pucharu Polski, tymczasem za bramkami właściwie wszystkie krzesełka były puste. Mieli tam siedzieć najbardziej zaangażowani fani, którzy w trakcie meczów dbają o doping. Nie było ich, bo mimo zakazu wnoszenia na stadion flag i transparentów większych niż 2m x 1,5m, zabrali je ze sobą. Ochroniarze i policjanci pilnujący bram, nie chcieli ich zatem wpuścić. Tłumy do ostatnich minut tkwiły pod stadionem.

Zobacz wideo Borek: Lewandowski chyba dojrzał do tego, by zmienić otoczenie

PZPN tydzień przed finałem Pucharu Polski poinformował, że prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, wydając pozwolenie na organizację imprezy masowej, zakazał wnoszenia dużych flag i transparentów. W minionych latach kibice często prezentowali efektowne oprawy przykrywające całe zabramkowe sektory. Były widowiskowe i dodawały meczowi kolorytu. Ale problem w tym, że sektorówki były jednocześnie idealnym kamuflażem dla kibiców przygotowujących się do odpalania rac i innych środków pirotechnicznych. Wielokrotnie na Stadionie Narodowym podczas finałów Pucharu Polski robiło się niebezpiecznie, bo race były wrzucane na boisko i na inne sektory. 

Zobacz wideo Borek: Lewandowski chyba dojrzał do tego, by zmienić otoczenie

W 2018 r. kibice Arki Gdynia strzelali z rakietnicy w kierunku fanów Legii Warszawa i uszkodzili w ten sposób dach stadionu. Oficjalnie ani miasto, ani PZPN nie potwierdził, że tegoroczny zakaz ma uniemożliwić kibicom podobne zachowanie, ale w kuluarach nikt nie miał wątpliwości, że chodziło właśnie o to.

Kibice apelowali do PZPN, a Cezary Kulesza prosił o zmianę decyzji. "Mecz bez oprawy jest jak wesele bez muzyki"

Kibice Rakowa i Lecha we wspólnym oświadczeniu zaapelowali o zmianę tej decyzji, choć swój apel skierowali do prezesa Kuleszy, a nie miejskich urzędników, którzy byli jej autorami.

"Raz jeszcze apelujemy do prezesa PZPN Cezarego Kuleszy by finał Pucharu Polski był prawdziwym świętem piłki nożnej i kibiców, ale nie tylko kilku działaczy, którzy siedząc w klimatyzowanych lożach VIP sącząc najdroższe alkohole, od czasu do czasu zerkając na ekran telewizora sprawdzają wynik sportowej rywalizacji" - napisali. Inni porównywali, że mecz bez oprawy jest jak wesele bez muzyki.

Kulesza przyznał, że sam był taką decyzją zaskoczony, bo kibice Rakowa i Lecha nie są do siebie wrogo nastawieni. Prezes PZPN podkreślał jednocześnie, że decyzji nie podjęła federacja. I odwołał się od tej decyzji. Rozmowy z zastępcą prezydenta Warszawy jednak nic nie dały, bo miasto miało mieć związane ręce ze względu na negatywną opinię straży pożarnej, która nie chciała zmienić zdania w sprawie sektorówek. Nieoficjalnie słyszeliśmy, że miastu takie postanowienie straży odpowiadało, bo zmniejszało ryzyko, że mecz znów skończy się skandalem z racami, a sprawa miała podłoże polityczne. 

"Zadyma jest. Nie wpuszczają. Chodzi o oprawy"

W poprzednich latach kibice stosowali podobną taktykę. Do ostatnich minut czekali z wejściem na trybuny i wywierali na ochroniarzach i policjantach coraz większą presję. Później część z nich starała się przedrzeć siłą, inni w zamieszaniu próbowali wnieść na stadion race i inne elementy oprawy. Gdy zadzwoniliśmy do jednego z kibiców, który czekał pod stadionem, relacjonował: "Zadyma jest. Nie wpuszczają. Chodzi o oprawy". Kwadrans przed meczem na trybunie za bramką Lecha nie było ani jednego kibica. Za bramką Rakowa kibice zaczynali się schodzić.

Bez kibiców Lecha na trybunach Stadionu Narodowego

Gdy rozpoczął się finał Pucharu Polski, na trybunach nie było kibiców Lecha. Fanom ostatecznie nie pozwolono na wniesienie elementów oprawy i dużych flag. Po stronie kibiców stanął Cezary Kulesza, który oświadczył, że ten finał może być ostatnim rozgrywanym w Warszawie.

"Stanowisko Komendy Miejskiej PSP o zakazie wnoszenia większych flag uderza w piękno sportu, jest niezrozumiałe i powoduje więcej szkód niż pożytku. Zmieniono zasady obowiązujące od lat. Jeżeli w przyszłości PSP nie zmieni swojego stanowiska, finał PP nie będzie organizowany w Warszawie" – napisał Kulesza.

Więcej o: