Legia upadła tak nisko, że teraz w Warszawie liczy się tylko jedno

Bartłomiej Kubiak
W lidze walczą o przeżycie, w Pucharze Polski o przyszłość. Ale wielkiej różnicy w podejściu, poziomie energii i jakości gry nie widać. Legia Warszawa, która w środowym ćwierćfinale Pucharu Polski wyeliminowała Górnika Łęczna, wciąż na boisku jest toporna i momentami wystraszona.

Dla Legii środowy ćwierćfinał Pucharu Polski z Górnikiem Łęczna urósł do rangi meczu sezonu. I Legia wygrała ten mecz - przy Łazienkowskiej było 2:0, zespół z Warszawy jest już w półfinale. Ale poza niezłą grą i ładnym golem Josue w pierwszej połowie i skuteczną kontrą wykończoną przez Ernesta Muciego pod koniec drugiej, kiedy rywal rzucił wszystkie siły do ataku, znowu nic wielkiego nie pokazała.

Zobacz wideo Obidziński punktuje władze Legii. "Spirala upadku. Kompletne odklejenie"

Scysja w Borussii Dortmund. Bellingham znów pokazał Scysja w Borussii Dortmund. Bellingham znów pokazał "charakterek"

"Cel uświęca środki" - mogą sobie powiedzieć w Warszawie - do kwalifikacji Ligi Konferencji Europy poprzez zdobycie Pucharu Polski - jedynego okna na świat, które Legia może sobie w tym sezonie uchylić - drużynę Aleksandara Vukovicia dzielą już tylko dwie wygrane. Choć patrząc na poziom gry z Górnikiem, lepiej napisać "wciąż" albo nawet "aż" dwie wygrane.

"To był tylko jeden mecz, wielkiej różnicy nie widzę"

- Brakuje mojemu zespołowi pewności siebie - mówił Vuković przed ostatnim ligowym meczem z Wisłą Kraków. A w środę przed meczem z Górnikiem Łęczna powtórzył w zasadzie to samo. Przyznał, że piątkowa wygrana 2:1 w lidze z Wisłą - po golu Mateusza Wieteski w doliczonym czasie do drugiej połowy - jakoś znacząco tych nastrojów nie poprawiła. - To był tylko jeden mecz, wielkiej różnicy nie widzę - wzruszył ramionami Serb przed meczem z Górnikiem.

W lidze Legia Vukovicia walczy o przeżycie, w środę w Pucharze Polski walczyła o przyszłość. I nadal o nią będzie walczyć, ale na razie wielkiej różnicy w podejściu, poziomie energii i jakości gry nie widać. Legia wciąż jest toporna. Wciąż popełnia proste błędy w środku pola. Wciąż momentami jest wystraszona i zepchnięta pod własne pole karne do głębokiej defensywy. Tak było w środę w drugiej połowie. Szczególnie pod koniec meczu, kiedy wydawało się, że to prędzej Górnik wyrówna, niż Legia strzeli drugiego gola. Strzeliła za sprawą Muciego w 86. minucie.

Czwórka obrońców i jedna ładna zespołowa akcja

To już w tym sezonie standard, że rywale przyjeżdżają na Łazienkowską i się nie boją. Grają z Legią wysokim pressingiem, często podwajają, a nawet potrajają krycie - jak Górnik w 18. minucie, kiedy piłkę stracił Bartosz Slisz. Do tego wszyscy zdążyli już przywyknąć.

Nie wszyscy natomiast przywykli do ustawienia z czwórką obrońców, bo to jest w Legii nowość. Vuković po tym, jak w grudniu wrócił do Legii, by ratować sezon, w środę zdecydował się na to ustawienie dopiero po raz drugi. Wcześniej jego zespół zagrał tak z Wisłą, więc można powiedzieć, że manewr się powiódł, bo Legia oba mecze wygrała. Ale znów - nie były to zwycięstwa przekonujące. 

Standardem nie jest też akcja, jaką Legia przeprowadziła w 24. minucie. Zaraz po golu Josue, kiedy tuż przed polem karnym Górnika piłkę na jeden kontakt wymieniali Mladenović, Slisz, Rosołek, znowu Mladenović, Josue i znowu Slisz. To była akcja ładna, przemyślana i rozegrana w dobrym rytmie - zabrakło tylko lepszego strzału Slisza. Uderzenie sprzed pola karnego było celne, ale w sam środek i Maciej Gostomski nie miał z problemu z jego obroną.

Artiom Dziuba odpowiada Jarmołence: Jestem dumny, że jestem RosjaninemArtiom Dziuba odpowiada Jarmołence: Jestem dumny, że jestem Rosjaninem

Legia liczy. Mecze bez porażki i na szczęście w losowaniu

To był przebłysk dobrej gry, jeden z niewielu w tym spotkaniu. Dlatego kibice Legii raczej tylko wzruszą ramionami i powtórzą raz jeszcze "Cel uświęca środki". Niektórzy zauważą może jeszcze, że mecz z Górnikiem był dla Legii trzecim z rzędu bez porażki. Ostatni raz taką serię mistrz Polski miał we wrześniu, kiedy najpierw ograł w Lidze Europy na wyjeździe Spartaka Moskwa (1:0), później w ekstraklasie u siebie Górnika Łęczna (3:1), a na koniec pokonał na wyjeździe Wigry Suwałki w 1/32 Pucharu Polski (3:1).

Cóż, Legia upadła tak nisko, że zamiast serii zwycięstw, liczy się jej mecze bez porażki. Inaczej niż w poprzednich latach, kiedy celem były: mistrzostwo i Puchar Polski. Teraz legioniści liczą pewnie na szczęście w piątkowym losowaniu półfinałów. Mogą w nim trafić na Lecha Poznań, Raków Częstochowa lub trzecioligową Olimpię Grudziądz. I chyba nie trzeba wyjaśniać, że tylko w starciu z jednym rywalem Legia będzie faworytem.

Więcej o: