Karol Klimczak: Jest we mnie wielki spokój. Kibice Lecha udowodnili już, że potrafią pięknie kibicować, są głośni, barwni, tworzą wspaniałą atmosferę. Spodziewam się, że właśnie te atuty zaprezentują podczas finału.
- Nie jestem człowiekiem, który siedzi bezczynnie i liczy na to, że wszystko jakoś się ułoży. W ostatnim roku z kibicami współpracowało nam się dobrze. Zrobiliśmy kilka wspólnych akcji i przez ten czas nabraliśmy do siebie zaufania. Najwyższa Komisja Odwoławcza widziała efekty tych prac i w uzasadnieniu napisała, że pod tym względem możemy służyć za wzór.
- Nie jest żadną tajemnicą, że kibice są zaprzyjaźnieni. A więc atmosfera będzie też rodzinna, spokojna, sympatyczna. I fajnie! W poprzednich finałach rywalizacja trwała nie tylko na murawie, ale i na trybunach. A teraz sympatycy obu zespołów będą mogli usiąść obok siebie, także w sektorach neutralnych.
- Fakt, to było bardzo, bardzo trudne zadanie. Stowarzyszenie kibiców i ludzie z naszego klubu ciężko pracowali nad tym, aby zorganizować pociągi. Okazało się, że zabrakło składów. Widać przy tym, że transport kolejowy to też biznes. Sprzedający usługę chciał wykorzystać sytuację i zarobić więcej. Na spotkaniach organizacyjnych w PZPN policja wskazywała, żeby kibice przyjechali właśnie koleją. W każdym innym rozwiązaniu mogłyby powstawać olbrzymie korki, bo do stolicy przyjechałoby kilka tysięcy aut. Na szczęście udało się wszystko na tyle dobrze zorganizować, że nie powinno być problemów.
- Jesteśmy faworytem, nie będę tego ukrywał. Ale mamy szacunek do rywala. Zwycięstwo będziemy musieli wycierpieć, wyszarpać, wybiegać. Co do tego nie mam wątpliwości.
- To niby truizm. ale to naprawdę jest finał Pucharu Polski. Jeden mecz, tylko 90 minut, wszystko jest możliwe. Dwa lata temu sądziłem, że pokonamy Legię, w lidze graliśmy przecież świetnie, a jednak przegraliśmy. Ważne więc, żebyśmy 2 maja zagrali swoje. Bo jeżeli zaprezentujemy się na naszym poziomie, to wygramy.
- Nie to, że nie przypadł do gustu, ale nie zgadzam się z Pana argumentami. Sport profesjonalny na tym poziomie to nie jest zabawa dla chłopców z piaskownicy.
- To nie tak. Wiedzieliśmy, że Darek będzie miał trudności z grą w Lechu i dlatego wypożyczyliśmy go do Gdyni. To była ręka wyciągnięta w jego stronę, tym bardziej, że przecież to my wciąż płacimy Darkowi pensję. Natomiast tak umówiliśmy się z Arką, Darek o tym wiedział. Ja też na jego miejscu chciałbym zagrać w finale. Ale to zawodnik Kolejorza i nie chciałbym, aby nasz piłkarz, dobry piłkarz, 2 maja zrobił krzywdę Lechowi.
- Ostatnimi czasy obserwuję Arką, widziałem też rewanżowy mecz z Wigrami Suwałki. To typ drużyny, która stawia na zespołowość. Razem mogą zdziałać więcej, niż każdy zawodnik z osobna. To właśnie dzięki zespołowi awansowali do finału. Ale groźny jest na przykład Siemaszko.
- Od paru miesięcy powtarzam, że jesteśmy w takiej sytuacji, że gramy o wszystko. Potwierdziło to wyszarpane zwycięstwo w ligowym meczu z Koroną Kielce.
- Pamięta pan na którym miejscu skończyliśmy ubiegły sezon? Na siódmym! Zdobycie dubletu w ogóle jest trudne i nie zdarza się często. Ale przyznaję, że dziś bardzo mocno w to wierzę.
- W tym roku dokonam pewnej zmiany. Na dwóch poprzednich finałach miałem założony krawat. Teraz go nie zabieram. Poza tym do trzech razy sztuka.