Puchar Polski. Gęsior: Ruch nikogo się nie boi

- Do Wisły i Legii zawodnicy są ściągani za wielkie pieniądze, ale nie powiedziałbym, że są lepsi od chłopaków, którzy gdzieś tutaj w okolicy biegają na podwórkach - mówi legenda Ruchu Chorzów i zarazem członek rady nadzorczej klubu, Dariusz Gęsior. - Ruch nikogo się nie boi i jest w stanie wygrać z każdym - dodaje były reprezentant Polski. We wtorek Ruch gra z Wisłą w półfinale Pucharu Polski. Relacja na żywo w Sport.pl od godz. 18.30
Kilka dni temu w lidze Ruch wygrał u siebie bezdyskusyjnie
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Wyborcza.pl

Nie będziesz mógł obejrzeć meczu? Relacja na żywo w m.sport.pl

Łukasz Jachimiak: Wisła, Legia i znowu Wisła - to plany Ruchu na najbliższy tydzień. Mecze w półfinale Pucharu Polski i ligowy szlagier sprawią, że dla "Niebieskich" ten tydzień okaże się wielki?

Dariusz Gęsior: W ostatnich latach w Pucharze Polski docieraliśmy do finału i półfinału, teraz też będąc w półfinale pokazujemy, że stać nas na dobre granie. W lidze nas nie doceniano, nie dawano nam szans na miejsce w czołówce, bo w ostatnim czasie odeszło od nas kilku zawodników, poza tym klub jest postrzegany jako biedniejszy. Ale okazuje się, że wcale nie jest słabszy od tych z większymi budżetami. Przy dobrej pracy zawodników, trenera i wszystkich wokół, Ruch nikogo się nie boi i jest w stanie wygrać z każdym. Nasi piłkarze są mocni mentalnie i na pewno stać ich na sukcesy. Oczywiście ten tydzień będzie dla nas ciężki, ale taki jest cały ten sezon, a my potrafimy się sprężyć. Powinno być dobrze.

Wisła i Legia chyba przestały być wielkimi firmami górującymi nad ligą?

- Do Wisły i Legii zawodnicy są ściągani za wielkie pieniądze i mają wysokie kontrakty. Ale wcale nie powiedziałbym, że są lepsi od chłopaków, którzy gdzieś tutaj w okolicy biegają na podwórkach. Kiedyś w ciemno można było mówić, że o mistrzostwo Polski będzie walczył ten i ten zespół, a dziś takich pewniaków nie ma. Teoretycznie można sobie powiedzieć, że ta drużyna będzie walczyła o mistrza, bo dużo wydała. Ale taka Polonia Warszawa na swoich zawodników wyłożyła grube miliony, a jest za nami. Żeby mieć gwarancje, że zagraniczne zakupy dadzą sukces, trzeba by sprowadzić zawodników, którzy naprawdę coś znaczą w Europie. A na takich nikogo w Polsce jeszcze nie stać.

Wasi rywale mają jednak szersze kadry. W końcówce sezonu, kiedy gra się z dużą intensywnością, to może być decydujące.

Wiadomo, że szeroka kadra to ważna sprawa. My, niestety, nie mamy dwóch równorzędnych drużyn, a przy takim nawarstwieniu meczów to rzeczywiście może być problem. Ale wcale nie musi. Jeżeli nie nękają nas kontuzje i nie mamy problemów z kartkami, to spokojnie sobie radzimy. Przecież punktujemy nawet kiedy przyjdzie zmęczenie i gorszy mecz. Dobrym przykładem jest spotkanie z Jagiellonią. W Białymstoku przeważał rywal, a my wygraliśmy. Coś takiego świadczy o klasie drużyny, pokazuje, dlaczego jesteśmy z przodu tabeli, a nie z tyłu. Naprawdę wszystko jest w naszych nogach.

I w głowach. Po zwycięstwie na Widzewie Arkadiusz Piech zapowiedział, że Ruch wygra też na Legii.

- Można być skromnym, ale nie kiedy do końca sezonu zostaje kilka meczów, a zespół jest w ścisłej czołówce. Wtedy już trzeba myśleć o najwyższych celach. Mentalność zawodników poprawia się dzięki temu, że są w czubie. Oni wiedzą, przed jaką stoją szansą.

Niektórym ciągle trudno uznać Ruch za poważnego kandydata do tytułu. Wyżej oceniane są szanse Legii i Śląska.

- Pierwszy w tym roku mecz graliśmy we Wrocławiu. Po remisie wszyscy pisali, że to sensacja. Dla mnie sensacją było to, że Śląsk był liderem. Pierwsze miejsce dało im parę szczęśliwie wygranych spotkań. Teraz grają, jak grają i mnie to nie dziwi.

Czyli ewentualne mistrzostwo Śląska byłoby według pana bardziej sensacyjne niż tytuł dla Ruchu?

- W ogóle nie powinniśmy mówić o sensacjach. Sensacja to była kiedyś, jak Widzew, Legia czy Wisła, które akurat dominowały w lidze, przegrały jakiś mecz. W ostatnich latach mieliśmy mistrza z Lubina, mieliśmy Bełchatów walczący o ten tytuł, a to dowód, że wszystko się wyrównuje. A przy równym poziomie zyskuje ten, kto potrafi dobrze pracować. My straciliśmy kluczowych zawodników - Sobiecha, Sadloka, Brzyskiego, Pilarza, Niedzielna, który co prawda teraz wrócił, ale kiedy odchodził był w lepszej formie. Wydawało się, że osłabienia są duże, a teraz okazuje się, że Piech jest może lepszy od Sobiecha i że to może on i Jankowski są bliżej reprezentacji Polski. W innym układzie obaj mogliby nie mieć szansy zaistnieć. My pokazujemy, że w Polsce są zawodnicy, tylko trzeba im dawać szanse i z nimi pracować. Żeby było lepiej, do tego muszą się przekonać wszyscy. Nie można ciągle sprowadzać byle kogo z zachodu.

Może trener Fornalik powinien jeździć od miasta do miasta i to tłumaczyć?

- To, że przyjdzie do klubu trener Czech i ściągnie Czechów, a jak się pojawi Holender, to za olbrzymie pieniądze kupi Holendrów i wielu innych zawodników, nie jest jeszcze największym problemem. Najgorsze, że przy braku sukcesu taki trener traci pracę, a w klubie zostaje człowiek, który na to wszystko pozwolił. W takiej Wiśle Polaków prawie nie ma, a w Ruchu Polak zastępuje Polaka i zespół z powodzeniem walczy z klubami, które głowią się, jak wejść do Ligi Mistrzów i z nadzieją na nią wydają w sposób nieprzemyślany duże pieniądze. Na szczęście do Legii, do Korony, do Górnika też już dociera, że warto stawiać na naszych piłkarzy. To też wynik tego, że do klubów wróciło szkolenie. Przecież mając swojego dobrze rokującego wychowanka trudno z niego nie korzystać. A jeszcze kilka lat temu kluby szkolenia u siebie nie miały i wtedy wolały wydać pieniądze na doświadczonego człowieka z zagranicy niż na polskiego nastolatka, którego trzeba by było wdrażać, przyzwyczajać do nowego miasta, środowiska, uważać, bo byłby wystraszony.

Jak będzie z tym mistrzostwem dla Ruchu? Zdobędziecie swój 15. tytuł w historii?

- Trzeba w to wierzyć i mierzyć. Jeżeli się mierzy wysoko, to zbiera się owoce. Układ meczów mamy dobry, bo zagramy jeszcze z dwoma bezpośrednimi przeciwnikami, więc zależymy od siebie. Oba najważniejsze mecze czekają nas w Warszawie Teraz jedziemy na Legię, wkrótce na Polonię. Na obu stadionach chcemy uzyskać korzystne wyniki. Jeżeli nie będziemy robili rażących błędów, to uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie. Podejście zachowawcze nie ma sensu, bo Ruch w tej chwili stać na wszystko. Oby tylko omijały nas kontuzje, wtedy wszystko jest możliwe.

A jest możliwe, że Ruch zaprezentuje się nieźle w europejskich pucharach?

- Na pewno Wisła i Legia osiągnęły sukces, dostając się do Ligi Europejskiej, na pewno nieźle niedawno grał w niej też Lech. Ale jeśli Ruch niedawno łatwo sobie poradził z Lechem i z Wisłą, to czemu miałby w Europie wypaść gorzej od tych drużyn? Wiadomo, że trzeba mieć szeroka kadrę, żeby grę w Europie godzić z grą w kraju. Ale jak wszystko będziemy rozpatrywać w kategoriach budżetów, porównywać kto ma jaki stadion, to może lepiej wcale nie grać, tylko sklasyfikować drużyny na podstawie potencjału finansowego? Boisko wszystko weryfikuje i pokazuje, że czasami taki niedoceniany Ruch jest w stanie zrobić więcej niż klub, który budowano na Ligę Mistrzów.

Ole, ole, ole, ole! Trybuna Kibica zawsze pełna

Więcej o: