Uderzona piłką dziewczynka znowu przyjdzie na mecz GKS-u

Córka Łukasza Weseckiego, napastnika tyskiej drużyny, nie będzie dobrze wspominać ostatniego meczu taty

Czteroipółletnia Julita oglądała mecz razem z mamą, gdy nagle przypadkowo kopnięta w trybuny piłką trafiła ją w twarz. - Szybko zorientowałem się, że chodzi o moją córkę. Starałem się jednak opanować nerwy. Wiedziałem przecież, że jest w dobrych rękach - opowiada piłkarz.

Do twarzy wystraszonego dziecka zaraz przyłożono zimny okład, a potem odwieziono je do szpitala. - Na szczęście zakończyło się na strachu. Mała ma tylko zaczerwieniony i obity policzek - mówi Wesecki.

Zaraz po meczu trener Mirosław Smyła zastanawiał się, czy nie byłoby dobrym rozwiązaniem przeniesienie sektora rodzinnego w inne miejsce. - Tylko w które? To jedyna cześć stadionu, która nadaje się do przyjęcia naszych najmłodszych fanów - mówi prezes Łukasz Jachym.

- Nie demonizujmy. Gram już w Tychach od trzech lat i taka sytuacja wydarzyła się pierwszy czy drugi raz. Przypadek, i tyle. Żona z córką zawsze chodzą na moje mecze i jestem pewny, że ten wypadek tego nie zmieni - uważa napastnik GKS-u.