I liga: Genialny strzał obrońcy uratował honor "Gieksy"

Napastnicy katowickiego zespołu zagrali fatalnie przeciwko Stali Stalowa Wola. Przed porażką z najsłabszym zespołem pligi, GKS uchronił w doliczonym czasie gry Adrian Napierała.

Rosły obrońca "Gieksy" popisał się wspaniałym uderzeniem zza pola karnego w 95. minucie spotkania. Co ciekawe, arbiter planował przedłużyć mecz tylko o cztery minuty. - Sędzia miał prawo nakazać grać dłużej, bo przecież gracze Stali co chwilę leżeli i udawali, że coś ich boli. Co robiłem pod bramką Stali? Trener zdecydował się w końcówce na manewr przesunięcia mnie do przodu. Podobnie było zresztą ostatnio w Łęcznej - wyjaśniał Napierała. Bohater spotkania stwierdził, że jego wspaniały gol specjalnie go... nie zaskoczył. - W tygodniu poprzedzającym mecz mieliśmy trening strzelecki i piłka dobrze mi siedziała na nodze. Co do wyniku, to przed meczem remisu na pewno nie wzięlibyśmy w ciemno. Teraz trzeba się jednak cieszyć z punktu, bo zupełnie nic nam dziś nie wychodziło. GKS nie może grać u siebie w taki sposób - kręcił głową Napierała.

Strzelony w końcówce meczu gol wywołał co prawda euforię na stadionie, ale nie trwała ona zbyt długo. Kibice świetnie pamiętali, że w grze "Gieksy", wszystko, co poprzedzało gol Napierały, było bliskie beznadziei.

Katowiczanie przystąpili do spotkania w roli zdecydowanego faworyta, ale na boisku nie było tego widać. Szczególnie zawodzili katowiccy napastnicy Paweł Buśkiewicz i Bartłomiej Dudzic, którzy w całym meczu stworzyli sobie tylko po jednej dobrej sytuacji strzeleckiej i na dodatek fatalnie je zmarnowali. - Nasi napastnicy nie zrobili nawet połowy akcji, które wykonali napastnicy Stali - przyznawał Robert Moskal, trener GKS-u.

Stal objęła prowadzenie w końcówce pierwszej połowy po perfekcyjnym uderzeniu z rzutu wolnego Krystiana Lebiody. Okoliczności, w jakich sędzia podyktował ten rzut wolny, były jednak kontrowersyjne. Arbiter najpierw uznał, że Jakub Dziółka nie faulował Abela Salamiego, ale po konsultacji z asystentem zmienił zdanie. Nigeryjczyk padł jednak po starciu z obrońcą "Gieksy" w polu karnym gospodarzy!

- Po strzelonej bramce graliśmy bardzo konsekwentnie i skutecznie rozbijaliśmy ataki gospodarzy. Nie byliśmy może zdecydowanie lepsi, ale zwycięstwo było blisko - wzdychał Janusz Białek, trener Stali. - Nie wszyscy moi piłkarze wytrzymują presję. Stąd tyle nerwowości i niedokładności w naszej grze. Na dodatek, niezbyt dobrze radzimy sobie w ataku pozycyjnym. Jestem przekonany, że w meczu z silnym ŁKS-em Łódź zagramy o wiele lepiej - wyjaśniał Moskal.

Dodajmy, że po raz kolejny na stadionie GKS-u zawiodła nowa tablica świetlna. W pierwszej połowie zdołała odmierzyć czas tylko pomiędzy 1., a... 33. sekundą meczu.

GKS Katowice - Stal Stalowa Wola 1:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Lebioda (34.), 1:1 Napierała (90.+5)

GKS: Gorczyca - Sroka Ż, Dziółka Ż, Napierała, Uszalewski - Cholerzyński Ż, G. Nowak (60. Wijas), Hołota, Plewnia - Buśkiewicz (68. M. Nowak Ż), Dudzic (81. Malicki).

Stal: Zarzycki - Szymiczek, Lebioda Ż, Treściński, Myszka Ż - Gilar, Łytwyniuk, Trela, Wieprzęć (13. Czpak) - Salami, Wasilewski Ż.

Sędziował: Marcin Słupiński (Łódź).

Widzów: 4000