Wrócił Hubert Kostka. Górnik wygrał, choć z trudem

Górnik z trudem pokonał GKP Gorzów i zmniejszył straty do czołówki. - To mały promyk światełka, bardzo dla nas istotny - obrazowo mówił po meczu Adam Nawałka.

Pierwszy sukces Górnika nastąpił ...kwadrans przed gwizdkiem. Nowy prezes wprowadził na trybuny Huberta Kostkę, legendarnego bramkarza klubu z Roosevelta. Kostka od czterech lat nie chodził na mecze swojego byłego klubu. W 2006 roku na trybuny nie wpuścił go gorliwy ochroniarz, od tego czasu pan Hubert pojedynki Górnika śledził co najwyżej w telewizji.

W niedzielę na brak biletów w kasach narzekali tymczasem szalikowcy. Kibice przez kwadrans nie dopingowali swoich pupili, to protest przeciw małej ilości siedzisk na stadionie przy Roosevelta. Kibice rozwinęli kilka transparentów z napisami pod adresem działaczy Górnika i szefa MOSiR-u. "Brak biletów. Przepraszamy. Jesteśmy za bramą".

Do przerwy Górnik remisował z jedenastym w tabeli GKP. Tradycyjnie zabrzanie szarpali, walczyli się, starali, jednak ich gra wciąż pozostawiała wiele do życzenia.

Goście zagrali odważnie, z czterema nominalnymi napastnikami. - Graliśmy z Górnikiem otwartą piłkę, na co nie każdy by się zdecydował na naszym miejscu. Dobrze zamknęliśmy skrzydła Górnikowi, bo wiedzieliśmy, że Szczot i Bonin grają bardzo dobrze. Górnik nie mógł sobie pozwolić na stratę punktów - opowiadał potem szkoleniowiec gości Adam Topolski.

W 27 minucie obaj trenerzy niemal jednocześnie podbiegli do linii bocznej. Obaj złapali się za głowę. Emil Drozdowicz w znakomitej sytuacji spudłował, strzelił obok słupka. W odpowiedzi Paweł Strąk również potężnie uderzył, ale futbolówka minęła bramkę. - Szkoda mi tych kibiców. Co do zawodników, to nie chcę się nad nimi znęcać, ale nie wygląda to najlepiej - mówił w przerwie Hubert Kostka.

Po przerwie przyjezdni coraz śmielej ruszyli do ataku, znakomitą okazję zmarnował w 54 minucie Adrian Łuszkiewicz, który źle strzelił z bliska.

Trener Nawałka postawił wszystko na jedną kartę - wpuścił Czecha Alesa Bestę, a chwilę potem za słabiutkiego Pawła Strąka (żegnały go gwizdy) na boisku po rocznej przerwie pojawił się Tomasz Zahorski. "Zahor" mógł wpisać się na listę strzelców. Huknął z bliska, refleksem popisał się jednak golkiper GKP. - Szkoda tej okazji, myślę jednak, ze dałem dobra zmianę. w kolejnych meczach zrobię wszystko, by wywalczyć sobie miejsce w pierwszej jedenastce - mówił były reprezentacyjny napastnik.

Ofensywne ustawienie przyniosło wreszcie efekt w 79 minucie. Po kontrataku bramkę na wagę trzech punktów strzelił sprowadzony zimą z Cracovii Konrad Cebula. - Gra nam się nie kleiła. Od kilku miesięcy nie zaznaliśmy smaku wygranej. Myślę, że dziś wreszcie to wszystko odpali i będzie regularnie zdobywać trzy punkty - stwierdził Sebastian Nowak, bramkarz gospodarzy.

Górnik po raz ostatni wygrał na swoim stadionie 30 września. Od meczu w Stalowej Woli zabrzanie nie wygrali żadnego z siedmiu kolejnych spotkań. W niedzielę ta fatalna seria została przerwana. Górnik włączył się do walki o awans.

Gra wciąż pozostawia wiele do życzenia. - Nie ma sensu rozwodzić się nad poziomem tego meczu, bo nie był on najwyższych lotów. Dla nas najważniejsze są trzy punkty - mówił trener Nawałka.

Już w sobotę pojedynek zabrzan z Podbeskidziem. Pod Klimczokiem zapowiadają się wielkie emocje. - Do meczu z Podbeskidziem mamy jeszcze trochę czasu i wierzę, że nasza gra będzie stała na lepszym poziomie. No i że spotkanie zakończy się naszą wygraną - optymistycznie zakończył szkoleniowiec Górnika.

Górnik Zabrze - GKP Gorzów 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Cebula (79.)

Górnik: Nowak - Bonin, Banaś, Pazdan, Marciniak - Cebula (83. Danch), Strąk (64. Zahorski), Przybylski, Szczot - Pitry (57. Pitry), Wodecki.

GKP: Janicki - Ziemniak, Truszczyński, Grocholski, Topolski (85. Wojciechowski) - Łuszkiewicz Ż, Piątkowski, Drozdowicz, Kaczorowski (46. Białożyt) - Ilków-Gołąb (60. Machaj), Janusiński.

Sędziował: Radosław Trochimiuk (Przasnysz). Widzów: 7000.