Czyn społeczny na stadionie Górnika?

Prezes Górnika chce doprowadzić do powiększenia widowni stadionu w Zabrzu. Policja i MOSiR są sceptyczni.

Jednym z moich pierwszych priorytetowych zadań będzie próba powiększenia ilości widowni na naszym stadionie - zapowiedział Łukasz Mazur, nowy prezes Górnika Zabrze w pierwszym dniu swojego urzędowania.

Jesienią w tym sezonie zabrzanie byli bezkonkurencyjni w pierwszej lidze - dziesięć spotkań Górnika obejrzało łącznie 135 tysięcy, średnio 13.500 na spotkanie. Ale to już koniec dominacji trójkolorowych kibiców. Nowa ustawa, zgodnie z która mecze może oglądać tylu widzów ile krzesełek jest na stadionie, najbardziej uderzyła w klub z Roosevelta. Wiosną walkę podopiecznych trenera Adama Nawałki o awans do ekstraklasy będzie mogło oglądać maksymalnie tylko siedem tysięcy widzów. Tyle zamontowano na obiekcie krzesełek.

Kibice są niezadowoleni, przez Stowarzyszenie Sympatyków domagają się większej liczby krzesełek. W sukurs pospieszył nowy szef klubu, który spotkał się z przedstawicielami fanów jeszcze pierwszego dnia.

We wtorek nowy szef klubu z werwą przystąpił do realizacji swojego planu. W tej sprawie spotkał się m.in. z komendantem policji w Zabrzu. - Pracujemy wspólnie z miastem nad sprawą powiększenia widowni. Jestem optymistą i liczę, że uda się to zrobić - mówi prezes Mazur.

W Zabrzu nie mają co liczyć na zamontowanie kilku tysięcy krzesełek. W planie jest malowanie miejsc numerowanych ..na betonowej nawierzchni.

MOSiR, który jest właścicielem obiektu jest sceptyczny w tej sprawie. - Jest to możliwe do zrobienia, ale przy całej masie zastrzeżeń i warunków - mówi Zdzisław Iwański, szef MOSiR-u. Co trzeba zrobić? - Konieczny jest monitoring, wylewka na betonie, brama jest niedoświetlona, płoty porozrywane - wylicza prezes Iwański. - Poza tym ważne pytanie, kto miałby to zrobić? Pracownicy MOSiR-u przy stadionie Górnika pracowali przez ostatnie miesiące i wykonali w arcytrudnych warunkach świetną robotę. Teraz zajęli się innymi obiektami, bo mamy takich w mieście blisko dwadzieścia - dodaje.

Wiele wskazuje na to, że ewentualnym przygotowywaniem widowni musieliby więc zrobić... kibice! - Jeśli będziemy to robić to zapewne w czynie społecznym, tak jak to bywało za dawnych czasów - deklaruje prezes Mazur.

Szalikowcy są gotowi do pracy nad powiększeniem stadionu. Piszą tak na swojej stronie internetowej: Stowarzyszenie "Klub Sympatyków Górnika Zabrze" we współpracy z miastem, stara się o zwiększenie ilości miejsc na stadionie Górnika, by kibice mogli w większej liczbie oglądać mecze swojej ukochanej drużyny. Niestety w klubie wcześniej o tym nie pomyślano. SKSGZ informuje zatem: jest wielce prawdopodobne, że pojemność stadionu może się zwiększyć nawet o 5000 miejsc. W odpowiednim czasie poprosimy kibiców Górnika o pomoc o ile będzie ona potrzebna. Mamy nadzieję, że nasze starania przyniosą pożądany skutek" - czytamy w oświadczeniu Stowarzyszenia Sympatyków Górnika na jego stronie internetowej.

Czy policja, która już wcześniej była sceptyczna co do zachowań części szalikowców Górnika poprzednich incydentach, wyrazi zgodę na malowanie numerów na betonie stadionu Górnika? Zdaje się to mało realne. Wczoraj komendant zabrzańskiej policji podinspektor Roman Rabsztyn rozmawiał o tym z prezesem Mazurem. - Rozmawiano o bezpieczeństwie na obiekcie, sprawach porządku. Nie ukrywam, że panowie mówili też o pojemności obiektu, sektorach, miejscach, rodzajach miejsc. Kolejne spotkanie ma odbyć się w piątek w siedzibie Górnika - zapowiedział Marek Wypych, rzecznik zabrzańskiej policji.

Czy będzie pozytywna opinia policji w sprawie powiększania widowni? Rzecznik Wypych odpowiada tak: - W poprzednim wniosku klub uznał fragment stadionu naprzeciw trybuny krytej za teren wydzielony i przeznaczony pod budowę. W związku z tym w ogóle się tą częścią obiektu nie zajmowaliśmy. Jeśli będzie kolejny wniosek komendant w czasie 14 dni przedstawi kolejną opinię - dodaje rzecznik.

Nawet urodzony optymista prezes Mazur zdaje sobie sprawę, że powiększenie widowni na pierwszy mecz sezonu jest nierealne. - Walczymy, staramy się, choć szanse, by te dodatkowe miejsca były gotowe już na pierwszy mecz, za niespełna dwa tygodnie, są faktycznie niewielkie - przyznaje nowy szef klubu.