Hat-trick i pogrom w meczu Arki! Nie było czego zbierać. Oto wyniki I ligi

W sobotę obejrzeliśmy trzy mecze 2. kolejki I ligi. Emocji nie zabrakło w Gdyni, Siedlcach oraz Warszawie. Oto komplet wyników sobotnich spotkań zaplecza Ekstraklasy. Łącznie zobaczyliśmy jedenaście goli.
Arka Gdynia - Stal Rzeszów
TVP SPORT

Arka Gdynia zaczęła walkę o szybki powrót do Ekstraklasy od wyjazdowego zwycięstwa z Odrą Opole (1:0). Szału nie było, ale trzy punkty owszem i to się liczyło. Teraz spadkowicz z Ekstraklasy miał przed sobą wyzwanie, któremu po prostu musiał podołać. Stal Rzeszów w 1. kolejce zagrała wręcz absurdalnie słabo i została na własnym boisku zniszczona 1:5 przez Chrobrego Głogów. Oczywiście, pierwszy mecz rządzi się swoimi prawami, ale wciąż to nie miało prawa tak wyglądać. Bo jeśli osłabiony po świetnym zeszłym sezonie Chrobry mógł im zrobić coś takiego na wyjeździe, to co dopiero Arka u siebie.

Zobacz wideo Anastazja Kuś: Mam nadzieję, że nawiążę rywalizację z Amerykankami

Trzy mecze i 11 goli. Grała 1. liga

Już w pierwszej połowie Gdynianie "napoczęli" przeciwnika. Vladislavs Gutkovskis dobił w 25. minucie obroniony przez bramkarza strzał Filipa Walusia. Łotysz był o krok od drugiej doskonałej sytuacji, lecz sędzia po analizie VAR uznał, że Wojciech Machura nie faulował jednak Marco Komendy i anulował rzut karny dla Arki. Niemniej, co się odwlekło, to nie uciekło. Musiał poczekać tylko do drugiej połowy i 49. minuty, gdy podaniem w pole karne znalazł go Konrad Gruszkowski, a niepilnowany Gutkovskis ustrzelił dublet. 

Stal potwierdziła, że jest na początku tego sezonu naprawdę beznadziejna. W 59. minucie nie pomógł im nawet kiks Gutkovskisa w 100-procentowej sytuacji, bo nie przypilnowali Michała Milewskiego, który to dobił. Goście mieli jednak dziś dzień dobroci dla łotewskiego napastnika. Bo hat-tricka i tak mu pozwolili skompletować. Gol z 66. minuty meczu ustalił rezultat na 4:0.

Arka Gdynia 4:0 Stal Rzeszów (Gutkovskis 25', 49' 66, Milewski 59')

Polonia Warszawa zmaga się już na start sezonu z wieloma urazami, ale mimo to ograła w 1. kolejce Puszczę Niepołomice 1:0 i to na jej terenie. Dalej w terminarzu czekał na nich domowy mecz z Unią Skierniewice. Beniaminek zadebiutował w I lidze domową porażką 1:2 ze Stalą Mielec, ale jasne było, że start na zupełnie nowym dla nich poziomie łatwy nie będzie. 

Jednak do przerwy kibice w Warszawie mogli być wręcz skonsternowani. Polonia niby wyglądała lepiej od Unii i miała przewagę. Nie potrafiła tego jednak skonkretyzować w postaci gola. Skoro zaś oni nie umieli trafić do siatki, to zrobili to goście. W 36. minucie zamieszanie w polu karnym Polonii po dośrodkowaniu wykorzystał Kamil Sabiłło i wbił piłkę do siatki. Dobrze się to ułożyło dla Unii, ale jeszcze w pierwszej połowie zaszkodził im ich własny zawodnik. W 40. minucie Bartosz Bida kompletnie spóźnił się z wejściem i wyprostowaną nogą trafił w kolano rywala, któremu cudem nic się nie stało. Sędzia oczywiście wyrzucił byłego zawodnika Jagiellonii z boiska. 

Unia psuła sobie w tym meczu wszystko głupimi faulami. W 54. minucie stracili gola z rzutu karnego, wykorzystanego przez Dave'a Gnaase. Gdy wydawało się, że Skierniewiczanie dowiozą do końca meczu już nie stracą żadnego gola i po raz pierwszy w historii zdobędą punkt w I lidze, nadeszła 89. minuta spotkania. Do siatki trafił Ernest Terpiłowski i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Rezultat już w doliczonym czasie gry ustalił Simon Skrabb.

Polonia Warszawa 3:1 Unia Skierniewice (Gnaase 54'(K), Terpiłowski 89' Skrabb 90+9' - Sabiłło 36')

Ze spadkowiczów z Ekstraklasy w sobotnie popołudnie w bój ruszyła także Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Sezon zaczęła od pewnego domowego zwycięstwa 2:0 z Ruchem Chorzów. Być może w tym sezonie znów potwierdzą, że są klubem "jo-jo", czyli za słabym na Ekstraklasę, ale też za mocnym na I ligę. Tym razem pojechali do Siedlec, by zmierzyć się z tamtejszą Pogonią (na start remis 1:1 z ŁKS-em Łódź). 

Faworytem bezsprzecznie była Termalica, lecz po pierwszej połowie to kibice gospodarzy mieli powody do radości. Bruk-Bet oddał więcej celnych strzałów, tylko cóż z tego, skoro to uderzenie Pogoni wpadło do siatki. W doliczonym czasie gry gospodarzom bardzo mocno pomógł bramkarz Niecieczan Adrian Chovan. Jego interwencja po strzale zza szesnastki Dawida Szuprytowskiego była tak dziwna, że piłka odbiła mu się najpierw od nogi, potem od ręki i tak się podkręciła, że na koniec wylądowała za linią bramkową. 

Goście w drugiej połowie się nie poddali i niespełna kwadrans przed końcem spotkania doprowadzili do wyrównania. Do siatki trafił Radu Boboc, a 10 minut później zwycięskiego gola dla Bruk-Betu strzelił Kamil Zapolnik.

Pogoń Siedlce 1:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza (Szuprytowski 45+2' - Boboc 77', Zapolnik 88')

Więcej o: