W I lidze pozostało jedno wolne miejsce. Wypełni je zwycięzca baraży - Podbeskidzie Bielsko-Biała bądź Sandecja Nowy Sącz. Oba kluby jeszcze kilka lat temu grały w Ekstraklasie, ale ostatnie sezony nie toczyły się po myśli kibiców. Teraz jedna z tych drużyn wróci na drugi poziom rozgrywkowy i stanie przed szansę powrotu do elity.
Podbeskidzie z Ekstraklasy spadło w 2021 roku, a zaledwie dwa lata później trafili do II ligi. Celem był natychmiastowy powrót, ale Górale dopiero za drugą próbą zapewnili sobie walkę o awans w barażach, finiszując na czwartej pozycji. Półfinałowe spotkanie zaczęło się źle, bo rezerwy Śląska Wrocław prowadziły już w 2. minucie. Bohaterem został Marcin Urynowicz, który zdobył obie bramki w drugiej połowie, wprowadzając Bielszczan do finału.
Droga Sandecji była dłuższa i bardziej kręta. Sączersi w zaledwie osiem lat pokonali drogę z Ekstraklasy do III ligi. Powrót na szczebel centralny zajął tylko rok, a drużyna prowadzona przez Rafała Smalca jako beniaminek zajęła 6. miejsce w tabeli. W dramatycznych okolicznościach awansowali do finału baraży - bramka Wiktora Pleśnierowicza w 93. minucie dała zwycięstwo 2:1 nad Olimpią Grudziądz. Setki kibiców czekało na dobre wieści, oglądając mecz pod stadionem w Nowym Sączu.
Zaczęło się jak u Hitchcocka - od trzęsienia ziemi. Już w 3. minucie sfaulowany w polu karnym został Krzysztof Kolanko. Z jedenastu metrów nie pomylił się Lucjan Klisiewicz i gospodarze objęli prowadzenie. Podbeskidzie wciąż napierało. Pleśnierowicz w ostatniej chwili zablokował strzał Kamila Sochania, a Urynowicz z rzutu wolnego trafił w słupek.
Zobacz też: Prezes Jagiellonii odsłania karty. Tak klub reaguje na odejście twórcy sukcesów
Sandecja natomiast była tłem dla rywali i mogła cieszyć się, że po pół godziny gry przegrywała tylko jedną bramką. Pierwszy strzał w 34. minucie oddał Tomasz Nawotka, ale próba z ponad 25 metrów poleciała z dala od bramki Konrada Forenca. W ostatnim kwadransie przyjezdni zaczęli grać nieco odważniej, ale wynik nie zmienił się.
Klisiewicz strzelił bramkę na początku pierwszej połowy, mógł też trafić tuż po przerwie. Świetny rajd zakończył jednak dosyć słabym strzałem, obronionym bez problemu przez Mateusza Jelenia. Dopiero wtedy swój napór rozpoczęła Sandecja. Czarował Simeon Oure, a groźne strzały oddawał też Tomasz Kołbon. W odpowiedzi swoich sił spróbował Klisiewicz, ale przegrał pojedynek z Jeleniem.
Potrójna zmiana wykonana przez trenera Smalca sprawiły, że gra Sandecji stała się dynamiczna. W 61. minucie świetny rajd przeprowadził wprowadzony chwilę wcześniej Bartłomiej Juszczyk, który upadł w polu karnym po starciu z Kamilem Sochaniem. Sytuacja była sprawdzana przez sędziów VAR, ale nie zauważyli oni faulu.
Riposta Podbeskidzia była zabójcza. Dośrodkowanie Wojciecha Słomki z rzutu rożnego głową przedłużył Bartosz Martosz, a z paru metrów piłkę do bramki skierował Kamil Sochań. Na około 20 minut przed końcem Górale prowadzili już 2:0. "Apatyczni, nieobecni, godzą się z porażką" - powiedział o Sandecji komentator sekundy przed trzecią bramką dla gospodarzy. Potężny strzał zza pola karnego Dalibora Takaca był nie do obrony.
Sygnałem do odrabiania strat dla gości było trafienie Daniela Pietraszkiewicza z 84. minuty. 25-latek popędził lewym skrzydłem, zszedł do środka i pewnym strzałem pokonał Forenca. Podopieczni Rafała Smalca ruszyli z szaleńczymi atakami. Dobra sytuacja Pleśnierowicza nie została jednak wykorzystana, a Pietraszkiewicz nie zdołał nabrać sędziego Raczkowskiego na faul w polu karnym. Przeszło 9 tysięcy kibiców zebranych na stadionie w Bielsku-Białej mogło świętować awans.