Polonia Warszawa nie była faworytem do awansu do I ligi, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że półfinał baraży o Ekstraklasę to dla podopiecznych Mariusza Pawlaka spotkanie straconej szansy. Warszawianie nie wykorzystali sprzyjających okoliczności. Na ekstraklasowe derby stolicy przyjdzie jeszcze poczekać co najmniej rok.
To była siódma kolejka Ekstraklasy. 18 września 2011 roku, przed 19:00, sędzia Daniel Stefański zagwizdał po raz ostatni. Kibice Polonii Warszawa mogli świętować, bo ich ulubieńcy po raz trzeci z rzędu pokonali u siebie w derbach stolicy Legię. Tym razem 2:1, a do siatki trafiali Tomasz Jodłowiec i Edgar Cani. Wiadomo już, że we wrześniu tego roku sympatycy "Czarnych Koszul" będą mogli jedynie wspominać 15. rocznicę tej wiktorii. Marzenia o derbach Warszawy na poziomie Ekstraklasy trzeba odłożyć o co najmniej rok.
Polonia nie wykorzystała szansy. Nie będzie derbów Warszawy
Celowo używamy słowa "marzenia". Trudno bowiem powiedzieć, by Polonia Warszawa - która w Ekstraklasie nie gra od 2013 roku - przystępowała do kończącego się sezonu I ligi w roli jednego z głównych faworytów do awansu. Wyżej stały notowania Wisły Kraków i Śląska Wrocław, a obie te drużyny wzorowo wywiązały się z oczekiwań.
Polonia, choć przez lwią część rozgrywek zajmowała miejsce w szeroko pojętej czołówce, końcówkę sezonu zasadniczego grała w kratkę. Potrafiła w kompromitujący sposób przegrać ze Śląskiem (0:4), by następnie wygrać ze Stalą Rzeszów (2:0) i Chrobrym Głogów (1:0), ale polec ze słabą w tym roku "imienniczką" z Bytomia (2:3). Suma summarum udział w barażach piłkarze trenera Mariusza Pawlaka zapewnili sobie dopiero w ostatniej akcji ostatniej kolejki. I to dosłownie. Wygrali z Odrą Opole 2:1, a strzelec zwycięskiego gola Łukasz Zjawiński został bohaterem. Choć po prawdzie list z podziękowaniami Warszawianie mogliby wysłać do pobliskiego Pruszkowa. Zdegradowany Znicz nie odpuścił i sensacyjnie wygrał z Ruchem Chorzów (3:2). Zawodnicy trenera Łukasza Smolarowa godnie pożegnali się z I ligą, pomagając przy okazji Polonii.
Polonii, którą drugi sezon z rzędu w półfinale baraży los skojarzył z trzecią siłą ligi. I tak jak przed rokiem drzwi do Ekstraklasy zamknęła Warszawianom Wisła Płock i gol Daniego Pacheco w samej końcówce meczu (1:2), tak tym razem lepsza okazała się Wieczysta. Wygrała 3:2 i to ona w niedzielę zmierzy się z Chrobrym Głogów w finale o awans do elity.
Polonia może i powinna sobie pluć w brodę. W czwartkowy wieczór dwukrotnie doprowadzała do wyrównania - najpierw za sprawą Ilkaya Durmusa, a następnie Simona Skrabba. Całą drugą połowę grała w przewadze. Czerwona kartka Aleksandara Djermanovicia - tak się wydawało - spadła Warszawianom jak gwiazdka z nieba. To jednak Wieczystej udało się zadać ostateczny cios, choć Polonia kilka razy potrafiła zmusić do wysiłku bramkarza rywali Antoniego Mikułkę.
Rozczarowanie Polonii może być tym większe, że w finale czekał Chrobry Głogów, z którym nieco ponad miesiąc temu wygrała 1:0. Wreszcie - przecież ów finał byłby najprawdopodobniej ukoronowaniem warszawskiej kariery wspomnianego już Zjawińskiego [notabene bohatera kwietniowej potyczki z Chrobrym - przyp. FM], który w Polonii spędził dwa ostatnie sezony i zdobył aż 43 gole. Jego umowa wygasa z końcem czerwca i trudno przypuszczać, by została przedłużona. Zawodnik z pewnością nie może narzekać na brak zainteresowania. Z końcem czerwca kończyć się będzie także kontrakt Ilkaya Durmusa - innej gwiazdy Polonii.
Warszawianie po dwóch szóstych miejscach z rzędu i dwóch półfinałach baraży, w których lepszy okazywał się rywal, będą musieli przedefiniować swoją drużynę. Wykreować nowych liderów i sprawić aby w ich przypadku powiedzenie "do trzech razy sztuka" znalazło zastosowanie wiosną 2027 roku.