W niedzielę 17 maja Śląsk Wrocław zagwarantował sobie awans do Ekstraklasy. Pokonał Polonię Bytom (3:1) i w ostatniej kolejce I ligi z Pogonią Grodzisk Mazowiecki zagra już bez większej presji. To doskonałe wiadomości dla kibiców wrocławskiego klubu. O tym, jak wyglądała droga WKS-u po awans do elity na Sport.pl pisaliśmy w tym miejscu. To nie koniec dobrych wieści ze stolicy Dolnego Śląska. W Śląsku zostaje jeden z architektów sukcesu: trener Ante Simundza.
- Bardzo się cieszę, że moja historia w Śląsku się nie kończy. Razem z zespołem przeszliśmy długą drogę, a cierpliwość się opłaciła. Dziś cieszymy się z awansu do PKO BP Ekstraklasy, ale także myślimy już o przyszłości. Wrocław jest świetnym miastem, a nasi kibice są wspaniali. Moja rodzina i ja czujemy się w tym miejscu świetnie. To zaszczyt móc dalej prowadzić ten zespół - powiedział słoweński szkoleniowiec cytowany przez oficjalne media klubowe.
Na mocy zapisów kontraktowych umowa z trenerem Ante Simundzą została przedłużona i obowiązuje teraz do końca sezonu 2027/2028. To radosna wieść, którą przekazał klub na swojej stronie internetowej.
Przypomnijmy, że sukces Simundzy w Polsce wieścił Żan Karnićnik. Reprezentant Słowenii i uczestnik Euro 2024 w rozmowie ze Sport.pl, tuż po zatrudnieniu swojego rodaka, opowiadał tak:- Jest trenerem, który potrafi rozwijać zawodników swoją codzienną pracą. Bardzo dużą wagę przykłada do dyscypliny. Potrafi pracować z młodymi graczami i wie, jak ich rozwijać. Kiedy grałem w Murze [Nogometna Sola Mura - słoweński klub - red.] mieliśmy wielu młodych piłkarzy, którzy wiedzieli, co mają robić, jakie zadania stawia przed nimi trener. Każdy znał swoje miejsce - nie tylko na boisku, ale i poza nim.
Jednym z zawodników, którzy u Simundzy w Śląsku rozwinęli swoje umiejętności jest boczny obrońca Krzysztof Kurowski.
Ante Simundza w Śląsku Wrocław pracuje od 24 grudnia 2024 roku. Od tej pory poprowadził zespół w 52 meczach, w których odniósł 24 zwycięstw, 15 razy remisował, a także poniósł 13 porażek. Wrocławianie pod jego wodzą spadli z Ekstraklasy, ale w I lidze - także dzięki pracy Słoweńca - od razu potrafili wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej.