Listkiewicz tłumaczy kontrowersję w meczu Śląsk - ŁKS. Chodzi o brak rzutu karnego

Śląsk Wrocław zremisował w spotkaniu 32. kolejki 1. ligi 2:2 z ŁKS-em Łódź. W kluczowym dla walki o awans do Ekstraklasy meczu nie zabrakło kontrowersji. Duże wątpliwości wśród kibiców wzbudziła decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego dla zespołu gości. Sytuację za pośrednictwem serwisu X wyjaśnił Tomasz Listkiewicz. Sędzia pełnił w tym starciu funkcję arbitra VAR
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Śląsk Wrocław ostatecznie zremisował z ŁKS-em Łódź 2:2. Wynik jest korzystniejszy dla gospodarzy, którzy co prawda nie zapewnili sobie jeszcze bezpośredniego awansu, ale są o krok od powrotu do elity. Łódzki zespół wciąż musi natomiast walczyć o miejsce w barażach. Wśród kibiców pojawiły się głosy, że goście zostali poszkodowani przez arbitra w 35. minucie gry, sędzia Mateusz Piszczelok nie podyktował wówczas rzutu karnego dla ŁKS-u. 

Zobacz wideo Dziś to wyblakły klasyk, ale kiedyś to się działo. "Szukali się po dworcach"

Listkiewicz tłumaczy się z kontrowersyjnej decyzji. "Wiem, że to są trudne sytuacje"

Arbitrem VAR podczas hitu 1. ligi był Tomasz Listkiewicz. Sędzia postanowił za pośrednictwem serwisu X odpowiedzieć na pytanie jednego z kibiców ŁKS-u, który zastanawiał się, dlaczego nie podyktowano jedenastki dla jego zespołu. Listkiewicz przeprowadził dokładną analizę. 

- Wiem, że to są trudne sytuacje, które budzą sporo kontrowersji i niezrozumienia, ale od dobrych kilku lat tego typu starcia są, zgodnie z wytycznymi, oceniane jako faul zawodnika, który był dalej od piłki i wstawia nogę poprzecznie w stosunku do kierunku poruszania się rywala. Proszę zobaczyć załączone ujęcie z kamery ustawionej na szesnastym metrze; to obrońca podbiega do piłki, porusza się swoim torem i chce zagrać piłkę, a napastnik robi daleki wypad lewą nogą, którą wstawia pomiędzy poruszającą się naturalnie stopę rywala a piłkę. Zawodnik w białej koszulce ani nie próbuje zagrać piłki (proszę zobaczyć na ostatnią klatkę filmu, noga napastnika wyraźnie idzie w stronę nóg rywala, a nie piłki), ani jej osłonić (w takim przypadku musiałby zdążyć wyraźnie wejść ciałem przed przeciwnika, nie można bowiem "osłaniać" piłki, której się nie ma pod kontrolą - napisał na portalu X Listkiewicz. 

Zobacz też: Łukasz Tomczyk w Odrze Opole? Media: Był na rozmowach

To nie wszystko. Listkiewicz odniósł się też do innych wpisów kibica 

Tomasz Listkiewicz nie zawiódł fanów ŁKS-u dokładną analizą sytuacji. Komentujący na portalu X kibic przekonywał, że w podobnych sytuacjach zespoły mogły liczyć na jedenastki. Oto jak do sprawy odniósł się arbiter.

- Nie wypada mi i nie powinienem oceniać innych sytuacji (nawet wypowiadając się o tej z wczoraj, naginam chyba nieco zasady, ale uznałem, że kibice - słusznie! - narzekają na zbyt małą otwartość środowiska sędziowskiego, zbyt mało komunikacji z naszej strony, warto zatem spróbować wyjść z otwartą przyłbicą), ale sytuacja z poprzedniej rundy, o której wspomina pan w kolejnych wpisach, różni się (przynajmniej z załączonego ujęcia) tym, że obaj zawodnicy próbują zagrać piłkę, jednemu się to udaje, a drugi kopie go w nogę - kontynuował swój wpis Listkiewicz. 

- Wracając do "naszej" sytuacji; w czasie zimowych szkoleń pokazywaliśmy tego typu sytuacje piłkarzom i tłumaczyliśmy, jaka metodologia oceny nas obowiązuje. Mieliśmy w tej rundzie już zdarzenia z tej "szufladki" (chociażby odwołany karny dla Widzewa w meczu z GKS-em), zawsze rozmawiamy z zawodnikami, oni znają obowiązujące zasady rozstrzygania takich starć. Nie wszystkim (w tym nie wszystkim sędziom) to się oczywiście podoba, ale kryteria są znane wszystkim uczestnikom rozgrywek i stosowane w stosunku do wszystkich, a to jest najważniejsze - zakończył polski sędzia. 

ŁKS Łódź musi skupić się na dalszej walce o baraże. W ostatnich dwóch meczach podopieczni trenera Szoki zagrają z Puszczą Niepołomice i Górnikiem Łęczna. 

Więcej o: