W czwartek 7 maja na boiskach I Ligi odrabiane były zaległości z 28. kolejki. ŁKS Łódź podejmował Pogoń Grodzisk Mazowiecki, a kibice mogli być pewni, że emocji nie zabraknie, gdyż obie drużyny wciąż liczą się w walce o awans do baraży o Ekstraklasę. Faworytami byli będący w dobrej dyspozycji gospodarze, którzy przed pięcioma dniami ograli Pogoń Siedlce 4:0. Goście z kolei po świetnej jesieni prezentują się dużo gorzej na wiosnę, a na wygraną czekają od 14 marca.
Już w 9. minucie na prowadzenie wyszli Łodzianie. Fenomenalne dośrodkowanie Kacpra Terleckiego z prawej strony wykorzystał Fabian Piasecki, który uderzeniem głową skierował piłkę do siatki. Było to już 12 trafienie 31-letniego napastnika w tym sezonie.
Show skradło jednak trafienie Oliwiera Olewińskiego. 20-latek w 27. minucie otrzymał piłkę od Mateusza Szczepaniaka i z odległości 24 metrów podkręcił ją w kierunku dalszego słupka bramki. Futbolówka zaskoczyła bezradnego Łukasza Bombę i zatrzepotała w siatce, lądując niemal w samym okienku.
W Łodzi oglądaliśmy naprawdę dobre spotkanie, lecz żadna ze stron do przerwy nie była w stanie wyjść na prowadzenie. Szczególnie blisko byli goście, jednak uderzenie Kacpra Łosia z ostrego kąta minęło bramkę ŁKS-u. Do przerwy na tablicy wyników widniał remis 1:1.
Druga odsłona zaczęła się od doskonałego przerzutu w wykonaniu Kokiego Hinokio. Japończyk dostrzegł wbiegającego na lewym skrzydle Piaseckiego, który podholował piłkę do pola karnego, minął rywala i oddał strzał, lecz na posterunku był Paweł Kieszek.
ŁKS przeważał, a gol na 2:1 dla podopiecznych Grzegorza Szoki wisiał w powietrzu. Bramka Kieszka była ostrzeliwana raz po raz, ale nie tylko golkiper Pogoni utrzymywał remisowy wynik - swoje w tym temacie robili także defensorzy ekipy z Grodziska Mazowieckiego.
Łodzianie w końcu dopięli swego w 65. minucie gry. Wprawdzie pierwsze uderzenie Andreu Arasy z powietrza wybronił Kieszek, ale na dobitkę Piaseckiego, który zdążył jeszcze sobie poprawić piłkę, nie mógł już nic poradzić. Dublet napastnika gospodarzy i 13. trafienie w sezonie stały się faktem.
Goście starali się odpowiedzieć akcją Stanisława Gieroby, który wystawił futbolówkę do Igora Korczakowskiego, jednak jego uderzenie minęło bramkę Bomby w bezpiecznej odległości. Z drugiej strony z kolei pachniało bramką na 3:1, gdy po uderzeniu Lewandowskiego piłka odbiła się od nogi Łosia i mogła wpaść za kołnierz golkipera ŁKS-u. Skończyło się jednak na trafieniu w poprzeczkę.
Po rzucie rożnym za to nie było już wątpliwości - Łodzianie wbili trzeciego gola. Genialny ruch przed szesnastką wykonał Hinokio, mijając rywala poprzez zamarkowanie strzału. Japończyk uderzył po ziemi, piłka zaliczyła jeszcze rykoszet od obrońcy i wpadła w boczną siatkę bramki Kieszka.
W końcówce spotkania faul w polu karnym popełnił Mateusz Kupczak, a sędzia Marcin Szczerbowicz bez chwili zawahania wskazał na "wapno". Z tym, że uraz złapał bramkarz ŁKS-u, ale po opatrzeniu przez medyków był gotów stanąć między słupkami w pojedynku z Karolem Noiszewskim. Piłkarz Pogoni uderzył mocno i pewnie w swój lewy narożnik i choć Bomba wyczuł jego intencje, to nie zdołał obronić. W końcówce spotkania jednak nie udało się gościom doprowadzić do wyrównania.
Dzięki wygranej ŁKS utrzymał 5. miejsce w ligowej tabeli, a ponadto zbliżył się na jeden punkt do Chrobrego Głogów. Pogoń z kolei zajmuje 11. lokatę z dorobkiem 43 oczek i ma coraz mniejsze szanse na to, by zameldować się w barażach o awans do Ekstraklasy.
Tabela I Ligi [stan na: 7 maja 2026]
Zobacz też: PZPN zdecydował: walkower! To może kosztować utrzymanie w lidze