Piątkowy triumf Śląska Wrocław postawił sprawę jasno dla Wieczystej. Jeśli Krakowianie chcą jeszcze zachować realne szanse na awans bezpośredni, zwycięstwo z Pogonią Grodzisk Mazowiecki było przymusem. Porażka sprawiłaby, że Wieczysta traciłaby 7 pkt do Wrocławian na trzy kolejki przed końcem, czyli jej szanse byłyby minimalne. Gospodarze z kolei zdobyli tylko 1 pkt w czterech ostatnich meczach i wypadli poza strefę barażów o Ekstraklasę. Potrzebowali wygranej, by mieć szansę do niej wrócić.
Mimo usilnych starań Wieczystej o gole już w pierwszej połowie (17 strzałów!) , na to, co najważniejsze, musieliśmy poczekać do drugiej. I to w wykonaniu gospodarzy. Konkretnie Mateusz Szczepaniak, który w 49. minucie znalazł sobie miejsce niemal na linii 16. metra i przymierzył idealnie przy prawym słupku. Chyba zmotywowało to Wieczystą, by w końcu trafić do siatki, a nie we wszystko wokół i przed nią. W 69. minucie Maciej Gajos z najbliższej odległości dobił strzał wybroniony przez Pawła Kieszka. Krakowianie jak się rozpędzili, to dwie minuty później Stefan Feiertag głową zamienił dośrodkowanie Rafała Pietrzaka na gola!
Gospodarze rozlecieli się jak domek z kart. W 76. minucie Paweł Kieszek nie poradził sobie z kozłem, jaki piłka wykonała po strzale Lucasa Piazona i tak oto zrobiło się 3:1. Wieczysta dobiła jeszcze rywala drugim golem Gajosa, przypieczętowując zwycięstwo. Krakowianie odwrócili losy meczu i sprawili, że do drugiego w tabeli Śląska Wrocław tracą 4 pkt na 3 kolejki przed końcem sezonu. Innymi słowy, wszystko jest jeszcze możliwe.
Piątkowe porażki Górnika Łęczna i Znicza Pruszków otworzyły wielką szansę przed Stalą Mielec. Wygrana w Legnicy zwiększyłaby ich przewagę nad strefą spadkową do pięciu punktów. Szansa na to nie była na papierze wcale taka mała. Wszak Miedź wygrała tylko jeden z ostatnich sześciu meczów, przez co narobiła sobie kłopotów w walce o baraże. W pierwszej połowie to bardziej Stal wyglądała jak zespół, któremu potrzebne są punkty. Jednak ich dorobek bramkowy do przerwy był identyczny, jak u Miedzi. Czyli zerowy. To głównie wina napastników. Kristian Fucak miał mnóstwo miejsca i idealną pozycję do strzału w polu karnym, a mimo to przestrzelił. Za to Daniel Stanclik przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Stali.
Jak się kończy akcję, pokazał w 70. minucie Asier Cordoba. Mielczanie pomogli, bo piłka by do niego w polu karnym nie trafiła, gdyby nie nieudane wybicie głową jednego z obrońców. Hiszpan skorzystał i wolejem nie dał szans Maciejowi Gostomskiemu! Miedź w drugiej części spotkania wyglądała lepiej, za co została nagrodzona. Golem, a jak się później okazało zwycięstwem też. Gospodarze dowieźli wynik i wskoczyli na 7. miejsce w tabeli. Stal mogła odskoczyć strefie spadkowej, lecz zmarnowała szansę. Nadal ma tylko 2 pkt przewagi, więc w walce o utrzymanie wciąż jest bardzo gorąco.
Dla Pogoni Siedlce sprawa przed starciem z ŁKS-em była jasna. Minimum jeden punkt gwarantował im utrzymanie. Nawet i bez tego już mieli to praktycznie w kieszeni, bo Górnik Łęczna mógłby ich wyprzedzić już tylko bilansem bramkowym. Siedlczanie zaś przed tym meczem mieli -1, a Łęcznianie po wczoraj aż -18. ŁKS? Oni potrzebowali każdego punkciku w walce o grę w barażach, jako że od 4. do 11. miejsca jest niezwykle ciasno (tylko 7 pkt różnicy).
ŁKS szybko wziął się do pracy, choć w sumie to tylko połowicznie. Akcję z 6. minuty w rzeczy samej przeprowadzili Łodzianie, ale wykończenie zapewniła pechowa interwencja Damiana Jakubika i jego gol samobójczy (próbował wybić dośrodkowanie, skończyło się trafieniem do własnej bramki). Może to nawet i lepiej, że rywal ich wyręczył. Bo jak w 22. minucie dostali rzut karny za zagranie ręką Krystiana Misia, to Artur Craciun koszmarnie przestrzelił z jedenastego metra. Jednak jak w 44. minucie obrońcy gości zostawili Fabiana Piaseckiego zupełnie samego w polu karnym, to ten musiałby się skompromitować, by zmarnować okazję i nie trafić głową do siatki.
ŁKS litości nie miał i krótko po przerwie Mateusz Wysokiński zaskoczył gości płaskim strzałem z rzutu wolnego z ok. 20. metra. Za to w 52. minucie Siedlczan już kompletnie pognębił Andreu Arasa, korzystając z sytuacji sam na sam z golkiperem. Dopiero przy 4:0 ŁKS się nasycił i już więcej nie terroryzował gości. Łodzianie pewnie wygrali i co najmniej tymczasowo wskoczyli na 5. miejsce w tabeli. Siedlczanie za to aż tak się tą porażką przejmować nie muszą, bo jak już wspomnieliśmy, z ligi na 99,9 proc. nie spadną.