Jako pierwsi na murawie zameldowali się piłkarze Puszczy Niepołomice i Znicza Pruszków. Spadkowicz z Ekstraklasy notuje bardzo dobrą rundę wiosenną i ewentualne zwycięstwo mogło im dać miejsce barażowe. Z kolei ich rywale walczą, by utrzymać się w pierwszej lidze.
To spotkanie rozstrzygnęło się dopiero w drugiej połowie, choć w końcówce pierwszej części gry Puszcza strzeliła gola na 1:0, ale to trafienie nie zostało uznane z powodu spalonego. Pierwszego prawidłowego gola obejrzeliśmy dopiero w 58. minucie. Autorem tego trafienia był Adrian Piekarski, który zdecydował się na strzał z dystansu. Futbolówka odbiła się od jednego z defensorów Znicza Pruszków i wpadła do siatki. "Z każdą kolejną minutą Znicz grał coraz bardziej chaotycznie, łatwo tracąc piłkę. Ostatecznie jednak nic już się nie zmieniło i gospodarze wygrali to spotkanie tylko 1:0" - opisywał na łamach Sport.pl Bartosz Królikowski.
Zobacz też: Legii się oberwało. "To niedobrze świadczy"
W drugim spotkaniu spotkali się wicelider i trzecia drużyna od końca. Faworytem tego spotkania był Śląsk Wrocław, co zaczął udowadniać od samego początku. Pierwszego gola Wrocławianie zdobyli w 32. minucie. Rzut karny na gola zamienił Przemysław Banaszak. W doliczonym czasie pierwszej części gry Krzysztof Kurowski podwyższył prowadzenie.
W drugiej połowie zaczął się pogrom Górnika Łęczna. Yehor Matsenko był autorem trzeciego trafienia w 49. minucie. Trzy minuty później samobójczą bramkę zdobył Łukasz Budziłek. Ostatecznie Śląsk Wrocław to spotkanie 4:0 i zbliżył się do pierwszej Wisły Kraków na dwa "oczka". Biała Gwiazda rozegra swoje spotkanie w niedzielę, 3 maja. Ich rywalem będzie Stal Rzeszów.