Zarówno dla Górnika Łęczna, jak i dla Śląska Wrocław ten mecz był niezwykle ważny, choć z zupełnie różnych powodów. Łęcznianie nadal walczą o utrzymanie. Przed tą kolejką tracili dwa punkty do okupującej bezpieczne 15. miejsce Stali Mielec. Każde spotkanie było więc dla nich jak o życie i choć nie byli faworytem, musieli zawalczyć ze Śląskiem o pełną pulę. Wrocławianie z kolei przystąpili do tego spotkania z przewagą 4 pkt nad trzecią Wieczystą Kraków. Zwycięstwo byłoby wielkim krokiem w kierunku bezpośredniego awansu do Ekstraklasy. Jednak porażka mogłaby sprawić, że zamiast widzieć Wieczystą "w lusterku", poczuliby jej oddech na plecach.
Początek dość niespodziewanie należał do gospodarzy. Górnik przycisnął Śląsk, który postanowił się przyczaić i polować na kontry. Mało brakowało, a takie podejście by im się nie opłaciło, bo w poprzeczkę trafił Branislav Spacil, przy czym i tak był na spalonym. Natomiast gdyby w 19. minucie po złym wybiciu Michała Szromnika strzał Kamila Orlika nie został zablokowany przez Jehora Matsenkę, bramkarz Śląska słono zapłaciłby za swój błąd.
Los nie miał za to litości dla Bartosza Biedrzyckiego. Obrońca Górnika bardzo głupio zagrał ręką w polu karnym, a w dodatku tak ewidentnie, że sędzia nie mógł podjąć innej decyzji, jak podyktowanie jedenastki dla gości. W 33. minucie Przemysław Banaszak posłał piłkę w lewy, dolny róg bramki, myląc kompletnie Łukasza Budziłka! Śląsk dostał prezent, przyjął go z wdzięcznością i wyszedł na prowadzenie. Zaś jeszcze przed przerwą je powiększył. W drugiej minucie doliczonego czasu fantastyczny popis dał Krzysztof Kurowski. Młody wahadłowy Śląska zwodami położył na murawę dwóch zawodników Górnika, po czym ze skraju pola karnego uderzył płasko i nie do obrony dla bramkarza. To był naprawdę wspaniały gol!
Biorąc pod uwagę przebieg meczu, czyli Górnik, który zgasł po dwudziestu minutach, Śląsk już przy 2:0 miał raczej święty spokój. Jednak dla pewności krótko po rozpoczęciu drugiej połowy jeszcze poprawili i to dwa razy. W 49. minucie Łukasz Budziłek obronił uderzenie Banaszaka, jednak w polu karnym niespodziewanie znalazł się Jehor Matsenko i dobił piłkę z bliska prosto do siatki. Jednak dwie minuty później bramkarz Górnika mógł winić wyłącznie siebie. Owszem, miał pecha, że piłka po strzale Mokrzyckiego z rzutu wolnego odbiła się od słupka, a potem od jego nogi i wpadła do siatki. Jednak gdyby golkiper prawidłowo zbił tę futbolówkę na rzut rożny, a nie dał się zaskoczyć kozłem, tego gola by nie było.
Jeżeli jeszcze przy 0:2 gospodarze mieli jakąś nadzieję na odwrócenie losów meczu, Śląsk wybił im to z głowy bardzo szybko i brutalnie. Wymiar kary dla Górnika mógł zmniejszyć jeszcze Patryk Paryzek, lecz w dobrej sytuacji głową strzelił nad poprzeczką. Wrocławianie zaś przez ostatnie pół godziny tego spotkania nic ciekawego nie skonstruował (nie żeby jeszcze cokolwiek musieli poza spokojnym dowiezieniem wyniku).
Wynik już się nie zmienił, a Śląsk wygrał w bardzo dominującym stylu. To ich dziesiąty mecz z rzędu bez porażki, a ósmy wygrany (walkower z Wisłą Kraków to jakby nie patrzeć zwycięstwo). Wrocławianie mają obecnie 7 punktów przewagi nad Wieczystą Kraków. Oczywiście ta zagra jeszcze w tej kolejce (w sobotę 2 maja o 19:30 na wyjeździe z Pogonią Grodzisk Mazowiecki), podobnie jak tracący 9 pkt Chrobry Głogów (3 maja, 17:00 u siebie z GKS-em Tychy).