Wiślacy byli uznawani za wielkiego faworyta konfrontacji z Łęczną. Goście jednak pod wodzą Jurija Szatałowa spisują się znacznie lepiej niż na początku sezonu. I to oni jako pierwsi zdobyli gola przy Reymonta w Krakowie.
Mimo tego, że lider I ligi podejmował drużynę ze strefy spadkowej, mecz między tymi drużynami nie był jednostronny i, przede wszystkim w 1. połowie, przyniósł sporo emocji. We wrześniu w Łęcznej padł wynik 2:1 dla "Białej Gwiazdy".
- Górnik Łęczna będzie liczył na stałe fragmenty gry, będzie agresywny, nieustępliwy. To są takie informacje, które są ogólnie znane i my jesteśmy na to przygotowani - powiedział przed meczem trener Mariusz Jop, cytowany przez stronę Wisły.
Gospodarze od początku próbowali zdominować rywala. Atakowali często i już w 2. minucie Wisła mogła wyjść na prowadzenie, ale sytuacyjny strzał Wiktora Biedrzyckiego, po rykoszecie, minimalnie minął słupek.
Niespodziewanie w 11. minucie to goście otworzyli wynik spotkania. Najpierw jednak tuż zza pola karnego próbował Kacper Duda. Chwilę później goście przeprowadzili kontrę, Jakub Myszor znalazł w polu karnym Branislava Spacila, a Słowak - ku biernej postawie Wiślaków - pewnie pokonał Patryka Letkiewicza.
Górnik Łęczna długo nie cieszył się z prowadzenia. W 19. minucie kapitalnym strzałem z około 30 metrów popisał się Frederico Duarte. To było uderzenie z półki: "stadiony świata":
Lider I ligi odzyskiwał kontrolę nad meczem i w 27. minucie mógł podwyższyć wynik. Poważnej straty we własnym polu karnym Mateusza Hołowni nie wykorzystał jednak Angel Rodado. Zaledwie 120 sekund później gracze z Łęcznej drugi raz uciszyli stadion "Białej Gwiazdy". Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę głową przedłużył Luka Gucek, a akcję zakończył Hołownia. Kolejny szok w Krakowie stał się faktem.
Pod koniec bardzo dobrej pierwszej części byliśmy świadkami czwartego i piątego gola. W 37. minucie błąd popełnił bramkarz Łukasz Budziłek, który nie opanował piłki po strzale Marko Bozicia. 2:2. Jeszcze przed przerwą Wisła zdołała pierwszy raz w tym spotkaniu wyjść na prowadzenie. Zza pola karnego przymierzył Julius Ertlthaler, a futbolówka po drodze jeszcze odbiła się od nogi jednego z obrońców. Co za mecz w Krakowie.
Chwilę po wznowieniu gry Budziłka "centrostrzałem" próbował zaskoczyć Duarte. Gospodarze chcieli szybko zdobyć kolejną bramkę i od pierwszych minut drugiej części meczu tłamsili Górnika, sprowadzając rywali do głębokiej obrony. Obie drużyny (z przewagą Wisły) podejmowały kolejne próby strzałów z dystansu, ale za każdym razem były one bardzo niecelne.
Druga połowa była znacznie gorsza niż pierwsze 45 minut. Górnik nie miał wielu pomysłów ofensywnych, a Wisła nie realizowała golem swoich. - Bardzo mocno rwany jest ten fragment meczu - podsumował komentator TVP Sport, Mateusz Borek.
W doliczonym czasie gry "zakotłowało się" pod bramką gospodarzy, ale strzał Fryderyka Janaszka minął słupek
Pod koniec spotkania z boiska musiał zejść Rodado. Lider Krakowian i najlepszy strzelec I ligi wcześniej narzekał na ból barku.