Przyjście Łukasza Piszczka do GKS-u Tychy budziło duże zainteresowanie. Panowała ogromna ciekawość, jak były reprezentant Polski poradzi sobie ze swoim pierwszym trenerskim wyzwaniem na poziomie wyższym niż III liga. Wszak bycia asystentem nawet w Borussii Dortmund nie da się porównać z pracą jako pierwszy szkoleniowiec. Niestety dla 40-latka ta przygoda bardzo szybko zmieniła się w absolutny koszmar.
Niespełna cztery miesiące po zatrudnieniu Piszczek odszedł z GKS-u z dorobkiem sześciu porażek, dwóch remisów i ani jednej wygranej. Obejmował zespół w dołku i absolutnie go z niego nie wyciągnął, a wręcz pogłębił kryzys, bo Tyszanie są na ostatnim miejscu w tabeli. Nie brakuje doniesień, że szefowie GKS-u byli nawet gotowi dać mu jeszcze szanse, nawet po upokarzającej porażce 0:4 ze Stalą Mielec. Jednak on sam miał mieć dość. Oczywiście zespół ze Śląska musi teraz szybko znaleźć następcę, jeśli chce jeszcze się ratować. Paweł Gołaszewski z "Tygodnika Piłka Nożna" poinformował, kogo GKS ma na oku.
Tym kandydatem jest Rene Poms. To austriacki trener, którego pamiętać mogą kibice Lecha Poznań. W latach 2016-2018 był asystentem Nenada Bjelicy. Po odejściu z Lecha współpracował z Bjelicą także w chorwackim NK Osijek, po czym poszedł "na swoje". Był pierwszym szkoleniowcem drugoligowego austriackiego DSV Leoben (20 spotkań, 1,85 pkt na mecz), greckiego drugoligowca PAS Giannina (8 spotkań, 2 pkt na mecz), a jego ostatnim pracodawcą był Grazer AK. Poms prowadził ich w sezonie, w którym byli beniaminkiem austriackiej Bundesligi. Nie wyszlo to jednak za dobrze, bo w dwunastu meczach pod jego wodzą zgromadzili tylko 12 punktów. Od zwolnienia w marcu zeszłego roku nie znalazł nowego pracodawcy.
Według Gołaszewskiego temat jest już zaawansowany. GKS nie ma czasu do stracenia, bo po porażce ze Stalą do bezpiecznej pozycji tracą aż sześć punktów. Do końca sezonu zostało dziesięć kolejek. Następny mecz GKS rozegra w niedzielę 15 marca o 14:30. Tyszanie zagrają wówczas u siebie ze Śląskiem Wrocław.