To przejdzie do historii polskiej piłki. Kuriozalne sceny we Wrocławiu

Wszystko wskazywało na to, że zaplanowany na dzisiaj mecz I ligi Śląsk Wrocław - Wisła Kraków zakończy się cyrkiem, o którym będzie głośno na całym świecie. Śląsk Wrocław zachowywał się tak, jakby nic się nie stało i normalnie przygotowywał się do meczu. Wisła Kraków zapowiedziała, że skoro jej kibice nie wejdą na stadion, to drużyna nawet nie pojedzie do Wrocławia. Kulminacja nastąpiła o 17:30 - czyli o godzinie rozpoczęcia spotkania.
Tomasz Kwiatkowski
Screenshot TVP Sport

PZPN oszalał ze wściekłości i w sumie trudno się dziwić federacji. Cała sytuacja kompromituje przede wszystkim związek, pod którego okiem wszystko się dzieje. Śląsk Wrocław nie wpuszcza kibiców Wisły, bo tak żądają kibole (przyznał to nawet sam prezes PZPN Cezary Kulesza!). Wisła w ramach protestów postanowiła więc nie przyjechać na mecz - nawet jeśli ma to oznaczać walkower. "Nie ulegnę presji ani szantażowi polegającemu na niestawieniu się na spotkaniu. Nie będę też tolerował nieuzasadnionej odmowy przyjęcia zorganizowanej grupy kibiców gości" - pisał Kulesza w mediach społecznościowych.

Zobacz wideo Iran zapłaci za wycofanie się z mundialu. Ekspert tłumaczy

Cyrk we Wrocławiu. Takiej żenady jeszcze nie było 

Mecz Śląska z Wisłą Kraków miał być hitem pierwszej ligi. W końcu to starcie lidera z drużyną, która wciąż liczy na awans do Ekstraklasy. Tylko że szybko stało się jasne, że to spotkanie się nie wydarzy. W dzień meczowy byliśmy przede wszystkim świadkami doskonałej gry aktorskiej ze strony Śląska Wrocław.

Gospodarze udawali, że mecz się odbędzie. W mediach społecznościowych pojawiły się obrazki z szatni Wisły Kraków - przygotowanej normalnie, tak jakby Krakowianie normalnie mieli przyjechać na to spotkanie.

"Drużyna Śląska gotowa na dzisiejszy mecz" - ogłosił profil Śląska w mediach społecznościowych, gdzie pojawił się skład gospodarzy na to spotkanie. Sami piłkarze też brali udział w teatrze, normalnie przygotowując się do startu spotkania. Na stadionie nie brakowało też kibiców gospodarzy.

Ekspert TVP Sport Kazimierz Węgrzyn w przedmeczowym studiu stwierdził, że prezes Śląska jest zakładnikiem kibiców. - Jeżeli to się nie zmieni, jeżeli kibice dalej będą rządzić klubami, to będzie źle, tego rozwoju nie będzie - grzmiał.

- To pierwszy raz, gdy przeżywam coś takiego. To coś zupełnie nowego. Tydzień temu trenowaliśmy normalnie, ta informacja o nieprzyjechaniu Wisły przyszła w ostatnim dniu. Plotki to coś zupełnie innego. Przygotowywaliśmy się normalnie. Dzisiaj też to wygląda tak, jakby mecz miał się odbyć, pozostajemy profesjonalni - mówił przed meczem trener Śląska Ante Simundza. - Nie ma żadnego powodu, żeby grać ten mecz w innym terminie - dodawał.

- W piłce nożnej chodzi o kibiców. Bezpieczeństwo kibiców też jest ważne, muszą cieszyć się meczem i to nieważne w jaki sposób. To jest główna rzecz jaka dla mnie jest ważna - mówił, pytany przez dziennikarza TVP o to, czy kibole powinni decydować, kto ogląda mecze na stadionach w Polsce.

O 17:28 piłkarze Śląska i sędziowie wyszli na mecz. Zobaczyliśmy wszystkie zwyczajowe sceny - w tym życzenie powodzenia piłkarzom. Potem zaczęło się oczekiwanie. O 17:30 arbiter Tomasz Kwiatkowski zagwizdał po raz pierwszy. Od tej pory piłkarze Wisły mieli kwadrans, żeby dotrzeć na mecz.

Po 10 minutach sędzia Kwiatkowski zagwizdał po raz drugi. Zostało 5 minut do zakończenia spotkania.

O 17:46 arbiter zagwizdał po raz ostatni. Mecz został odwołany. Kibice mogli zostać na stadionie, żeby obejrzeć pokazowy mecz dzieci. Piłkarze podeszli do ultrasów Śląska, z którymi świętowali "zwycięstwo".

"- Panowie, na zero z tyłu dzisiaj w końcu - szyderczo padło z trybuny B. Chwilę później: - Dziękujemy Śląsku. Nigdy nie byłem na tak absurdalnym wydarzeniu na tym stadionie" - pisał dziennikarz Sport.pl Filip Macuda, który był obecny na tym "meczu".

- Jedyną kontrowersją jest to, że ten mecz się nie odbywa i oczywiście wszyscy tego żałujemy. Musieliśmy zachować wszystkie procedury, bo gospodarz był gotowy, żeby ten mecz się odbył. Zgodnie z procedurą użyliśmy trzech gwizdków. Jeden na rozpoczęcie meczu, po 10 minutach jako sygnał, że minęło 10 minut i po 15 minutach gwizdek kończący mecz, czyli kończący ten czas oczekiwania na potencjalne przybycie drużyny gości - powiedział sędzia Kwiatkowski w rozmowie z TVP Sport.

- Niecodzienna sytuacja. Tylko tyle mogę powiedzieć. Która zdarzała się pewnie parędziesiąt lat temu w mojej karierze, ale w ostatnich latach takiej sytuacji nie miałem i raczej nie będę tego wspominał pozytywnie - dodał.

- Ciężko coś mądrego powiedzieć. Miało być fajne święto piłki nożnej. Wyszło jak wyszło. Nie wiem co tutaj dodać. Niespotykana dla mnie sytuacja. Mam nadzieję, że więcej się nie powtórzy - mówił w rozmowie z TVP Sport kapitan Śląska Wrocław Piotr Samiec-Talar.

Obecnie wszystko wskazuje na to, że PZPN ukarze obie drużyny walkowerem za to spotkanie. Wygląda jednak na to, że zdecydowanie surowsze konsekwencje czekają Wrocławian - włącznie z karami finansowymi. Maksymalna może wynieść nawet 5 milionów złotych.

Więcej o: