Śląsk Wrocław w sobotę 7 marca zmierzy się na własnym stadionie z Wisłą Kraków. Spotkanie już zaczęło wzbudzać skrajne emocje. Pomiędzy oboma klubami w ostatnim czasie istniało sporo napięć. Prezes Wisły Jarosław Królewski wielokrotnie atakował Śląsk z powodu dotacji, jakie ten otrzymuje z miejskiej kasy. Z kolei Śląsk odmówił prawa wstępu na mecz zorganizowanej grupie kibiców Wisły. Decyzja jeszcze bardziej zaogniła sytuację.
W odwecie Wisła zapowiedziała, że złoży skargę do Komisji Europejskiej i prokuratury. Dlaczego więc Śląsk zdecydował się na taki ruch? O to pytany był jego prezes Remigiusz Jezierski. W rozmowie z TVP Sport tłumaczył się względami bezpieczeństwa. Podkreślał, że nawet policja uznała mecz za wydarzenie podwyższonego ryzyka. - Jako organizator imprezy masowej gro odpowiedzialności spada na nas, dlatego to my musimy ocenić sytuację i zgodnie z zasadą zachowania należytej staranności podjąć decyzję, dbając o bezpieczeństwo uczestników wydarzenia. Nie możemy poddać się presji medialnej czy osób trzecich, bo to klub bierze na siebie wspomnianą odpowiedzialność - wyjaśnił Jezierski.
Prezes Śląska powoływał się oczywiście na incydenty, jakie w przeszłości pojawiały się przy okazji wyjazdowych meczów Wisły Kraków. I choć ostatnio do takowych nie dochodziło, twierdził, że zagrożenie jest realne. - Jak wiemy, są też różne relacje między kibicami poszczególnych klubów, niektórzy żyją w przyjaźni lub bez szczególnej wrogości. W przypadku fanów Śląska i Wisły mamy skrajny antagonizm i ryzyko konfrontacji jest bardzo duże - powiedział wprost.
Dziennikarz Mateusz Miga zwrócił jednak uwagę, że w przeszłości były już sytuacje, w których kibice gości pojawiali się na meczach "podwyższonego ryzyka". Dopytywał zatem, czy klub nie obawia się wysokiej kary ze strony PZPN-u. - Kary pojawiłyby się prawdopodobnie przy wpuszczeniu kibiców gości, bo organizacja i bezpieczeństwo meczu byłoby bardziej zagrożone. (...) Oceniliśmy, że dla bezpieczeństwa uczestników imprezy masowej lepsze będzie, gdy na stadionie nie pojawi się zorganizowana grupa kibiców gości. Nie wiem, jaka będzie reakcja PZPN-u, ale wiem, że problem nie pojawił się przy okazji nadchodzącego meczu i nie zniknie po nim - stwierdził Jezierski.
W wywiadzie poruszono również wątek skargi, jaką do Komisji Europejskiej zamierza złożyć Jarosław Królewski. Chodzi o sprawę korzystania przez Śląsk ze środków publicznych. Jezierski podkreślał, że tego typu sytuacje to w Polsce i w Europie nic wyjątkowego, w związku z czym nie czuje zaniepokojenia. - Rzecz jasna dział prawny jest powiadomiony i zaznajomiony z sytuacją. (...) Pan prezes Wisły postawił nam pewne zarzuty. My funkcjonujemy w takich realiach, on w innych. Wyraził swoje niezadowolenie z tego tytułu i ma do tego prawo - uciął.