Zarówno James Rodriguez, jak i Mario Balotelli znajdują się obecnie na zakrętach swoich karier. Pierwszy z nich jeszcze sobie w ostatnich latach jakoś w miarę godnie radził. Jego ostatnim zespołem był meksykański Club Leon, w barwach którego 122-krotny reprezentant Kolumbii rozegrał 34 mecze w 2025 roku (5 goli, 9 asyst). Odkąd rozstał się z Meksykanami wraz z początkiem nowego roku, nie znalazł sobie jeszcze zatrudnienia.
Balotelli z kolei od kilku lat buja się po różnych klubach, niezbyt mocnych, bo FC Sion (Szwajcaria) czy Adana Demirspor (Turcja) na nikim wrażenia nie robią, a gdy ostatnio próbował odbudować się na poziomie Serie A, to skończyło się na rozegraniu 56 minut w Genoi przez niespełna rok. Gdy odszedł z niej latem, ponad 6 miesięcy nie miał klubu i dopiero w połowie stycznia podpisał kontrakt w Zjednoczonych Emiratach Arabskich z Al-Ittifaq. Jeszcze przed tym wydarzeniem chodziły pogłoski, że Balotelli proponowany był m.in. Wieczystej Kraków. Teraz informacje te potwierdził Sławomir Peszko. Wiceprezes ds. sportowych klubu z Małopolski w rozmowie z Kanałem Sportowym odniósł się do tego przy okazji pytania o Jamesa Rodrigueza, który miał być niedawno proponowany Cracovii.
- Nam też Jamesa proponowano. Wcześniej był Mario Balotelli, teraz James Rodriguez - potwierdził Peszko. Dlaczego zatem żaden z nich, mimo tak gwiazdorskiego CV, nie trafił pod Wawel? - Odchodzimy od płacenia 3 miliony euro za to, żeby ktoś przyszedł poleżeć na leżance, bo miał kiedyś fajne nazwisko. Takim tropem to i ja mógłbym jeszcze podpisać jako piłkarz, bo przecież ja też grałem na mistrzostwach świata - stwierdził były reprezentant Polski.
Wieczysta swego czasu podpisywała wiele bardzo doświadczonych zawodników. Jak na przykład Peszko, czy Jacek Góralski. Jednak takie metody sprawdzały się głównie w czasach, gdy Krakowianie przebijali się jeszcze przez II czy III ligę. Teraz chcą zawalczyć o awans do Ekstraklasy, a po jesieni zajmują 6. miejsce w I lidze. Ich ostatni transfer to 23-letni serbski środkowy obrońca Aleksandar Djermanović, za którego zapłacić mieli ponad pół miliona euro.