Śląsk Wrocław w zeszłym sezonie sensacyjnie spadł z Ekstraklasy, dlatego w obecnym liczył na szybki powrót. Okazuje się jednak, że nie będzie to takie proste. Na półmetku rozgrywek ekipa ze stolicy Dolnego Śląska zajmuje dopiero 7. miejsce w tabeli. Do tego co rusz zmaga się z przeróżnymi problemami. Dlatego też miasto postanowiło pomóc klubowi i wkrótce ma mu przekazać... 30 mln złotych z publicznej kasy.
W środę informacje w tej sprawie przekazał wrocławski dziennikarz Marcin Torz, o czym pisaliśmy na Sport.pl.Oburzenia tym faktem nie krył prezes Wisły Kraków, Jarosław Królewski. Nie on jedyny. Mocny tekst w tej sprawie opublikował portal igol.pl. Jak zauważył, dotowanie Śląska przez miasto to w ostatnich latach reguła. Problem w tym, że wszyscy na tym tracą. - Każdy kolejny milion z budżetu miasta to nie inwestycja, tylko dokładanie do pieca, w którym od lat spalane są publiczne pieniądze, ambicje kibiców i przyszłość klubu - czytamy. Suchej nitki na decyzji miejskich władz nie zostawili także internauci.
Pod postem Torza na portalu X rozpętała się gigantyczna burza. Nie dotyczyła ona jednak spodziewanych transferów, ale właśnie sposobu wydawania pieniędzy podatników. "30 milionów z publicznych pieniędzy. Grubo", "Nie ma innych potrzeb w mieście tylko 30 mln na klub piłkarski, patologia", "Śmiesznie będzie, jak przepalą te pieniądze i nie awansują", "Płacę podatki w tym mieście i nieszczególnie podoba mi się ten pomysł", "A jak Śląsk nie awansuje do Ekstraklasy, to odda te 30 milionów do kasy miejskiej, czy będzie potrzebował kolejnych pieniędzy z budżetu, żeby za rok wejść do Ekstraklasy?", "Po co sprzedawać klub prywatnemu podmiotowi, skoro istnieją podatki mieszkańców?" - mogliśmy przeczytać w komentarzach.
Pomysł wsparcia Śląska skrytykowali także dziennikarze i eksperci.
- Jeden właściciel klubu ryzykuje swoimi pieniędzmi. Potrzebuje sprzedawać piłkarzy, by zapewnić przychód na pokrycie kosztów. Drugi właściciel po prostu klika enter, a na konto klubu idą pieniądze, ale nikt z zatwierdzających przelew nie odczuje tego we własnym portfelu. Taka tam różnica. Chora, patologiczna rywalizacja. 30 mln zł. Jakieś ~7 mln euro. - skomentował Przemysław Langier z Interii.
- Nieprawdopodobna patologia. W polskiej piłce nigdy nie będzie normalnie, dopóki takie nowotwory będą funkcjonować. Przecież tu każdy prywatny właściciel może machnąć ręką przed potencjalną inwestycją w jakikolwiek klub, skoro widzi, że musi toczyć bój z tak chorym układem - podsumował Wojtek Kowalski.
- 30 mln euro [zł - red.]... tyle, co budżet roczny ostatniego klubu z Eredivisie w Holandii - zauważył Jan de Zeeuw.
- 30 milionów dotacji od miasta, która nic z normalnością nie ma wspólnego, żeby "Śląsk był normalnym klubem". Powinniśmy pójść drogą Rumunii i ustalić, że kluby będące własnością publiczną nie mają wstępu do Ekstraklasy. Wtedy problemy z prywatyzacją szybko by wyparowały - proponował Patryk Chyła z polskapiłka.pl.