Łęcznianie byli zdecydowanie najgorszą drużyną I ligi w dotychczasowym sezonie. Wygrali tylko jeden z dziewiętnastu meczów, a ich dorobek delikatnie ratuje osiem remisów. Bardzo delikatnie, bo łącznie 11 punktów to i tak ostatnie miejsce w tabeli ze stratą sześciu oczek do bezpiecznej pozycji. Nie pozbierali się po letnich osłabieniach. Klub opuścił m.in. duet napastników Damian Warchoł - Przemysław Banaszak (obaj trafili do Śląska Wrocław), odpowiedzialny za aż 29 z 50-ciu goli, jakie Górnik strzelił w zeszłym sezonie.
Zatrudnienie przed sezonem trenera Macieja Stolarczyka okazało się gigantyczną porażką (6 pkt w 12 meczach), a 35-letni Dawid Rusek nie poprawił znacząco wyników łęcznian (0,63 pkt na mecz). Stało się więc jasne, że główną misją na zimę będzie znalezienie kogoś, kto pozbiera zespół i będzie w stanie skutecznie walczyć o utrzymanie. Kibice Łęcznian musieli poczekać do 2026 roku, ale 2 stycznia w końcu się doczekali. Jednak wyboru klubu nikt nie mógł się spodziewać.
Do Górnika po ponad dekadzie wróci Jurij Szatałow. To z pochodzenia Rosjanin, który jednak przez całą trenerską (i sporą część piłkarskiej) karierę związany jest z Polską. W Ekstraklasie prowadził Polonię Bytom, Cracovię oraz właśnie Górnika. W tym klubie spędził niespełna trzy lata (2013-2016) i w sezonie 2013/14 wywalczył z nim awans do Ekstraklasy. Łącznie poprowadził klub z Lubelszczyzny w aż 106-ciu spotkaniach. W 2024 roku tamtejsi kibice wybrali go najlepszym trenerem 45-lecia.
Teraz Szatałow wraca, by ratować zespół przed spadkiem do II ligi. Mimo bogatej historii w Górniku, wybór 62-latka teraz to niemały szok. Po odejściu z klubu w 2016 roku prowadził tylko GKS Tychy przez niespełna dwanaście miesięcy, a od 2017 roku nie pracował już jako trener. Teraz podpisał kontrakt do końca czerwca 2027 roku z możliwością przedłużenia.