Sobotę z 1. Ligą zaczęliśmy od nie lada niespodzianki. Wisła Kraków przegrała pierwszy domowy mecz w bieżącym sezonie. Lepsza okazała się Polonia Warszawa, która zwyciężyła w stolicy Małopolski 2:1, odnosząc trzecie zwycięstwo z rzędu. Stworzyli jednocześnie szansę dla pozostałych zespołów z czołówki na podgonienie Wisły, która przed tą kolejką miała aż 10 punktów przewagi nad drugą Pogonią Grodzisk Mazowiecki.
W tej czołówce ostatnio nieco spadła Wieczysta Kraków. Beniaminek nie wygrał ostatnich pięciu ligowych spotkań. Najpierw pracę stracił trener Przemysław Cecherz, a zatrudniony w jego miejsce Gino Lettieri został wyrzucony po trzech meczach. I tak oto "u siebie" (czyli w Sosnowcu) przystępowali do meczu ze Stalą Rzeszów z dotychczasowym asystentem Rafałem Jędrszczykiem w roli pierwszego trenera. Niemniej o natychmiastowy efekt nowej miotły łatwo tu nie było.
Do przerwy najlepszą sytuację miał Stefan Feiertag, ale delikatne spóźnienie do piłki wymusiło u niego strzał piętką w polu karnym. Nie był on celny. Krakowianom brakowało skuteczności. Mieli za to sabotażystę. Lucas Piazon złapał w tym meczu dwie naprawdę głupie żółte kartki. W obu sytuacjach dał się wyprzedzić i faulował, przy próbie ratunku. Trener Jędrszczyk miał minę, jakby chciał go udusić, a inny członek sztabu wykonał tzw. "facepalma". Wieczysta musiała przez to od 50. minuty w osłabieniu.
Nie przeszkodziło im to w strzeleniu gola w 69. minucie, gdy idealne dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola głową zamienił Karol Fila. Wieczysta cieszyła się tym jednak niecałe 10 minut, bo już w 78. minucie do jej siatki w dużym zamieszaniu w polu karnym trafił Seif Darwish. To jednak nie był koniec. W 90. minucie Krystian Wachowiak przed polem karnym upokorzył wręcz dryblingiem Jacka Góralskiego i oddał idealny strzał, którym pokonał bramkarza. Dał tym samym Stali cenne zwycięstwo 2:1, które pozwala im na awans na 7. miejsce w tabeli. Oraz wyprzedzenie Wieczystej. Krakowianie nie wygrali szóstego meczu z rzędu i spadli na ósmą lokatę.
Jedynym rozpoczętym o 19:30 meczem, a były takowe trzy, w którym do przerwy zobaczyliśmy gola, było starcie ŁKS-u Łódź z Puszczą Niepołomice. Wydawało się, że łodzianie po ograniu w poprzedniej kolejce Śląska Wrocław (2:1) będą nakręceni, ale w 32. minucie kubeł zimnej wody wylał na nich Olaf Korczakowski. Skrzydłowy popędził lewą stroną, zszedł z piłką do środka w pole karne i oddał strzał, który odbił się rykoszetem od jednego z obrońców ŁKS-u, co kompletnie zmyliło Łukasza Jakubowskiego.
Korczakowski okazał się prawdziwym katem gospodarzy, bo drugi raz pokarał ich strzałem z lewej nogi w 73. minucie. Tym razem bez rykoszetowej pomocy od losu. Puszcza sensacyjnie ograła ŁKS i to ostatecznie 3:0, bo gospodarzy dobił jeszcze Kosei Iwao. Oddaliła się tym samym od strefy spadkowej na 6 punktów. Zaś łodzianie po wielkiej wygranej ze Śląskiem znów wrócili do podkładania sobie w tabeli świń. W taki sposób, to mogą nie dotrzeć nawet do baraży o awans (do 6. miejsca tracą obecnie 3 punkty).
Goli do przerwy, a jak się potem okazało wcale, nie zaznaliśmy w Mielcu, gdzie Stal grała z Pogonią Siedlce. Gospodarze potrzebowali trzech punktów, by wyciągnąć się ze strefy spadkowej. Goście mogli zaś wskoczyć nawet na 8. miejsce. Natomiast ani jedni, ani drudzy nie potrafili strzelić gola, by osiągnąć cel. Stal za to złapała już siódmą czerwoną kartkę w tym sezonie (a punktów mają 13) i na czerwono, czyli w strefie spadkowej, będą też po tej kolejce, jeśli GKS Tychy zapunktuje w niedzielę z Pogonią Grodzisk.