Jeszcze przed sezonem mecz Wisły Kraków z Polonią Warszawa jawiłby się jako hit 1. Ligi. Teraz poniekąd też tak jest, choć biorąc pod uwagę formę i pozycję w tabeli obu drużyn, spotkanie nie zapowiadało się na tak wyrównane. Głównie z uwagi na Polonię. Stołeczny klub jest bardzo nieregularny w bieżących rozgrywkach. Wygrali dwa ostatnie mecze, ale wcześniej mieli serię pięciu starć bez wygranej. Ich bilans, czyli 5-6-5 mówi jasno, że ten zespół w tym sezonie stać na wszystko, zarówno złego, jak i dobrego. Nigdy do końca nie wiadomo, jaka Polonia się wylosuje.
Wisła jest znacznie prostsza "w obsłudze". Krakowianie mieli w tym sezonie jeden moment we wrześniu i na początku października, gdy nie wygrali trzech z pięciu meczów. Za to wszystkie dwanaście pozostałych już jak najbardziej zwyciężyli i pewnie zmierzają w stronę awansu do Ekstraklasy na pierwszym miejscu w tabeli. Nie ulegało wątpliwości, że również tego spotkania byli murowanym faworytem.
Niemniej po pierwszej połowie krakowianom wcale nie było bliżej do zwycięstwa. Wpierw na prowadzenie wyszła Polonia. W 10. minucie bezpośrednio z rzutu wolnego trafił Robert Dadok. Uderzył co prawda zasadniczo niezbyt dobrze, ale mur złożony z zawodników Wisły zawiódł i rozstąpił się z niewiadomych powodów. Przez to właśnie uderzenie Dadoka z przeciętnego zmieniło się w "nie do obrony". Patryk Letkiewicz miał prawo być wściekły na kolegów z pola.
Jednak Polonia długo się tym prowadzeniem nie nacieszyła. Już w 16. minucie Wisła otrzymała rzut karny za faul bramkarza Mateusza Kuchty na Wiktorze Biedrzyckim. Do piłki podszedł Angel Rodado i uderzył bardzo precyzyjnie. Oraz nieco szczęśliwie, bo futbolówka uderzyła jeszcze w słupek, ale wciąż do siatki wpadła. Już trzy minuty później było 2:1 dla Wisły, ale tylko przez chwilę, bo Kacper Duda, który pokonał Kuchtę w sytuacji sam na sam był na spalonym w momencie podania. Ten ofsajd sprawił, iż do przerwy mieliśmy remis 1:1.
Jeśli ktoś spodziewał się, że w drugiej połowie Wisła szybko skoryguje liczne niedokładności w grze i wrzuci wyższy bieg, ten grubo się mylił. Krakowianom mocno brakowało precyzji w rozegraniu, a w dodatku Kuchta postanowił zrehabilitować się za sprokurowany rzut karny. W 54. minucie dwukrotnie na przestrzeni kilku sekund bronił strzały Angela Rodado z kilku metrów.
Mało konkretów oglądaliśmy na boisku, brakowało dobrych okazji na gola. Aż nadeszła 80. minuta. To właśnie wtedy kapitalnie poklepali Nikita Vasin i Dave Gnasse, kompletnie wyprowadzając w pole obronę Wisły, a ten drugi pewnym, płaskim strzałem pokonał Letkiewicza. Polonia wyszła na sensacyjne prowadzenie!
Wisła ruszyła jeszcze do odrabiania strat, ale chaos dominował dziś w ich grze nawet przy korzystniejszym wyniku. Co dopiero, jak zaczęło im się spieszyć. Najlepszą sytuację miał w doliczonym czasie Ervin Omić, ale w polu karnym uderzył bardzo niecelnie. Ich starania o wyrównanie spełzły na niczym i tym samym Krakowianie sensacyjnie przegrali drugi raz w tym sezonie, a pierwszy u siebie. Polonia wygrała trzeci mecz z rzędu, czym pokazała, że być może nadchodzą w końcu dla nich lepsze czasy w tym sezonie.