Ten sezon jest już czwartym, w którym Wisła Kraków próbuje wrócić do ekstraklasy po sensacyjnym spadku w 2022 r. Chociaż "Biała Gwiazda" co roku była murowanym faworytem do awansu, to tak mocna jak obecnie nie była ani razu. Wisła deklasuje rywala za rywalem i notuje najlepszy start sezonu w historii polskiego futbolu. - Jeśli Wisła nie awansuje w tym sezonie, to naprawdę nie wiem, kiedy by to mogło się wydarzyć - w rozmowie ze Sport.pl mówi Mateusz Miga, dziennikarz portalu sport.tvp.pl, autor książki "Wisła Kraków. Sen o potędze".
Komplet sześciu zwycięstw i efektowny bilans bramkowy 28:5 - takiego początku sezonu w I lidze w wykonaniu Wisły Kraków nikt nie mógł się spodziewać. W niedzielę drużyna Mariusza Jopa w efektownym stylu rozbiła 5:0 Śląsk Wrocław, czyli tegorocznego spadkowicza z ekstraklasy i zarazem jednego z faworytów do powrotu na najwyższy poziom.
Był to kolejny taki mecz Wisły w ciągu raptem kilku tygodni. Mecz, w którym drużyna Jopa przypominała ofensywny walec. W tym sezonie wiślacy zdobywają średnio ponad 4,5 bramki na spotkanie! Co więcej, jak na platformie X wyliczył Karol Michalak, Wisła zanotowała najlepszy start w historii polskiego futbolu na dwóch najwyższych poziomach rozgrywkowych!
- Wisła gra tak, że naprawdę nie ma się do czego przyczepić. W trakcie niedzielnego meczu niektórzy mówili nawet, że gra przypomina drużynę z najlepszych czasów Bogusława Cupiała. Oczywiście trzeba brać pod uwagę, że to tylko I liga i słabsi rywale, ale obecna gra drużyny Jopa nie może się nie podobać. Czy to w końcu sezon, w którym Wisła awansuje do ekstraklasy? Jeśli to nie będzie ten, to naprawdę nie wiem, kiedy by to mogło się wydarzyć - w rozmowie ze Sport.pl mówi Mateusz Miga, dziennikarz portalu sport.tvp.pl, autor książki "Wisła Kraków. Sen o potędze".
"Trudno znaleźć coś, do czego można się przyczepić"
4:0 ze Stalą Mielec, 5:0 z ŁKS Łódź, 4:3 z GKS Tychy, 3:2 z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, aż 7:0 ze Zniczem Pruszków i wspomniane 5:0 ze Śląskiem Wrocław. Wyniki Wisły muszą robić wrażenie, nawet jeśli to tylko mecze I ligi. Zresztą drużyna Jopa gra nie tylko skutecznie, ale też efektownie. Mecze Wisły dziś bez wątpienia są najatrakcyjniejszymi widowiskami piłkarskimi w Polsce.
Mimo że poziomu drużyny Jopa nie można porównać do czołowych drużyn ekstraklasy - Lecha, Rakowa, Jagiellonii czy Legii - to właśnie Wisła gra najprzyjemniej dla oka. Różnica między krakowianami a resztą stawki w I lidze - przynajmniej w tej chwili - jest potężna. Mówiąc wprost: w tym momencie Wisła wygląda na drużynę, która przerasta rozgrywki.
- Na ten moment bardzo trudno znaleźć coś, do czego można byłoby się przyczepić. Po meczu ze Śląskiem rozmawialiśmy o tym z trenerem Jopem, który zwrócił uwagę, że pod koniec spotkania Wiktor Biedrzycki popełnił niepotrzebny faul. To najlepiej świadczy o obecnej formie wiślaków - mówi nam Miga.
Chociaż I liga dopiero zaczęła nowy sezon, przewaga Wisły nad resztą stawki już jest wyraźna. Drużyna Jopa jest liderem tabeli z przewagą czterech punktów nad Wieczystą Kraków, która w poniedziałek tylko zremisowała z Górnikiem Łęczna 2:2. Następne w tabeli Pogoń Grodzisk Mazowiecki, GKS Tychy i Śląsk tracą do Wisły już siedem punktów, mimo że rozegrały o jeden mecz więcej.
- Chyba nikt nie spodziewał się takiego początku. Wiśle na pewno jest łatwiej niż rok temu, kiedy grała w kwalifikacjach Ligi Europy i Ligi Konferencji i miała problem z łączeniem gry w Europie z I ligą. Poza tym później doszło do zmiany trenera, co zawsze destabilizuje drużynę. W tym roku postawiono na ciągłość i to skutkuje w bardzo efektowny sposób - mówi Miga.
Jop nawiązuje do klubowych legend
Nie ma wątpliwości, że wyniki Wisły to w dużej mierze zasługa Jopa. 47-latek prowadzi drużynę od 24 września zeszłego roku. Jop przejmował Wisłę, gdy ta zajmowała dopiero 16. miejsce w tabeli, znajdując się w strefie spadkowej. Dla 27-krotnego byłego reprezentanta Polski było to drugie podejście do pracy przy ul. Reymonta. Pierwsza kadencja Jopa potrwała tylko trzy mecze w grudniu 2023 r. Były zawodnik Wisły był jej trenerem po zwolnieniu Radosława Sobolewskiego.
To, co łączy obie kadencje Jopa, to wybitne wyniki. Za pierwszym razem trener poprowadził drużynę do kompletu trzech zwycięstw. Drugą kadencję Jop zaczął od siedmiu zwycięstw w 12 ligowych meczach w 2024 r. W drugiej części sezonu Wisła poniosła tylko trzy porażki w 15 spotkaniach, dzięki czemu zajęła 4. miejsce w tabeli, awansowała do baraży, w których uchodziła za faworyta.
Awansu jednak nie było, bo wiślacy sensacyjnie przegrali u siebie półfinał z Miedzią Legnica (0:1). Po trzeciej nieudanej próbie powrotu do ekstraklasy nikt jednak nawet nie myślał o zwolnieniu Jopa. I słusznie, bo w drugiej kadencji jego średnia punktów na mecz to 2,08! Wśród trenerów, którzy prowadzili Wisłę w przynajmniej 30 spotkaniach, wyższą średnią mieli tylko legendarni Franciszek Smuda (2,34 pkt w pierwszej kadencji) oraz Henryk Kasperczak (2,25 pkt w pierwszej kadencji). W tym zakresie obecna Wisła jak najbardziej przypomina tę ze złotych czasów Cupiała.
- Jop to rozsądny i spokojny facet, który ma bardzo dobry wpływ na drużynę. Mimo katastrofy w barażach w poprzednim sezonie mógł być spokojny o posadę, bo Jarosław Królewski szybko zapowiedział, że nie zmieni trenera. Widać było, że Wisła pod wodzą Jopa robiła duże postępy. Poza tym trener pisze w klubie świetną historię. Jeszcze do niedawna jego nazwisko kojarzyło się przede wszystkim ze słynnym golem samobójczym w derbach w 2010 r., który dał mistrzostwo Polski Lechowi Poznań. Jak tak dalej pójdzie, to Jop będzie kojarzony głównie z doskonałej pracy w roli trenera, który awansuje z Wisłą do ekstraklasy - mówi Miga.
- Dobrze, że Jop został w Wiśle. Kolejna zmiana trenera na pewno nie pomogłaby drużynie. Zwłaszcza że latem znów dokonano wielu zmian w kadrze i dobrze, że tę rewolucję nadzorował Jop, który znał drużynę i jej potrzeby. Z nowym trenerem Wisła znów zaczęłaby od zera, a tak zachowała ciągłość i dziś ma tego efekty - dodaje.
Rodado ważniejszy od rewolucji kadrowej
A letnie zmiany w Wiśle znów były naprawdę duże. Z drużyny, która zagrała w barażu przeciwko Miedzi, odeszło aż sześciu piłkarzy. Poza tym poważne kontuzje leczą Bartosz Jaroch oraz Rafał Mikulec. W sumie latem z Wisły odeszło aż 10 zawodników. Z drugiej strony drużynę Jopa wzmocniło ośmiu piłkarzy, a dodatkowo kilku wróciło z wypożyczeń.
- Jop wydawał się spokojny, ale był mocno rozczarowany odejściem Łukasza Zwolińskiego. Trener nie mówił o tym oficjalnie, ale to było widać i można było go zrozumieć. Zwłaszcza że do transferu doszło już po okresie przygotowawczym, gdy drużyna nabierała już realnego kształtu, a przecież Zwoliński był jej ważną postacią - mówi Miga.
- Mimo wszystko Jop zachował spokój. Podobnie zachowuje się w kwestii wprowadzania nowych piłkarzy oraz młodych zawodników. Można powiedzieć, że pod tym drugim względem to całkowite przeciwieństwo Michała Probierza, który potrafi wpuścić młodego gracza na 45 minut i powiedzieć mu, że się nie sprawdził. Jop najpierw bierze takich zawodników do pierwszej drużyny, potem daje im oswoić się z szatnią i treningami, a dopiero gdy widzi, że są na to gotowi, daje im szansę gry. Idealnym przykładem takiego procesu jest 19-letni Maciej Kuziemka - dodaje.
Transferów do Wisły nie brakowało, ale najważniejsze w tym okienku było zatrzymanie Angela Rodado. 28-letni Hiszpan, który trafił do klubu latem 2022 r. to największa gwiazda nie tylko drużyny Jopa, ale też całej I ligi. W poprzednich trzech sezonach Rodado strzelił aż 66 goli, a jeszcze niedawno chciały go m.in. Lech czy Raków. Mimo to latem Hiszpan zdecydował się zostać w Wiśle, przedłużając kontrakt do 2030 r. Rodado zachwyca też w tym sezonie, w którym zdobył już 10 bramek.
- To przykład piłkarza, który zakochał się w tym klubie i wystarczy tylko chwilę z nim porozmawiać, żeby się o tym przekonać. Można też spojrzeć na jego grę, bo Rodado to nie tylko wybitny strzelec. Hiszpan bardzo angażuje się w defensywę, mobilizuje kolegów i mocno cieszy się z ich sukcesów. Rodado to nie tylko świetny piłkarz, ale też dobry duch Wisły. Bez niego nie byłoby obecnych wyników, bez niego Wisła byłaby zupełnie inną drużyną - mówi Miga.
Młodzi również imponują
Chociaż Wisła dokonała przede wszystkim zagranicznych transferów, to w drużynie Jopa nie brakuje miejsca dla młodych polskich piłkarzy. W niedzielę imponowali wspomniany przez Migę Kuziemka oraz 19-letni Jakub Krzyżanowski. Pierwszy to skrzydłowy, wychowanek KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, który do Wisły trafił w 2021 r. W tym sezonie Kuziemka strzelił gola i miał już pięć asyst. Trzy z nich miał w meczu z ŁKS Łódź. Krzyżanowski to zaś lewy obrońca, wychowanek Wisły, który poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w młodzieżowej drużynie Torino.
Ale to nie wszystko. Od dawna o sile Wisły stanowi 21-letni środkowy pomocnik Kacper Duda, a w tym sezonie zagrali też jego rówieśnik, środkowy obrońca Mariusz Kutwa oraz 18-letni napastnik Szymon Kawała i defensywny pomocnik Wiktor Staszak. - To, ile młodzi piłkarze znaczą dziś w Wiśle, podoba mi się najbardziej obok wyników i stylu gry. Krzyżanowski wrócił z Włoch odmieniony fizycznie i dużo lepszy w grze defensywnej. Chociaż widać u niego jeszcze pewne braki, to bardzo dobrze rokuje na przyszłość - mówi Miga.
- On zawsze na boisku był pewny siebie i pozytywnie zuchwały. Kiedy szarżuje przy linii bocznej, ze swoimi długimi nogami i długimi włosami przypomina trochę Kamila Kosowskiego. Kuziemka to zaś rewelacja tego sezonu. Za każdym razem, kiedy ma piłkę przy nodze, robi z nią coś ciekawego. Na jego grę naprawdę patrzy się z wielką przyjemnością. Kuziemka spłaca duży kredyt zaufania, który dostał od Jopa - dodaje.
Wisła imponuje, a w drużynie Jopa nie zadebiutowały jeszcze trzy najnowsze nabytki klubu: defensywny pomocnik Ervin Omić, skrzydłowy Marko Bozić oraz prawy obrońca Raoul Giger. W niedzielę po meczu ze Śląskiem w sieci nie brakowało opinii, że Wisła to dziś drużyna, która zajmowałaby miejsce w pierwszej połowie tabeli ekstraklasy. Z tymi opiniami zgadzał się sam Królewski.
Miga: - Takie spekulacje nie do końca mają sens, bo nie da się porównać Wisły do klubów ekstraklasy, skoro z nimi nie rywalizuje. Gra drużyny Jopa to dziś na pewno najlepszy piłkarski produkt w Polsce, Wisłę ogląda się najlepiej w kraju. Ale to nie znaczy, że ta Wisła wygrywałaby też z drużynami z górnej połówki tabeli ekstraklasy. Zaryzykowałbym jednak stwierdzenie, że obecna Wisła mogłaby sobie poradzić z częścią zespołów z ekstraklasy. Ale najlepiej, gdyby drużyna Jopa awansowała w tym sezonie i już niedługo sama przekonała się, w jakim miejscu jest.
- Czy to w końcu ten sezon? Wiem, że podobnie mówiliśmy w poprzednich latach, ale naprawdę jeśli nie uda się w tym sezonie, to chyba nie uda się już nigdy. W pierwszych meczach Wisła wyglądała jak drużyna, która przerosła tę ligę i naprawdę nie mogę sobie wyobrazić, co by się musiało stać, żeby nie awansowała w tym sezonie - podsumowuje dziennikarz.