Dantejskie sceny na meczu Wisła Płock - Wisła Kraków. "Dziecko ma poparzoną twarz"

W niedzielne popołudnie Wisła Kraków w 14. kolejce I ligi zmierzyła się na wyjeździe z Wisłą Płock. Goście nieco niespodziewanie zwyciężyli 3:1, nawet pomimo gry w osłabieniu. W trakcie spotkania kibice z Płocka w pewnym momencie urządzili sobie pokaz fajerwerków. Z doniesień medialnych wynika, że jego skutki były tragiczne. Ponoć niektórzy fani dosłownie musieli uciekać ze stadionu w obawie o własne zdrowie.
Wisła Płock - Wisła Kraków
screen https://www.youtube.com/watch?v=E4h8reZ-pzs

To już trzeci sezon z rzędu, w którym Wisła Kraków próbuje wrócić do ekstraklasy. Po zwolnieniu Kazimierza Moskala drużynę przejął Mariusz Jop. Pod jego wodzą 13-krotny mistrz Polski prezentuje się naprawdę solidnie. W niedzielę Wisła udała się do Płocka, aby rozegrać spotkanie 14. kolejki przeciwko tamtejszej Wiśle. Mimo że goście w drugiej połowie po czerwonej kartce dla Jamesa Igbekeme grali w osłabieniu, to i tak udało im się wygrać 3:1.

Zobacz wideo Robert Lewandowski czy Kylian Mbappe? Madryt zdecydował. Ale akcja

Dantejskie sceny w Płocku. Kibice postradali zmysły

"Wisła Kraków niespodziewanie zdemolowała Wisłę Płock w niedzielnym hicie na boiskach I ligi. Zespół Mariusza Jopa wygrał aż 3:1, a dublet ustrzelił bohater Angel Rodado. Tym samym Hiszpan został nowym liderem klasyfikacji strzelców. On i jego koledzy udowodnili, że potrafią strzelać bramki, nawet grając w 10 na 11 rywali." - pisał o tym meczu Kacper Ciuksza ze Sport.pl.

Po ostatnim gwizdku media rozpisują się nie tylko o tym, co działo się na murawie, ale i na trybunach. Około 60. minuty ultrasi Wisły Płock przy stanie 0:2 stwierdzili, że nadeszło ich "pięć minut". Pomimo próśb i ostrzeżeń spikera odpalone zostały race i fajerwerki. Cały "pokaz" trwał około pięć minut. Okazuje się, że skutki pirotechnicznych popisów fanów gospodarzy są tragiczne.

Zgodnie z ustaleniami TVP Sport część z fajerwerków nie eksplodowała nad stadionem, ale na przeciwległych trybunach, także w okolicach miejsc VIP. W efekcie niektórzy kibice dosłownie musieli uciekać ze stadionu, bojąc się o własne zdrowie. Gdyby tego było mało, ponoć podczas całego zdarzenia ucierpieć miało dziecko. - Widzieliśmy sytuację bardzo dobrze. Ze stadionu uciekały dwie osoby dorosłe i jedno dziecko. Wyglądało na to, że dziecko ma poparzoną twarz. Wprost ze stadionu udały się do szpitala - mówi informator w rozmowie ze wspomnianym źródłem.

 

Tym samym jeszcze większa tragedia wisiała na włosku. Co na to prezes Wisły Płock, który do końca meczu również znajdował się na obiekcie? - Nie mam jeszcze szczegółowych informacji na temat tego zdarzenia. Siedziałem w innym rejonie, więc nie wiem dokładnie, co się stało i nie jestem w stanie tego skomentować. Jeśli będziemy komunikować w tej sprawie, to w nadchodzącym tygodniu - zadeklarował.

W poniedziałkowe południe Wisła Płock na swojej stronie internetowej wydała oficjalne oświadczenie ws. całego zdarzenia. Na początku klub przeprosił wszystkich kibiców za to, co stało się na jego obiekcie. "Opisana sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca podczas meczu piłki nożnej! W jej wyniku cierpią wszyscy kibice, inni uczestnicy meczu oraz sam klub. Wisła Płock S.A. jako organizator imprezy masowej meczu piłki nożnej zdaje sobie sprawę, że używanie podczas meczu materiałów pirotechnicznych jest bezwzględnie zakazane. Klubowi grożą w związku z tym kary finansowe oraz sankcja rozgrywania kolejnych meczów bez udziału publiczności" - czytamy.

Następnie Wisła wytłumaczyła, że pragnie zadbać o bezpieczeństwo fanów oraz "stanowczo potępia wszelkie działania naruszające porządek publiczny". Co więcej, klub z Płocka zdecydował także o tymczasowym zamknięciu trybuny ultrasów. "W związku z powyższym, mając na uwadze całokształt opisanej wyżej sytuacji oraz konieczność wprowadzenia działań zaradczych na przyszłość, decyzją klubu trybuna D ORLEN Stadionu im. Kazimierza Górskiego zostanie zamknięta do końca 2024 r., tj. na mecze Wisła Płock — Górnik Łęczna oraz Wisła Płock — Warta Poznań" - zakończono.

Więcej o: