Wracają do Ekstraklasy po latach! Odwrócili losy meczu w końcówce! W 6 minut!

Motor Lublin awansował do ekstraklasy! Lublinianie ograli Arkę Gdynia 2:1 w finale baraży o wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju, chociaż do 87. minuty przegrywali 0:1 i właściwie nikt nie dawał już im szans na awans. Wszystko zmieniła przepiękna bramka z rzutu wolnego Bartosza Wolskiego, a także trafienie Jacquesa Mbaye Ndiaye w ostatniej akcji spotkania. Na najwyższą klasę rozgrywkową w Lublinie czekano od 32 lat!

Motor Lublin do baraży wdarł się jako jedna z największych sensacji Fortuna 1. Ligi. Beniaminek sezonu 2023/24 zajął czwartą lokatę, a w półfinale baraży wygrał po serii rzutów karnych z Górnikiem Łęczna. Z kolei Arka Gdynia jako jeden z murowanych faworytów do awansu wypuściła z rąk wielką szansę w ostatniej kolejce - spadła z drugiego miejsca w lidze po porażce z GKS-em Katowice 0:1. W półfinale drużyna Wojciecha Łobodzińskiego pokazała jednak, że jest bardzo mocna i ograła Odrę Opole 4:2.

Zobacz wideo Bolid F1 gra hymn Polski! Lepiej niż Edyta Górniak

Przed meczem faworytami byli zawodnicy z Gdyni, którzy na ekstraklasę czekali od spadku w sezonie 2019/20. Od tamtej pory aż trzykrotnie zajmowali miejsce w czołowej czwórce pierwszej ligi, ale przegrywali awans w barażach. Z kolei Motor dopiero rok temu w ramach baraży wszedł na zaplecze ekstraklasy, ale lublinian charakteryzował ogromny apetyt, bo przecież na najwyższą klasę rozgrywkową w Lublinie czekają od 1992 roku. 

Kuriozalny błąd w finale baraży o ekstraklasę. Tak Arka Gdynia wyszła na prowadzenie

Trybuny w Gdyni pękały w szwach i nawet w sektorze gości trudno było o wolne miejsce, gdyż również Motor był wspierany sporą grupą swoich sympatyków. To jednak gospodarze mieli więcej powodów do radości na samym początku starcia. Już w 13. minucie gry piłkarze Motoru popełnili ogromny błąd we własnym polu karnym. Konkretnie zrobili to Kamil Kruk i bramkarz Kacper Rosa, którzy przed własną bramką stracili piłkę na rzecz Olafa Kobackiego, a ten w najprostszy możliwy sposób dał Arce prowadzenie 1:0. 

W pierwszej połowie oba zespoły tworzyły jeszcze swoje okazje, ale nie wynikało z nich nic konkretnego i wynik 1:0 dla Arki utrzymał się do przerwy. Po niej to Motor zdominował swojego rywala. Nie wiadomo, co trener Mateusz Stolarski, który walczył o możliwość dalszego trenowania lubelskiej drużyny (bez awansu do ekstraklasy nie mógłby tego dalej robić przez kwestie licencyjne), powiedział w szatni swoim zawodnikom, ale jego zespół wyglądał znacznie lepiej od Arki. Utrzymywanie się przy piłce i napieranie na bramkę przeciwników nie przynosiło jednak Motorowi klarownych sytuacji, a Arka czekała na swoje momenty i wydawało się, że kontrolowała przebieg gry. 

Tym bardziej, że gdynianie byli w stanie tworzyć znakomite okazje na 2:0. Najpierw Sebastian Milewski w sytuacji sam na sam nawet minął bramkarza rywali, ale wygonił się zbyt daleko ze światła bramki i nie zdołał oddać dobrego strzału. Następnie pojedynku z Kacprem Rosą nie byli w stanie wygrać kolejno Karol Czubak i Olaf Kobacki, przez co piłkarze Wojciecha Łobodzińskiego mieli ciągle tylko jednego gola przewagi. 

Motor Lublin czekał na to 32 lata. Odmienił los spotkania w pięć minut

Zgodnie ze znanym powiedzeniem te niewykorzystane okazje zaczęły się na gospodarzach mścić w 87. minucie. Po głupim faulu Oleksandra Azackiego piłkę tuż przed "szesnastką" ustawił Bartosz Wolski. Najlepszy w tym sezonie piłkarz Motoru uderzył delikatnie, nad murem i wręcz przepięknie, bo na tyle precyzyjnie, że Paweł Lenarcik nawet nie drgnął, a piłka wpadła prosto w okienko jego bramki.

Motor doprowadził do remisu 1:1, ale nie trwało to jednak długo, bo jeszcze w ostatniej akcji doliczonego czasu gry lublinianie zaszokowali stadion w Gdyni i zadali decydujący cios. Senegalczyk Jacques Mbaye Ndiaye dostał dobre podanie od Piotra Ceglarza, wkręcił w murawę Michał Marcjanika i z kilku metrów nie dał Pawłowi Lenarcikowi żadnych szans. W obozie Motoru zapanowała zbiorowa ekstaza, gospodarze z kolei padli na kolana i nie mogli zrobić już nic. Chwilę później wybrzmiał ostatni gwizdek Szymona Marciniaka i historia stała się faktem. Motor Lublin po 32 latach awansował do ekstraklasy, w której po raz ostatni grał w sezonie 1991/92.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.