Kibice go nienawidzili, prezes chciał zwolnić, a on dał im Ekstraklasę na nowym stadionie

Kacper Sosnowski
Awans GKS przyszedł w momencie, gdy uwielbiane w Katowicach hasło "ekstraklasa albo śmierć!" ucichło. - Ciszej jedziesz, dalej zajedziesz - mówią eksperci o drużynie, która zaskoczyła całą I ligę. Architektem sukcesu jest zaś trener, który jeszcze był niechciany i przez działaczy, i przez kibiców.

GKS Katowice czekał na ten awans 19 lat. Być może z tego powodu, kiedy w końcu się udało, świętowano aż trzykrotnie. Pierwszy raz, gdy GKS po zwycięstwie 1:0 z Arką wróciła w niedzielny wieczór do Katowic. Drugi, gdy następnego dnia spora grupa kibiców znów zebrała się pod Spodkiem, by kolejny raz pośpiewać i podziękować piłkarzom. Trzeci, gdy we wtorek drużyna i sztab wzięli udział w śniadaniu z udziałem władz miasta. Te fety nie dziwią, a radość jest szczera.   

Zobacz wideo Sceny po historycznym mistrzostwie Polski! Imaz skradł show

Prezes i kibice przeciw trenerowi. A teraz: Przepraszamy  

Po pierwsze dlatego, że trudno było się tego awansu spodziewać, a kibice przyzwyczaili się już trochę do pierwszoligowej scenerii. Poprzedni sezon drużyna kończyła na 10. miejscu, a rundę jesienną w dopiero co zakończonym zamykała na 11. pozycji. I prędzej powinna spoglądać w dół stawki, niż szykować się na awans.

Piłkarze grali przeciętnie, a złość kibiców kumulowała się na trenerze Rafale Góraku. Z trybun leciały w jego kierunku wiązanki. Drużynie nie szło, a część fanów uznała, że sztabowi wygodnie jest funkcjonować od lat na garnuszku miasta. Trener, czując niechęć ze strony fanów, nie podchodził też pod Blaszok i nie dziękował za doping po meczach. 

Zarząd myślał nawet o zakończeniu z nim współpracy. Według naszych informacji działacze sondowali zatrudnienie Jarosława Skrobacza, byłego trenera Ruchu. Ale ostatecznie do tego nie doszło. Być może też przez oszczędności. Klub nie chciał wypłacać Górakowi odprawy i wolał poczekać, aż za pół roku jego kontrakt wygaśnie. Na zimowym spotkaniu prezesa z kibicami ci usłyszeli nawet, że skoro wytrzymali z nim cztery i pół roku, to wytrzymają jeszcze kilka miesięcy. Nagranie z tego spotkania trafiło potem do Góraka. - To policzek wymierzony we mnie, moją drużynę i sztab - komentował wtedy dla TVP Sport. Trener i prezes sprawę sobie jakoś wyjaśnili i uścisnęli dłonie. Sam szkoleniowiec już po awansie podczas świętowania z fanami usłyszał "Rafał Górak, przepraszamy". Kibice, jak widać, też są skłonni do refleksji.  

Królowie końcówek i dobre serie

Górak to postać dla Katowic ważna. Trenerowi łączny licznik lat na Bukowej wskaże w czerwcu siódemkę, w tym pięć ostatnich lat z rzędu. Nikt nigdy nie pracował tu dłużej. Od 2019 roku, gdy Górak ponownie objął funkcję szkoleniowca GieKSy, sporo się w klubie działo. Drużyna, która od 2005 r. grała na zapleczu elity,  spadła jeszcze niżej, do drugiej ligi. Wydostała się z niej szybko właśnie dzięki Górakowi. Za tym szkoleniowcem niemal zawsze stali piłkarze, więc były też argumenty, by dać mu pracować dłużej, nawet jeśli nie było chemii między nim a kolejnymi prezesami czy kibicami. Ci w pewnym momencie przestali już skandować nawet popularne hasło "Ekstraklasa albo śmierć!", bo przez ponad dekadę już wszystkim spowszedniało.   

Jednak tej wiosny w drużynie coś drgnęło. GKS popisał się serią siedmiu wygranych meczów na przełomie lutego i marca (w tym jednym towarzyskim). Rozpędzony zespół "dojechał" do połowy kwietnia, wygrywając ważny i prestiżowy mecz z Lechią Gdańsk. Ekipa ze Śląska wyrwała zwycięstwo w 93. minucie spotkania, i to grając w dziesiątkę. Ten zaszczepiony przez Góraka element walki do końca był zresztą widoczny też w końcówce sezonu, szczególnie podczas meczu w Warszawie z Polonią. GKS przegrywał w 90. minucie 0:1, by potem strzelić dwa gole i wygrać w doliczonym czasie gry. Podobną wygraną w ostatnich minutach zapewnił sobie w wyjazdowym starciu z Tychami. Ten sezon zakończył się dla GieKSy pięcioma wygranymi z rzędu. Tak efektowny finisz mieli w I lidze tylko oni.  

Doświadczona drużyna i zdjęta presja

Trener Górak po awansie stwierdził, że zawodnicy na wiosnę złapali swobodę, szczególnie w ofensywie. Działali na boisku na podstawie jego założeń, ale z własną inwencją. GKS miał też jedną z najstarszych w lidze drużyn - na finiszu sezonu średnia wynosiła 29 lat. Duża część piłkarzy miała już dłuższe czy krótsze przygody z ekstraklasą. To choćby Adrian Błąd grający, Arkadiusz Jędrych, Antoni Kozubal, Mateusz Mak, Jakub Arak czy Sebastian Bargiel. Fakt, że Górak potrafił wykrzesać ze tych piłkarzy spory potencjał, jest też jego zasługą. 

- W tym awansie pomogła konsekwencja trenera, zarządu klubu i władz miasta. To, co przez kibiców uznane było za mało ambitne – czyli brak postawienia najwyższego celu – nie okazało się takie złe. Im ciszej jedziesz, dalej dojedziesz - ocenia dziennikarz Rafał Kędzior, przez wiele lat zajmujący się I ligą.  

Stadion od miasta

- Jeśli celem było zajęcie pozycji barażowej i nie było ciśnienia na pierwsze dwie lokaty w lidze, to nie było też takiej presji, jaką miały choćby Arka Gdynia i Wisła Kraków. Warto zwrócić też uwagę na bardzo dobrze zbudowaną kadrę. Były dyrektor sportowy Robert Góralczyk, który teraz pracuje w sztabie reprezentacji, wraz z Dawidem Dubasem, dobrali zawodników na nieoczywistych dla nich pozycjach, ale pasujących do ich pomysłu na drużynę i to w końcu zadziałało. GKS był na wiosnę najlepiej grającym klubem w I lidze, no może poza Lechią - dodaje ekspert.  

GKS, który wraca do ekstraklasy po niemal dwóch dekadach, chce uczynić to z rozmachem, przynajmniej jeśli mówimy o infrastrukturze. Na końcowym etapie budowy jest nowy obiekt klubu na Załęskiej Hałdzie przy ul. Bocheńskiego, w który zainwestowały władze miasta. Obecnie w fazie konstrukcji jest dach obiektu. To będzie stadion na 15 tys. osób. Pierwotnie zakładano, że jego budowa pochłonie 230 mln zł, ostatecznie wzrosła do 290 mln. Będzie to cały kompleks sportowy, bo tuż obok niego powstaje także hala sportowa oraz boiska treningowe. Konstrukcja powinna zostać ukończona do końca tego roku, co oznacza, że klub mógłby pierwszy raz zagrać na nowym obiekcie wiosną 2025 roku. Jesień GKS ma jeszcze spędzić na swym starym obiekcie na Bukowej.  

Wizualizacja nowego stadionu GKS-u KatowiceWizualizacja nowego stadionu GKS-u Katowice RS Architekci

Beniaminkowie lecą z Ekstraklasy. Co na to GKS?

Po chwili świętowania i parafowania nowej umowy z trenerem Górakiem (ma zostać podpisana niebawem), w klubie mają się zastanowić, co zrobić, by GKS nie podzielił losu niemal co trzeciego beniaminka elity. Jak pokazują dane z ostatnich kilkunastu lat, w pierwszym sezonie po awansie do najwyższej ligi szybko spadało z niej od 25 do 30 procent awansujących drużyn. Ta średnia jeszcze wyższa jest wśród ekip, które w ekstraklasie nie grały nigdy wcześniej.  

- By szybko nie spać, muszą uniknąć tych błędów, które popełnił rywal zza miedzy, czyli Ruch Chorzów - mówi nam Rafał Kędzior. - GKS powinien wcześniej budować zespół na ekstraklasę, by zimą nagle nie szukać ratunku, gdyby sytuacja w tabeli była zła. Wiem, że takie próby wzmocnień są już podejmowane. Klub powinien się też wzmocnić organizacyjnie. W ostatnim czasie poodchodziło z niego trochę osób z administracji i marketingu, więc to jest istotny element, którym trzeba się zająć. Tym bardziej że ostatnio odżyło zainteresowanie GieKSą, warto zrobić wszystko, by nie zrazić kibiców, którzy na GKS wrócili. Część z nich zawita przecież na nowy stadion – dodaje.  

Trener Górak mówił na spotkaniu z władzami miasta, że wierzy w wypracowaną przez lata organizację gry jego drużyny, jej serce i będzie przeciwny, by coś w niej "rozwalać". Przyznaje też jednak, że sztab ma listę nazwisk, którymi chciałby obudować obecny skład. 

Nowy sezon ekstraklasy - już z GKS-em i Lechią - ruszy 20 lipca. 2 czerwca poznamy ostatnią drużynę, która do elity awansuje. W barażach wezmą udział: Motor, Górnik Łęczna, Arka i Odra Opole. 

Czy GKS Katowice utrzyma się w Ekstraklasie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.