"Fake news" wywołał duże zamieszanie w polskiej piłce. Poszło o miliony euro

W piątek media obiegła informacja, że Lechia Gdańsk i Górnik Zabrze muszą zapłacić łotewskiej Valmierze blisko trzy miliony euro za transfery Camilo Meny, Iwana Żelizki oraz Daisuke Yokoty. Miało to wynikać ze sprawozdania finansowego łotewskiej drużyny. Teraz do tych wieści odniosła się sama Valmiera - zespół, który ostatnio ma duże problemy finansowe. Na ten wpis czekali kibice Lechii i Górnika.
Jan Urban i Szymon Grabowski
Fot. Bartosz Banka / Agencja Wyborcza.pl fot . Mieczyslaw Michalak / Agencja Wyborcza.pl

1,6 miliona euro za Camilo Menę, 600 tysięcy euro za Iwana Żelizkę oraz 642 tysiące euro za Daisuke Yokotę - takie pieniądze Valmiera miała dostać od Lechii Gdańsk i Górnika Zabrze za swoich zawodników. Portal "Bałtycki Futbol" podał, że ze sprawozdania finansowego łotewskiej drużyny wynika, że "klub wciąż oczekuje pieniędzy za następujących graczy". 

Zobacz wideo Sceny w trakcie finału Pucharu Polski! Wisła Kraków i Pogoń Szczecin w akcji

Valmiera publikuje oświadczenie. Lechia i Górnik jednak nie muszą płacić milionów euro? "Fake news"

Takie kwoty robią na polskim rynku wrażenie. Oznaczałyby one, że pierwszoligowa Lechia znalazła się o krok od pobicia rekordu transferowego ekstraklasy, który wynosi 1,8 milionów euro - za taką kwotę Lech ściągnął Aliego Gholizadeha - a to wszystko przy grze w pierwszej lidze! Domniemane zaległości Górnika Zabrze? Klub kupił Yokotę za 30 tysięcy euro, ale następnie sprzedał go za dwa miliony euro do belgijskiego KAA Gent. Zgodnie z umową pomiędzy dwoma klubami aż 30 procent tej kwoty miało wrócić do Valmiery - to właśnie stąd wspomniane wcześniej 600 tysięcy euro.

Zrobiło się spore zamieszanie. Zaniepokojeni byli przede wszystkim kibice Lechii, którzy przeczytali, że ich klub może być winien blisko 10 milionów złotych innej drużynie, a przecież gdańszczanie wciąż nie są pewni awansu do ekstraklasy. "Bałtycki Futbol" zwracał uwagę, że informacja dotycząca domniemanych zaległości "jest to o tyle znacząca, że Valmiera ma poważne poślizgi w wypłatach (piłkarze zbojkotowali już jeden trening), a przyszłość wcale nie rysuje się w różowych barwach". Doszło do tego, że Rafał Kobza - redaktor naczelny portalu - tłumaczył w mediach społecznościowych kibicom Lechii, że "nie ma żadnego interesu w mąceniu wobec ich klubu". Wyjaśnił też, że nie miał na samym początku dostępu do całego dokumentu.

W końcu wątpliwości postanowiła wyjaśnić sama Valmiera. Łotewski klub wczesnym popołudniem opublikował następujące oświadczenie: "Fake news!! Chcemy zwrócić waszą uwagę na fakt, że wspomniana informacja dotycząca kwot transferowych za naszych zawodników nie odzwierciedla rzeczywistości i potwierdzamy, że na dzisiaj Górnik Zabrze i Lechia Gdańsk nie mają żadnych zaległości wobec Valmiery" - czytamy.

Słowa płynące z komunikatu łotewskiej drużyny potwierdził dla nas rzecznik Lechii Michał Szprendałowicz. - Klub nie ma obecnie żadnych przeterminowanych zaległości wobec Valmiery. Terminy spłat są ustalone - przyznał.

Lechia Gdańsk szykuje się obecnie do jednego z najważniejszych spotkań w tym sezonie. Gdańszczanie zagrają w sobotę u siebie o 17:30 z GKS-em Tychy. Zwycięstwo może dać gospodarzom awans do ekstraklasy już w tej kolejce.

Więcej o: