Królewski w ogniu krytyki. Stanowcza odpowiedź. "Perfekcyjna decyzja"

- To będzie starcie trochę jak Dawid z Goliatem, ale czasem można wygrywać z silniejszym - podkreślił Jarosław Królewski w rozmowie z Polsatem Sport. Jego zdaniem Wisła Kraków nie będzie faworytem w finale Pucharu Polski, ale postara się sprawić niespodziankę. Przy okazji prezes odniósł się do sytuacji klubu w I lidze i odparł zarzuty na temat inwestora. Ten został odrzucony przez Wisłę i rozpoczął współpracę z Lechią Gdańsk.
Jarosław Królewski screen
https://www.youtube.com/watch?v=SAxBZJBxFHs

Wisła Kraków już od prawie dwóch lat tkwi w I lidze. Dodatkowo mierzy się ze sporymi kłopotami finansowymi. Sytuację klubu mógłby zdecydowanie polepszyć awans do ekstraklasy, na co wciąż jest szansa. Obecnie drużyna zajmuje trzecie miejsce, które daje jej prawo udziału w barażach. Nastroje wokół zespołu nie są jednak najlepsze.

Zobacz wideo Kamil Grosicki i reprezentacja - połączenie nierozerwalne? "To wielka duma"

Kibice wytykają władzom klubu, a w szczególności Jarosławowi Królewskiemu, że nie znalazł inwestora. Rzekomo zainteresowany współpracą był fundusz inwestycyjny MADA Global ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale po odrzuceniu oferty wsparł Lechię Gdańsk, co dla trójmiejskiej ekipy było strzałem w dziesiątkę, przede wszystkim ze sportowego punktu widzenia. W końcu jest o krok od powrotu na boiska ekstraklasy. W przeciwieństwie do Wisły, której awans bezpośredni już właściwie uciekł, a baraże też nie są pewne.

Jarosław Królewski odpowiada na zarzuty kibiców. "Perfekcyjna decyzja"

Teraz do tej kwestii odniósł się Królewski. Prezes Wisły wprost stwierdził, że nie żałuje, że zrezygnował ze współpracy ze wspomnianym inwestorem. - W sprawach biznesu jestem bardzo wyrafinowany i zero-jedynkowy. Po prostu. Jeżeli uważam, że coś mi nie pasuje, to po prostu nie narażam swojej organizacji na rzeczy, które mogą w przyszłości spowodować większe problemy - podkreślał w rozmowie z Polsatem Sport, dodając, że nadal uważa tę decyzję za "perfekcyjną".

Dodał też, co jego zdaniem stoi za sukcesem Lechii w tym sezonie. - Pamiętajmy o tym, że Lechia zrobiła 15 transferów. Wydała na nowych zawodników blisko 10 mln zł. Sprowadziła dość mocnych piłkarzy, którzy grali wręcz w wyższych rozgrywkach, a nawet w europejskich pucharach, więc oczywiście ten mit dobrze brzmi, że jest to drużyna sklecona tu i tam. Gdyby do nas przyszło sześciu Angelów Rodado, to też bylibyśmy również mocniejsi - stwierdził dosadnie. 

Królewski wprost o szansach Wisły na Puchar Polski. "Możemy skopać tyłek"

Teraz przed Wisłą nie tylko walka o powrót do ekstraklasy, ale i szansa na zgarnięcie jednego z najcenniejszych trofeów - Pucharu Polski. Krakowska ekipa dotarła aż do finału, gdzie zmierzy się z Pogonią Szczecin. Drużyna Alberta Rude nie będzie jednak faworytem, z czego zdaje sobie sprawę również Królewski.

- Nie oszukujmy się, nie jedziemy tam jako faworyt. Jedziemy spełniać marzenia. Gdybyście mi przed sezonem powiedzieli, że zagramy w finale Pucharu Polski, to mielibyśmy niezłą bekę. To będzie starcie trochę jak Dawid z Goliatem, ale czasem można wygrywać z silniejszym. Ja mam na to przykłady w mojej dziedzinie, sztucznej inteligencji. Często mierzymy się z największymi firmami na świecie, jak DeepMind, Microsoft i kopiemy im tyłki. Wisła Kraków może skopać tyłek komuś, kto jest mocniejszy od nas, przynajmniej na papierze - podsumował.

Wielu kibiców obawiało się ostatnio, że piłkarze zbyt mocno skupią się na walce o Puchar Polski i nieco spuszczą z tonu w meczach ligowych. Jednak zdaniem goal.pl fani powinni być spokojni. Królewski rzekomo spotkał się z przedstawicielami drużyny i rozmawiał z nimi na temat premii po zakończeniu sezonu. Stanowisko prezesa klubu było jasne: "nie ma awansu do ekstraklasy, nie ma premii. Parafrazując pewne powiedzonko piłkarskie: będzie granko, będzie sianko" - czytamy.

Finał Pucharu Polski zaplanowano już na 2 maja. Pierwszy gwizdek na Stadionie Narodowym zabrzmi o godzinie 16:00. Już teraz zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z meczu na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. 

Więcej o: