To się nie zdarza. Polski klub przejęty za grube miliony. Idzie po ekstraklasę

Jakub Seweryn
- Nie wiem, czy jest coś, czego żałuję z ostatnich miesięcy, bo nie wiem, czym moglibyśmy zastąpić to, co się wydarzyło. Natomiast z dzisiejszej perspektywy życzyłbym sobie, aby ta wojna medialna była mniej agresywna. Podsumowując, nie żałuję tego, co się wydarzyło, ale komfortu z tym też nie mam - mówi Sport.pl Marcin Gruchała, nowy właściciel Arki Gdynia, który odkupił lidera I ligi od Michała i Jarosława Kołakowskich.

To są dobre dni dla kibiców Arki Gdynia. Drużyna Wojciecha Łobodzińskiego prowadzi w tabeli I ligi, pewnie krocząc po awans do ekstraklasy, a klub został uwolniony (z ich punktu widzenia) z rąk Michała i Jarosława Kołakowskich, z którymi fani Arki od wielu miesięcy byli skonfliktowani na tyle, że doszło do bojkotu i nie oglądali oni meczów swojej drużyny z trybun. Nowym właścicielem gdyńskiego klubu został Marcin Gruchała, biznesmen i prywatnie kibic Arki, który odkupił pierwszoligowca za grube miliony złotych, choć on sam zapewnia, że nie zapłacić rodzinie Kołakowskich kwoty 25 milionów złotych, która pojawiła się w mediach. 

Zobacz wideo Feio mówi o konfliktach z sędziami. "To są konkrety"

Jakub Seweryn: Kibice Arki po kilkunastu miesiącach odetchnęli z ulgą, klub ma nowego właściciela.

Marcin Gruchała: To prawda. Koniec negocjacji i dopinania transakcji, teraz czas na pracę. Na razie nie wiemy jeszcze, w co ręce włożyć, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Otwiera się tak dużo szans, możliwości i nie wszystkie wymagają wielkich nakładów finansowych. Czasami to czas nas ogranicza, czasami zasoby ludzkie. Wiadomo, nie wprowadzi się nagle dziesięciu osób do firmy i to nie jest kwestia kosztów, tylko czasu potrzebnego na ich wdrożenie. Będziemy to sukcesywnie robić, ale mnie to cieszy, bo to tylko pokazuje, jak wiele rzeczy można w Arce zbudować.

Chwilę to jednak zajęło, zanim udało się panu dogadać z panami Kołakowskimi. Już przed sezonem mówiło się, że chce pan przejąć klub.

Rozmowy – chociaż to, co na początku się działo, trudno nazwać rozmowami – zaczęły się po zakończeniu ubiegłego sezonu, więc tak, trwało to prawie rok. Na pierwszy rzut oka jest to rzeczywiście długo, chociaż przechodziłem podobne procesy transakcyjne i one rzeczywiście tyle trwają. A tutaj jeszcze była cała faza przednegocjacyjna, bojkot, więc osobiście mnie to nie zdziwiło. Natomiast jak już zaczęliśmy się dogadywać, to wszystko poszło bardzo sprawnie. Tak jak po podpisaniu listu intencyjnego mówiliśmy, że pewnie na przełomie stycznia i lutego podpiszemy już obowiązujące dokumenty, tak też było. Później mówiliśmy, że około dwóch miesięcy potrwa pozałatwianie wszystkich spraw sądowych, żeby cała transakcja mogła się zamknąć. Tu też praktycznie trafiliśmy dokładnie w punkt, więc cały proces wspólnie poprowadziliśmy bardzo sprawnie i profesjonalnie.

Był bojkot kibiców, były wzajemne zarzuty z obu stron, a kiedy tak naprawdę doszło do tego przełomu, że jedna i druga strona się przekonały, że warto zasiąść do negocjacji?

Myślę, że "Okrągły Stół Arki" we wrześniu ubiegłego roku stworzył taką okazję, abyśmy rzeczywiście usiedli w szerszym gronie i zaczęli rozmawiać. Te rozmowy nie przybliżyły nas do znalezienia rozwiązania, ale pokazały nam wzajemnie nasze krańcowe pozycje i determinację, żeby jednak coś zmienić. W tym kontekście to była ogromna wartość, po czym tak naprawdę rozpoczęliśmy już rzeczywiste negocjacje, które oczywiście musiały trochę potrwać.

Trudno, żeby taki proces wyceny, przygotowania dokumentacji trwał kilka dni. Pamiętajmy, że jeszcze po drodze mieliśmy parę tygodni, które poświęciliśmy na to, żeby załatwić powiedzmy stare konflikty i sprawy właścicielskie. Ogólnie jednak poszło nam bardzo sprawnie.

Przytoczę teraz tweeta Krzysztofa Stanowskiego: "Jedna z największych transakcji w polskiej piłce. Arka Gdynia oficjalnie sprzedana i to za ponad 25 milionów złotych. Jarosław Kołakowski nie dał się przegonić siłą i spokojnie robił swoje, co sprawiło, że trzeba było usiąść z nim normalnie do stołu. Zostawia drużynę na miejscu dającym awans do ESA, mocną i młodą kadrę, ustabilizowane finanse (przejmował klub zadłużony na 7 milionów złotych). To wszystko dało taką, a nie inną wycenę. Nowym właścicielem Marcin Gruchała. Warto zauważyć, że Jarosław Kołakowski kupił Arkę za około 2,5 miliona złotych. Co oznacza dziesięciokrotną przebitkę". Potwierdza pan te informacje?

Co do kwoty – nie zapłaciłem 25 milionów złotych. Co do zadłużenia - nie znam jego dokładnej wartości sprzed 4 lat. Pamiętajmy też, że był to okres wstrzymania finansowania przez miasto, okres pandemii, więc trudno tak naprawdę porównać tę kwotę do normalnych warunków i ocenić jak bardzo głęboki był to kryzys.

A jak to wygląda obecnie?

Dzisiaj klub ma rzeczywiście "zdrowe" zadłużenie, bo to jest około 4,5 miliona złotych. Znowu trzeba pamiętać o tym, że w trakcie poprzedniej rundy był bojkot, nie było części finansowania miasta, które teraz powoli wraca, ale oczywiście nie w kwocie odpowiadającej pełnemu sezonowi. Nie było części wpływów komercyjnych, wpływów z dnia meczowego. Dlatego ja akurat postrzegam to zadłużenie, które zostało sfinansowane przez panów Kołakowskich i przeze mnie pozytywnie, również z tego punktu widzenia, że w trudnym okresie bojkotu panowie Kołakowscy wyłożyli swoje pieniądze po to, żeby klub dalej funkcjonował. Ja się do tego w ostatnich miesiącach dołożyłem, przygotowując grunt pod to przejęcie, które się dokonało w ubiegłym tygodniu.

Ile zatem zapłacił pan za Arkę?

Oczywiście nie będę podawał wartości, bo po pierwsze - obowiązuje mnie klauzula poufności, a po drugie wydaje mi się, że naprawdę nieelegancko jest rozmawiać publicznie o prywatnych pieniądzach. To jest sprawa moja i panów Kołakowskich, za ile klub został sprzedany.

Mimo wszystko myślę, że dobrze wiadomo, kto przekazał panu Stanowskiemu informację o kwocie 25 milionów.

Ja nie i raz jeszcze powtarzam, że tyle nie zapłaciłem. Potwierdzam jednak, że panowie Kołakowscy zrobili na Arce dobry biznes - przez te prawie cztery lata pracy wygenerowali bardzo dużą wartość. W kontekście tego, ile zapłacili za klub, to na pewno mają kilkakrotną przebitkę i na nią zapracowali.

Nie zmienia to faktu, że w pewnych zasadniczych kwestiach różniliśmy się co do tego, kto, jak i dlaczego powinien prowadzić klub. Stąd cały nasz konflikt. Dodam jeszcze tylko w kontekście wartości, bo to dla mnie jest bardzo ważna sprawa. Ta wartość transakcyjna, oczywiście bez podawania konkretnej kwoty, jest niejako podstawą do przyszłego dokapitalizowania, czyli niejako podstawą wyceny do wejścia w akcjonariat nowych akcjonariuszy. I ci akcjonariusze z rzędem wielkości tej kwoty mają komfort, więc potwierdza to tylko tyle, że jest ona wysoka, ale rynkowo wysoka i w granicach zdrowego rozsądku.

Wspomniał pan o "konflikcie". Ten konflikt pomiędzy panem a panami Kołakowskimi wciąż obowiązuje, czy jednak trochę zmieniliście podejście do siebie przez te kilka miesięcy negocjacji?

Na pewno bardzo zmieniliśmy podejście do siebie. Po gorącym konflikcie i obradach okrągłego stołu, kiedy usiedliśmy do naprawdę bardzo sensownych rozmów, poznaliśmy się dużo lepiej niż przez poprzednie trzy lata.

Czyli nie zamyka się pan na dalszą współpracę z agencją menedżerską pana Kołakowskiego?

Nie ma ku temu żadnych powodów, abym się zamykał na taką współpracę, wręcz przeciwnie. Mamy z agencji KFM kilku fajnych piłkarzy. Niewątpliwie też kilku zawodników sprowadzonych tutaj dzięki panom Kołakowskim fajnie się rozwinęło. Pozostajemy w dobrych relacjach i mam nadzieję, że wspólnie patrzymy na to, co nas może w przyszłości połączyć, a nie na to, co nas w przeszłości dzieliło.

W trakcie tego konfliktu osoby bliskie panom Kołakowskim mówiły, że tak naprawdę wraz z kibicami ich pan szantażuje. Jak pan na to reagował? Myśli pan, że panowie Kołakowscy też zdążyli zmienić opinię na ten temat?

To jest pewnie pytanie do panów Kołakowskich. Ja bym dzisiaj nie chciał wracać i komentować zarzutów sprzed prawie roku. Rozumiem też, że one były odpowiedzią na nasze zarzuty, z których część się w trakcie ostatnich kilkunastu miesięcy zweryfikowała, więc naprawdę patrzmy w przyszłość, a nie w przeszłość.

To może przewrotnie spójrzmy na teraźniejszość, bo przejmuje pan Arkę na pozycji lidera I ligi, a od małego jest pan jej zagorzałym kibicem.

Fajnie się patrzy na tę tabelę, tym bardziej z poczuciem, że to jest zasłużone miejsce. Nie chciałbym, aby to powiązano z jakąś pychą, butą czy nadmierną pewnością siebie, ale uważam, że naprawdę gramy bardzo dobrą piłkę. Oczywiście mieliśmy problemy na początku tego sezonu, lekką zadyszkę pod koniec rundy jesiennej, ale uważam, że generalnie gramy bardzo stabilnie.

Punkty, które zdobywamy są wypracowane i zasłużone. OK, czasami zamiast zwycięstwa mógł się przytrafić remis, tak jak choćby w ostatnim meczu z Chrobrym, ale ryzyko tego, że w tym meczu miałby paść remis moim zdaniem było bardzo niskie. Dużo większe było prawdopodobieństwo, że ten wynik mógł być po prostu dużo wyższy. Podobnie wyglądał mecz z Miedzią Legnica.

Podsumowując, punkty, które dzisiaj są zapisane na naszym koncie, nie są efektem przypadku czy dużej ilości szczęścia, tylko po prostu są wybiegane i wywalczone na boisku. To również pozwala nam patrzeć z jednej strony z pełnym szacunkiem do rywali i tego, że jeszcze osiem kolejek przed nami, ale z drugiej strony z taką dobrą, spokojną pewnością siebie, że nawet jak coś nam się po drodze przytrafi, to potem jest kolejny mecz. Uważam, że konsekwentnie, mądrze dogramy ten sezon do końca.

Jaki jest pana plan na Arkę? Zacznijmy może od kwestii sportowych, bo to kibiców interesuje najbardziej. Przedłużyliście kontrakt z trenerem Wojciechem Łobodzińskim, ale co dalej? Jaka ma być pana Arka Gdynia?

Bardzo się cieszę, że trener Wojciech Łobodziński widzi siebie w Arce w kolejnych latach. Wszyscy widzą efekty jego świetnej pracy, nie wszyscy natomiast mają okazję zobaczyć, jakie wartości prezentuje na co dzień jako człowiek, trener i lider, zarówno wobec zawodników jak i pozostałych członków sztabu czy pracowników klubu. Te wartości są dla mnie nie mniej ważne, niż wynik i miejsce w tabeli.

Ale to tylko jedno z kilku kluczowych stanowisk w klubie piłkarskim.

Przed nami trzy bardzo ważne rekrutacje, które myślę, że odcisną duże piętno na tym, jak Arka Gdynia będzie wyglądała i jak się będzie rozwijała w kolejnych latach. Będziemy poszukiwać docelowego prezesa zarządu, bo ja, tak jak często mówiłem, jestem tylko przejściowym prezesem i docelową moja rola właścicielska będzie inna. Dodatkowo potrzebny jest nam dyrektor sportowy i dyrektor akademii.

Z jednej strony chciałbym wprowadzi osoby na te funkcje jak najszybciej, z drugiej jednak bardzo mi zależy, aby to nie były osoby na chwilę, tylko takie, z którymi współpracując potwierdzimy sobie, że wyznajemy podobne wartości, łączy nas dobra chemia w codziennej pracy i podobnie się komunikujemy ze światem zewnętrznym. To słowo "wartości" będzie kluczowe, ale muszą one oczywiście iść w parze z kompetencjami. Mam nadzieję, że szybko uda się zbudować docelowy zespół i wspólnie wyznaczymy strategię dla Arki, wierzę, że mamy do zrealizowania duże plany.

Jakie to są plany?

Na pewno sportowe, czyli stabilne miejsce w ekstraklasie i patrzenie, co jeszcze możemy więcej w niej ugrać, a nie martwienie się, czy jesteśmy w stanie się w niej utrzymać.

Na pewno społecznościowe, czyli zbudowanie dużo większej rzeszy kibiców na trybunach, zbudowanie zupełnie innych niż dotychczas relacji ze sponsorami, kreując dla nich wartość, ale też wciągając ich w życie klubu. Zorganizowanie przestrzeni dla wielu środowisk, takich około-klubowych, czyli z jednej strony oldboje, z drugiej strony byli piłkarze, którzy nie uczestniczą na bieżąco w zajęciach oldbojów, klub kibica niepełnosprawnego... Jest mnóstwo małych środowisk wokół Arki, które są w stanie dać jej dużo energii, tylko trzeba to umieć zagospodarować. Stworzenie warunków, w których ta społeczność funkcjonuje, organizuje się i działa dla Arki, jest dla mnie kluczowe.

I trzeci aspekt to akademia. Rozumiana zarówno jako system szkolenia na dzisiejszych ograniczonych zasobach, ale jednak z lepszą logistyka, zarządzaniem, trochę innym, bardziej nowoczesnym podejściem do całego procesu szkolenia oraz współpracy z innymi akademiami, powiedzmy "poza-arkowymi", ale również akademia rozumiana jako infrastruktura, czyli duży projekt, który mam nadzieję przy współudziale miasta Gdynia będziemy w przyszłości realizować.

Infrastruktura to bodaj jeden z większych czynników hamujących wasz rozwój. W mediach społecznościowych królowało zdjęcie z boiska treningowego pierwszej drużyny, gdzie w niektórych miejscach było więcej piachu niż trawy.

Myślę, że temat infrastruktury nie był odpowiednio traktowany przez wiele poprzednich lat. I nie mówię o trzech, sześciu czy dziesięciu latach, tylko w zasadzie przez cały okres, kiedy sięgam pamięcią wstecz. Oczywiście, miasto zbudowało ponad dziesięć lat temu stadion, na którym funkcjonujemy i to na pewno był wtedy ogromny krok do przodu, ale baza treningowa jest nadal bardzo uboga.

Nie chciałbym jednak adresować pretensji do miasta. Klub też przez te ponad dziesięć lat nie wykonał tak naprawdę starań, które powinien umieć wykonać, aby samemu postarać się o zbudowanie być może nie jakiejś wielkiej akademii, bo to trudno zrobić samemu, ale choćby jednego albo dwóch boisk poza tymi obiektami, które są przy stadionie. Uważam, że to da się teraz zrobić w oparciu o środki własne, które jestem przekonany, że razem z pozostałymi akcjonariuszami będziemy w stanie do Arki włożyć, oraz pozytywne podejście miasta i jego pomoc w postaci finansowania oraz zabezpieczenia terenów pod tego typu infrastrukturę. Do tego dostępne są programy publiczne, za sprawą których można uzyskać dofinansowanie takiej inwestycji.

Jestem akurat z Białegostoku, tam Jagiellonia stworzyła sobie skromną bazę z dwoma pełnowymiarowymi boiskami i jednym mniejszym.

I my też chcemy podążać w tym kierunku, to jest następny krok w rozwoju Arki. Nie staniemy się od razu taką organizacją, jaką dzisiaj jest Lech Poznań czy Legia Warszawa, natomiast szybkie dojście do poziomu, na jakim jest na przykład Jagiellonia, byłoby fajne.

A jeśli chodzi o zawodników z akademii, wychowanków Arki, to też pan stawia sobie jakiś konkretny cel z tym związany? Choćby, żeby było ich więcej w pierwszym zespole?

Pytał pan wcześniej jeszcze o to, jaki charakter ma mieć drużyna Arki. Bardzo chciałbym, aby Arka Gdynia miała w sobie zawsze dominujący komponent polski i znaczący komponent lokalny. Tu nie chodzi nawet o liczbę, tylko czasami na przykład o jakieś osobowości związane z regionem. Młodzi piłkarze muszą mieć pokazaną ścieżkę rozwoju i widzieć, że awans do pierwszej drużyny jest realny. Muszą wierzyć, że pierwszy zespół nie jest zabetonowany i nie musi tak być że trenują w Arce do 18. czy 19. roku życia, a potem 100 proc. z nich rozjeżdża się po regionie albo po Polsce, bo tutaj grają piłkarze przyjezdni.

Wiemy, że pewnie 95 czy 96 proc i tak rozjedzie się po kraju albo zakończy karierę, bo takie są statystyki we wszystkich klubach, ale chcielibyśmy, aby te 4-5 proc. trafiało do pierwszej drużyny i dawało przykład kolejnym młodym adeptom, że to jest możliwe. Również kibicom zupełnie inaczej się ogląda zespół, w którym widać lokalnych chłopaków, których często jeszcze pamięta się jako małych chłopców i u których widać to serducho, walkę na boisku. Nawet jak czasami nie ma wyniku, ale jest walka, to kibice i tak krzyczą "Dzięki za walkę!". To właśnie to jest to, co zawsze musi być.

Wspomniał pan o kibicach. Jaką rolę odegrali oni w przejęciu klubu przez pana? Czy to oni na przykład apelowali do pana, żeby pan przejął klub z rąk nielubianych i źle ocenianych przez nich panów Kołakowskich?

Nie, nie apelowali. Dzisiaj, jak patrzę na to, co się przez ten rok wydarzyło, to jestem zdziwiony, że taki w sumie nieskoordynowany proces tak dobrze nam wyszedł. Ja swoim pierwszym wywiadem pokazałem miastu, kibicom, innym sponsorom, akcjonariuszom, że w ogóle istnieje ktoś taki, kto byłby gotów wziąć odpowiedzialność za klub, a jednocześnie unieść ciężar odkupienia akcji od poprzednich właścicieli. To uruchomiło całą lawinę zdarzeń.

Później oczywiście mieliśmy kontakty z kibicami, którzy myślę, że chcieli zweryfikować, na ile faktycznie jestem zdeterminowany i konsekwentny w tym temacie. Nie byłem wtedy w Gdyni osobą znaną. I było mi z tym dobrze, haha. Natomiast późniejsza interakcja była rzeczywiście bardzo dobra. Byłem i ciągle jestem pod dużym wrażeniem takiego zdrowego rozsądku, który obie strony wykazywały w tych rozmowach. Wiele osób uczestniczących w bojkocie obawiało się, że będę czyimś zakładnikiem, ale chyba dzisiaj te wszystkie osoby mogą odetchnąć z ulgą, bo niczyim zakładnikiem nie jestem.

Jeśli ktoś coś robił, to robił to dla Arki. Ze mną będzie podobnie. Wydaje mi się, że spoczywa na mnie obecnie duża odpowiedzialność, ale też otrzymałem równie duży kredyt zaufania. Dzięki temu mogę robić rzeczy trudne, byleby były właściwe.

Jak dobrze wyczytałem w pana poprzednich wywiadach, Arka Gdynia ma z czasem sama na siebie zarabiać. Taki jest pana cel?

Nie wydarzy to się od razu. Znamy kwoty, jakimi miasto wspomagało klub praktycznie od zawsze. To była znacząca część budżetu, bardziej znacząca w pierwszej lidze niż w ekstraklasie, ale jednak wciąż znacząca. Nie wyobrażam sobie pozostania z sezonu na sezon bez tego wsparcia miasta.

W kwestiach biznesowych przychodzi do nas raczej kultura biznesowa zachodu, a nie wschodu. A tam wygląda to tak, że kluby się rzeczywiście samofinansują i ten ciężar finansowania czy utrzymania klubu spoczywa na jego właścicielach, sponsorach i całej tej społeczności, którą chcę w Arce zbudować. Myślę, że kiedyś w Polsce będzie ponownie, ale oczywiście zanim tam dojdziemy, to kluby muszą pewnie jeszcze trochę pokorzystać z tej "kroplówki" ze środków publicznych, zbudować akademie, wychować pierwsze pokolenie własnych graczy i zapewne dopiero wtedy powinny być gotowe do samofinansowania.

Przyznam też, że z dużym niezrozumieniem i niesmakiem czytam różne negatywne komentarze dotyczące finansowania prywatnego klubu , bo trochę odbieram to jako zarzut, że ten prywatny właściciel dostał publiczne pieniądze i nie wiadomo co z nimi zrobił. Schował do kieszeni, wypłacił dywidendę? Wiemy, że tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie. Prywatni właściciele za prywatne pieniądze kupują kluby, inwestują w nie i sprawiają, że tysiące ludzi mogą się emocjonować futbolem. Oprócz wymiaru kibicowskiego i sportowego, generują olbrzymią wartość społeczną, ale jestem przekonany, że również wymierną finansową dla budżetu miasta i państwa. Arka Gdynia będzie transparentna i będzie taką wartość generowała.

W jaki sposób?

Wracam tu znowu do procentów dotyczących szkolonej młodzieży. Jeżeli 95 proc. szkolonych od 7. do 19. roku życia w Arce lub innych klubach nie staje się profesjonalnymi piłkarzami, tylko finalnie gra amatorsko lub kończy karierę, to znaczy, że generujemy przeogromną wartość społeczną, wychowawczą i zdrowotną, szkoląc przez te kilkanaście lat setki lub tysiące młodych ludzi. Wiemy, że zdrowotnie, profilaktyka jest lepsza i tańsza od leczenia. Wiemy też, że najlepiej wychowuje i szkoli się przez sport i w tym kontekście chciałbym, aby nasz Klub był odpowiedzią na potrzeby miasta. Klub generuje też wartość promocyjną i marketingową, ale te wcześniej wymienione są dla mnie ważniejsze.

A gdzie na chwilę obecną widzi pan w klubie największe rezerwy, które szybko można wykorzystać?

Widzę je na szczęście w wielu obszarach, dlatego też od początku mamy dużo pracy. Dotyczy to chociażby kwestii sponsorów. My dzisiaj zaczynamy od tych sponsorów, którym jest emocjonalnie blisko do Arki, czyli zaczynamy od lokalnej gdyńskiej społeczności. I już widzimy, że uruchomiła się naprawdę duża rzesza ludzi, którzy chcą nas wesprzeć, a co ważniejsze, wciągają za sobą do tego kolejne osoby. I za to bardzo wszystkim dziękuję.

Przygotowujemy też propozycję dla innych, głównie dużych firm, które już nie w emocjonalny, ale w typowo komercyjny sposób patrzą na Arkę jak na dobry wehikuł reklamowy. Cieszą mnie te rozmowy, bo to jest po prostu zdrowe patrzenie na szeroko rozumiany biznes, w którym razem funkcjonujemy.

Kolejna rezerwa – sklep i merchandising. Na dzisiaj klub sprzedaje gadżety i koszulki, ale ta oferta musi się bardzo mocno poszerzyć. Musimy mieć więcej kanałów dystrybucji, zarówno stacjonarnych w całym regionie, który Arka ma do zagospodarowania, jak i w sprzedaży internetowej.

Następna – dzień meczowy. Na ostatnim meczu mieliśmy na trybunach 5-6 tysięcy osób. Jestem przekonany, że na tego typu meczach, nawet w pierwszej lidze, możemy przyciągnąć dwukrotnie większą widownię. Musimy jednak pokazać, że chodzenie na Arkę jest nie tylko modne, ale też bezpieczne i przyjemne, a na stadionie panuje fajna atmosfera. Nawet jeśli są osoby, które nie do końca ekscytują się wydarzeniami na boisku, to przychodzą ponieważ po prostu podoba im się atmosfera czy przeżywane emocje. To jest ważne i myślę, że możemy ten stadion zapełnić, a tym samym przychody z dnia meczowego znacząco zwiększyć.

Panów Kołakowskich już nie ma w klubie?

Ani fizycznie, ani formalnie. Oczywiście mamy zawodników z agencji KFM, ale to zupełnie inna sprawa.

A czy jest coś, co się wydarzyło w ciągu tego roku, a czego pan osobiście żałuje?

Nie wiem, czy jest coś, czego żałuję, bo nie wiem, czym moglibyśmy zastąpić to, co się wydarzyło. Natomiast z dzisiejszej perspektywy życzyłbym sobie, aby ta wojna medialna była mniej agresywna. Podsumowując, nie żałuję tego co się wydarzyło, ale komfortu z tym też nie mam.

Gdzie widzi pan Arkę za pięć lat?

Nie chcę dzisiaj stawiać konkretnych celów, ale mam nadzieję, że w tych trzech aspektach - sportowym, społecznościowym, infrastrukturalnym - za pięć lat Arka będzie w innym, lepszym świecie. Wierzę w to, że organiczną pracą uda się zbudować fantastyczny Klub oparty o nasze wartości. Mamy świetny sztab i bardzo dobry zespół, jestem przekonany, że będziemy się wzmacniać, rozwijać i iść w górę.

Wyżej od Lechii Gdańsk?

Nie wiem, ale wierzę, że tak. Tak jak zawodnicy wierzą, że są lepsi, to pewnie my na poziomie sztabów, właścicieli czy zarządów klubów też się w jakiś sposób ścigamy. Mam nadzieję, że będziemy grać derby w ekstraklasie, bo przeżycie derbowe jest wyjątkowe. Życzę Arce i Lechii, abyśmy się ścigali w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale abyśmy to my byli wyżej. Dużo wyżej, haha.

Kto skończy wyżej rozgrywki I ligi w sezonie 2024/25?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.