130 milionów wywalone w błoto. Trybuny straszą pustkami. Jest coraz gorzej

Źle dzieje się w środowisku Podbeskidzia Bielsko-Biała. Były klub ekstraklasy obecnie walczy o utrzymanie w I lidze, a po ostatniej porażce 1:2 z Motorem Lublin z posadą trenera pożegnał się Dariusz Marzec. Gdyby tego było mało, na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej na ligowych meczach pojawia się zaledwie garstka kibiców. A przecież na budowę obiektu kilka lat temu wydano dziesiątki milionów złotych.

W latach 2011-2016  Podbeskidzie Bielsko-Biała nieprzerwanie przez pięć sezonów występowało w ekstraklasie. Po spadku do I ligi klubowi raz w sezonie 2019/20 z powrotem udało się awansować na najwyższy poziom rozgrywkowy, jednak od 2021 roku Podbeskidzie nieudolnie próbuje wrócić na szczyt. Ta sztuka nie uda się w obecnym sezonie. Drużyna ze Śląska z zaledwie 17 punktami zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli i niewykluczone, że niebawem spadnie do II ligi.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Stadion w Bielsku-Białej świeci pustkami. Wielka inwestycja poszła w błoto

"Dariusz Marzec nie jest już trenerem Podbeskidzia" - taki krótki komunikat pojawił się w mediach społecznościowych Podbeskidzia po środowej porażce 1:2 z Motorem Lublin. Szkoleniowiec zdążył poprowadzić klub z Bielska-Białej w zaledwie sześciu meczach, w których tylko raz udało mu się wygrać. Jednym z powodów takiej decyzji zarządu były skandaliczne słowa wypowiedziane przez Marca podczas konferencji prasowej po przegranej 1:2 z Odrą Opole.

To jednak nie jedyne tarapaty Podbeskidzia. Innym kłopotem jest koszmarna frekwencja na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej, gdzie drużyna rozgrywa domowe mecze. Pojemność obiektu wynosi dokładnie 14,963 miejsc. Tymczasem na spotkaniach Podbeskidzia zapełnionych jest średnio tylko 3,846 krzesełek. Ten wynik i tak jest zawyżony przez mecze z GKS-em Katowice (8500 osób) oraz Wisłą Kraków (5000 osób).

Ostatnie miesiące na trybunach to marazm, którego apogeum był środowy mecz z Motorem Lublin, na których przyszło mniej niż 2500 osób. Tu pewnym usprawiedliwieniem może być pora rozgrywania spotkania. Tyle tylko, że ledwie kilka dni wcześniej w sobotę na meczu z Odrą Opole zjawiło się około 2900 osób.

Podbeskidzie jest na siódmym miejscu pod względem średniej frekwencji, przegrywając z Wisłą Kraków, Motorem Lublin, Lechią Gdańsk, Zagłębiem Sosnowiec, Wisłą Płock oraz GKS-em Tychy. Klub jest więc drugim najsłabszym wśród zespołów mających nowoczesne stadiony. Gorszą frekwencję ma tylko Arka, co jest pokłosiem konfliktu na linii kibice - władze klubu. 

To fatalny wynik, biorąc pod uwagę fakt, że w latach 2012-2015 budowa stadionu w Bielsku-Białej wyniosła aż 130 milionów złotych brutto. W tamtym okresie klub występował w ekstraklasie, przez co miasto czy prywatni inwestorzy z pewnością liczyli, że drużynie uda utrzymać się na najwyższym poziomie przez wiele lat. Tak się jednak nie stało. Trudno nie odnieść wrażenia, że obiekt aż na prawie 15 tysięcy miejsc okazał się przeskalowany. Najwyższa frekwencja na nowym stadionie to sezon 2016/2017, kiedy to na trybunach w Bielsku-Białej zasiadało ponad 5800 osób na mecz. 

Brak utrzymania formy sportowej sprawił, że od kilku lat liczba ta oscyluje w granicach wspomnianych trzech, maksymalnie czterech tysięcy. Strach pomyśleć, ilu fanów przyjdzie na obiekt na mecze II ligi. Co ciekawe, niedawno klub otrzymał od rządu dotację, którą ma przeznaczyć na modernizację niezbyt chętnie odwiedzanego obiektu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.