Wpadka niedoszłego lidera I ligi. Najpierw spóźnili się na mecz, a później przegrali [WIDEO]

GKS Tychy nie będzie liderem I ligi. W zaległym meczu 17. kolejki zaplecza ekstraklasy drużyna Dariusza Banasika przegrała 0:2 z Górnikiem Łęczna, który dzięki temu goni czołówkę tabeli. Problemy tyszan rozpoczęły się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, który i tak rozbrzmiał z opóźnieniem spowodowanym blokadami dróg w ramach protestu rolników.

Pierwotnie mecz 17. kolejki I ligi pomiędzy Górnikiem Łęczna a GKS-em Tychy miał odbyć się na początku grudnia, ale plany pokrzyżowała pogoda. Oba zespoły zmierzyły się więc w środku tygodnia, a dla tyszan stawką tego starcia było wyprzedzenie Arki Gdynia i pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Już przed pierwszym gwizdkiem pojawiły się jednak problemy.

Zobacz wideo Szef KSW zdradził, jak sprzedają się PPV na walkę Adamek - Chalidow

Ogromne problemy GKS-u Tychy. Najpierw się spóźnili, a później nie dali rady Górnikowi Łęczna

Spotkanie miało rozpocząć się o 18:00, ale finalnie pierwszy gwizdek rozbrzmiał pięć minut później. Wszystko dlatego, że zespół z Tych przyjechał do Łęcznej zaledwie 50 minut przed czasem. Najczęściej drużyny przybywają na stadion około 1,5 godziny przed starciem, ale wtorkowych gości zatrzymała blokada drogi w ramach protestu rolników. 

Spóźnienie nie zadziałało na GKS zbyt dobrze, bo już dziesięć minut po rozpoczęciu meczu Górnik zdobył bramkę na 1:0. Dobre dośrodkowanie w pole karne posłał Damian Gąska, a piłkę przejął Damian Łukasiak i z ostrego konta zdołał pokonać bramkarza.

Kilka minut później świetną szansę zmarnował Marko Roginić, który wyminął bramkarza i nie trafił do pustej bramki. Prowadzenie łęcznian utrzymało się do przerwy, ponieważ GKS nie grał najlepiej i oddał tylko jeden celny strzał na bramkę. 

Po przerwie gra nadal była wyrównana, ale pierwszy konkretny atak należał do łęcznian. W 61. minucie gry piłkę holował Ilkay Durmus, który pojawił się na placu gry minutę wcześniej. Na skraju pola karnego Turek zdecydował się na strzał prawą nogą po ziemi, a uderzenie okazało się na tyle precyzyjne, że wpadło do siatki i dało gospodarzom prowadzenie 2:0. 

Drużyna z Tych próbowała jeszcze odrabiać straty i oddała w całej połowie aż cztery celne uderzenia. Żadne nie sprawiło jednak dużych problemów Maciejowi Gostomskiemu. Finalnie utrzymał się wynik 2:0 dla gospodarzy. 

Zwycięstwo dało Górnikowi Łęczna awans na siódme miejsce w ligowej tabeli z dorobkiem 31 punktów. O sześć "oczek" więcej ma GKS Tychy, któremu porażka zabrała szanse na awans na pozycję lidera i pozostawiła zespół Dariusza Banasika na drugiej lokacie. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.