Niedzielne stracie Górnika Łęczna z Wisłą Kraków mało zdecydować, który z zespołów zakończy 18. kolejkę zmagań w I lidze w czołowej szóstce. Gospodarze przystępowali do meczu po pewnej wygranej 4:1 ze Stalą Rzeszów w Pucharze Polski, a goście po dotkliwej porażce 0:3 z tym samym rywalem na ligowych boiskach. Faworytami byli więc piłkarze Mariusza Jopa, który chwilowo zastąpił zwolnionego Radosława Sobolewskiego.
W pierwszej części meczu znacznie lepiej grała Wisła, która kontrolowała grę. To jednak Górnik pierwszy trafił do siatki już w 24. minucie gry. Po rzucie wolnym piłkę odbił bramkarz Kamil Broda, a do siatki trafił Damian Zbozień, ale po długiej weryfikacji arbitrzy dopatrzyli się spalonego i nie uznali trafienia.
Akcja łęcznian najwyraźniej obudziła nieskuteczną Wisłę, która już dwie minuty przeprowadziła kapitalną akcję, po której gola na 1:0 strzelił Goku Roman.
W drugiej części meczu nadal to zespół z Krakowa prowadził grę, co przyniosło efekty w 67. minucie po dośrodkowaniu Patryka Gogóła z rzutu rożnego. Sobczak wygrał walkę o pozycję i strzałem głową podwyższył na 2:0. Górnik kompletnie się rozregulował i już minutę mógł przegrywać wyżej. Uratował ich jednak słupek.
Z kolei w 72. minucie nie pomógł im Souleymane Cisse, który w polu karnym zahaczył Sobczaka i sędzia podyktował rzut karny. Poszkodowany ustawił piłkę na 11. metrze i pewnym strzałem podwyższył na 3:0. W kolejnych minutach ekipa Mariusza Jopa szukała kolejnych szans na strzelenie gola i ta nadarzyła im się w doliczonym czasie gry. Po kontrataku dublet skompletował Goku.
Wisła Kraków wygrała drugi mecz z rzędu po zmianie trenera i dzięki temu 18. kolejkę I ligi zakończy w czołówce ligowej tabeli. Zespół Mariusza Jopa awansował na szóste miejsce w ligowej tabeli z 28 punktami na koncie i stratą jedynie pięciu "oczek" do pierwszej Arki Gdynia. Z kolei Górnik Łęczna spadł na dziewiąte miejsce ze stratą dwóch punktów do rywali.