Jeden z najbogatszych Polaków idzie na wojnę z kibicami. "Nie mam wyjścia"

- Jeśli kibice mi nie pomogą, to będę do tego zmuszony. Nie mam wyjścia, bo to ja ciągle muszę się tłumaczyć za te zachowania, płacić kary, opłacać prawników. Poza tym po prostu tego nie akceptuję - powiedział Zbigniew Jakubas, właściciel i prezes Motoru Lublin w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Motor Lublin to beniaminek I ligi. Drużyna prowadzona przez trenera Goncalo Feio radzi sobie bardzo dobrze, bo po 16 kolejkach zdobyła 26 puntów i zajmuje siódme miejsce w tabeli. Do lidera rozgrywek - Arki Gdynii, lublinianie tracą tylko sześć punktów.

Zobacz wideo Michał Probierz wykorzystał pomidora. Ależ pewność siebie!

Zbigniew Jakubas: Wydaje mi się, że mnie rozumieją

W połowie listopada "Gazeta Wyborcza" opisała brutalną wojnę, jaka toczy się między kibolami Motoru Lublin. Jednym z jej elementów jest spór o prawo używania nazwy "Blind Fury" [ślepa furia].

Klub błyskawicznie zareagował na ten artykuł. - Władze zdecydowały, że będą podwyższać ceny biletów na mecze o pięć złotych za każdy "wybryk" fanów - pisał Sport.pl. Klub wydał też specjalne oświadczenie. - Informujemy, że takie zachowania utrzymują negatywny wizerunek Klubu, co w konsekwencji może doprowadzić do wycofania się głównego inwestora z jego dalszego finansowania - można było w nim przeczytać. Klub dodał też, że Motor dostał m.in. 20 tysięcy złotych grzywny za zachowanie kibiców i zmuszony był zamknąć część trybun na jedno spotkanie.

Teraz Zbigniew Jakubas (jego majątek wyceniany jest na 1,95 mld złotych), właściciel i prezes Motoru Lublin, zapowiedział, że cały czas będzie podwyższał ceny biletów.

- Jeśli kibice mi nie pomogą, to będę do tego zmuszony. Nie mam wyjścia, bo to ja ciągle muszę się tłumaczyć za te zachowania, płacić kary, opłacać prawników. Poza tym po prostu tego nie akceptuję. Moim marzeniem jest to, żeby na meczach Motoru nie było zachowań niezgodnych z obowiązującymi przepisami. Pirotechnika do nich należy i z reguły powoduje przerywanie meczów przez sędziego - przyznał Jakubas w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Zdradził też, że odbył rozmowę z kibicami.

- Rozmawiałem z liderami kibiców. Tłumaczyłem, że nie mogą swoich prywatnych wojen przenosić na stadion. Bo cierpi na tym klub, inni kibice, rezygnują sponsorzy. Kibice są bardzo istotnym elementem funkcjonowania klubu. Ja ich bardzo szanuję. I rozmawiam z nimi w otwarty sposób. Wydaje mi się, że mnie rozumieją. Ale na koniec niewiele z tego wynika. Bogusław Leśnodorski, który tych doświadczeń z kibicami w Legii miał sporo, jakiś tydzień temu mówił mi, żebym nie wierzył w to, co liderzy kibiców obiecują. Bo później i tak nie mają wpływu na to, co dzieje się na stadionie. Na trybunach są grupki, podgrupki. Można się na coś umawiać, ale i tak na końcu jest żywioł. I to się potwierdza - dodał Jakubas.

- Ale zaczyna pan wojnę z kibicami, na której poległo wielu właścicieli polskich klubów. Inni walczyli latami. Tak było w Legii, Lechu, Wiśle czy ekstraklasowym wówczas Zawiszy Bydgoszcz. Dlaczego panu miałoby się udać? - spytał dziennikarz.

- Nie nazywam tego wojną, ale informacją, jakie zachowania nie będą tolerowane. Proszę zwrócić uwagę, że na wielu stadionach sytuacja jest już opanowana i kibice to rozumieją. Wierzę w to, że kibice Motoru, zamiast walczyć, zrozumieją to i będziemy razem dalej działali - odpowiedział prezes i właściciel Motoru Lublin.

Do końca rundy jesiennej w I lidze zostały trzy kolejki. Motor zagra jeszcze na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała (3 grudnia), Zagłębiem Sosnowiec (8 grudnia) oraz przed własną publicznością z Lechią Gdańsk (16 grudnia).

Więcej o:
Copyright © Agora SA